De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)

sobota, 26 września 2009

książka, która wciąga - "Tysiąc dni w Wenecji" - Marlena de Blasi



  

Marlena de Blasi - Tysiąc dni w Wenecji
(A thousand days in Venice)

Wpadła w moje ręce przypadkiem, koleżanka namówiła, poleciała, pożyczyła.
Nie lubię Włochów, kraju, języka, nie pociąga mnie nic, co włoskie, nie odczuwam przyciągania...
Ale uległam, zabrałam książkę do domu z zamiarem dorzucenia do stosu czekających. Nieopatrznie otworzyłam w tramwaju i zaczęłam... No i nie mogę się oderwać...
Jeszcze jej nie skończyłam, dużo się dzieje, a nie chcę czytać w biegu, pospiesznie, bez zastanowienia. Chcę się podelektować :)
Polecam z premedytacją, mimo, że nie znam zakończenia. Jest NIE-SA-MO-WI-TA !!!

Jest wątek kulinarny, o dziwo, podoba mi się, choć ja wegetarianka i większość potraw nawet na jednorazową degustację się nie łapie. Ale ta forma, ten kunszt i prostota zarazem wstawek kulinarnych - ujmująca.

Jest wątek "włoskości", a właściwie "wenecjości", bezpretensjonalnie pokazane stopniowe uleganie magii Księżnej Wenecji.

Jest wątek miłosno-psychologiczny. Pokazuje miłość spadającą nagle, niespodziewanie, jak grom z nieba, dokonującą rewolucji w życiu dwojga dorosłych dojrzałych samotnych ludzi. Podobają mi się stopniowe przemiany dusz, umysłów, mentalności dwojga ludzi pod swoim wzajemnym wpływem, zaskakujące ich samych. Miłość cuda czyni, zmienia ukształtowane charaktery, wyzwala, uwalnia, oczyszcza, uskrzydla... I udowadnia, że nigdy na nią nie za późno. Bez względu na okoliczności, w których się jej doświadcza, choćby cały świat zgodnym chórem (niczym Huutajat:) wykrzykiwał litanię przeciwwskazań.

Powstała kontynuacja, "Tysiąc dni w Toskanii", na razie poza moim zasięgiem.

czwartek, 17 września 2009

70 lat minęło - Orzeł ucieka z Estonii


No, i czy ktoś o tym jeszcze dziś pamięta oprócz nielicznej garstki ludzi?

Kto nie wie, o co kaman, polecam obejrzenie filmu Leonarda Buczkowskiego z 1958 roku pod tytułem "Orzeł" lub poczytanie sobie w sieci. Albo powieść historyczną Michaela Guntona "Orzeł. Tajemnice okrętu podwodnego". Cała sprawa to jedno z ciekawszych wydarzeń w historii Polski, moim skromnym zdaniem.

Po co o tej ucieczce pamiętać? Ano, bo była mistrzostwem świata i dokonaniem niemożliwego, wraz ze wszystkim co działo się z Orłem po ucieczce.
Nie chcę wiedzieć, kto zabił Kennedy'ego, kiedy będzie koniec świata, gdzie ukryto bursztynowa komnatę.

Ale bardzo bardzo chciałabym wiedzieć, jak na prawdę wyglądało zatopienie okrętu podwodnego ORP Orzeł...

Chwała załodze za ucieczkę, chwała i podziw za wszystko, czego dokonali potem, aż do końca. Należy im się szacunek i wieczna pamięć.