De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)

czwartek, 11 kwietnia 2013

środa rocznica bramki i zielony szalik


Absurd na absurdzie i absurdem pogania. Nie pomaga świadomość, że to nie cecha charakterystyczna kraju, w którym żyję. Wszędzie na świecie ludzi otaczają bezsensy czy nonsensy, które przeszkadzają, niektóre aż dech zapierają, inne powszednieją. Na dodatek to co dla jednego jest mega niedorzecznością, dla drugiego jest świętością i odwrotnie. Nie ma jednej oczywistości, jednej logiki. Nie dogadują się bliscy, znajomi, bracia krwi i z wyboru. Czyli normalny bieg historii, jak było od zarania dziejów i zapewne będzie po wsze czasy. Jednomyślność ludzkości po prostu nie dana. Najgorsze jest to, że tak nam smutno i przykro i nijak pojąć nie możemy, jak "oni" mogą nie widzieć, nie rozumieć i nie pojmować, tego, co my w naturalny sposób ogarniamy. I nikt nie jest w stanie wyjść z tego zaklętego kręgu i spojrzeć z zewnątrz. Przepraszam, jest jedna oczywistość taka sama dla każdego, mianowicie, że to właśnie ja mam rację.

Meczykiem sobie wczorajszy dzień osłodziłam, miałam przeczucia. Wrocławianką być powinnam. Co prawda tylko Puchar Polski, ale jak dobrze było popatrzeć na cud piękności bramki Soboty ('10) i Mili ('13, z wolnego prosto do bramki), Śląsk Wrocław znów na fali wznoszącej, w rozgrywkach Ekstraklasy ruszyli wreszcie z zaczarowanego piątego miejsca i, póki co, są na pudle, schodek numer trzy. Naprawdę pojęcia nie mam, czemu akurat za nich najbardziej trzymam kciuki. Barcelona Messim stoi, jeden człowiek, a taka moc sprawcza. Jednak Ibrahimowic nie dał rady. Rozgrywki Ligi Mistrzów tak kątem oka obserwuję, ale już blisko końca, więc zwiększam kąt.

Dla odreagowania dziergam zielony szalik na drutach, na powitanie wiosny, tempo niezadowalające, może wyrobię się do mistrzostw świata w piłce nożnej.


6 komentarzy:

  1. To miłego dziergania! :-) I zachowania indywidualnej tożsamości narodowej ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję, dzierganie w sumie fajne jest, tylko czasu sporo zajmuje :)

      Tożsamość zachowuję, indywidualizm też, z tą narodowością tylko pomieszanie z poplątaniem - jestem Ziemianką urodzoną w Polsce, ale czy to znaczy że mam się tu ostrokołem okopać? Nie chcem! ;)

      Usuń
  2. Ja ostatnio w niczym najzwyklejszej przyjemności znaleźć nie mogę. I choć fanem i to swego czasu nawet wielkim, kopanej byłem to dzisiaj nawet oglądanie LM mnie nie zachwyca (być może przez to, że jest do bólu przewidywalne) a tym bardziej naszej, ekhm... ekstra ekhm... klasy. Cholera, może pora żebym zaczął dziergać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam na tego zagranicznego trenera, może nastanie, może weźmie chłopaków za fraki, zamiast po pupciach klepać jak Formalik, on ich niedługo ZAGŁASZCZE! I może wtedy tym z ekstra ekhm... będzie bardziej zależało, a może nie, bo mechanizmy funkcjonowania klubów coraz bardziej zagmatwane. A Formalik może wróci do Ruchu, choć pewnie teraz już za późno. Tak sobie myślę, że niektórzy z kopania powinni się na dzierganie przekwalifikować, na przykład getrów, by z branży nie wypaść.

      Usuń
    2. No to się trochę uspokoiłem, a pomysł, by to owi kopacze za dzierganie się zabrali - wyborny!

      Usuń
    3. Jeśli przerżną w kompromitujący sposób jeszcze jedno spotkanie "reprezentacyjne" to im zasugeruję to dzierganie, maila wyślę do PZPN, do samego Bońka, a co ;)

      Usuń