De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)

Comic Con 2017

Comic Con 2017
24-26.11.2017

katalog filmów online

15 WJFF 2017

wtorek, 24 czerwca 2014

pożądane dopełnienie cywilizowanej egzystencji


"- Bardzo bym chciała pojechać do Londynu... - Już mówiąc te słowa, wyobraziła sobie, jak coś ciągnie ją z powrotem, jak nie potrafi się spakować i zdążyć na pociąg. Może w ogóle nie chciała wyjeżdżać, ale powtórzyła z trochę większym naciskiem. - Bardzo bym chciała" (str. 123)

"Może nie była wcale taka słaba, jak zawsze uważała; w końcu trzeba się oceniać, porównując z innymi ludźmi; tak naprawdę nie ma innej miary. Co jakiś czas, absolutnie mimowolnie, ktoś uczy nas czegoś o nas samych" (str. 131)

"Chociaż otrzymał dyplom z wysoką lokatą, studiowanie literatury angielskiej wydawało mu się w retrospekcji absorbującą salonową grą, a czytanie książek i wyrobienie sobie opinii na ich temat co najwyżej pożądanym dopełnieniem cywilizowanej egzystencji. Nie stanowiło to jednak sedna rzeczy, bez względu na to, co twierdził doktor Leavis w swoich wykładach. Nie było kapłaństwem, najistotniejszym zajęciem poszukującego prawdy umysłu ani też pierwszym i ostatnim ratunkiem przed hordami barbarzyńców, w każdym razie nie w większym stopniu aniżeli studiowanie malarstwa, muzyki, historii albo nauk ścisłych" (str. 103)


Ian McEwan - "Pokuta" (Atonement)
Albatros 2002, przełożył Andrzej Szulc


środa, 18 czerwca 2014

drzewa starszego brata




Brzoza. Lasek. Jabłoń nad potokiem.
Sosny - studium do obrazu Czerkiesi pędzący do ataku.
Maksymilian Dionizy Gierymski (1846-1874)
zmarł na gruźlicę w wieku 28 lat



wtorek, 17 czerwca 2014

urojeni ludzie z książek



       "- Za złe mi to biorą, że w moich książkach roi się od ludzi dobrych, jasnych i miłosiernych, a przecie z palca sobie tego nie wyssałem. Zresztą wielką odczuwam litość dla złych, z rozmysłem natomiast sławię dobroć promienistą. Urojeni ludzie z książek wychodzą z nich jak duchy wywołane z nicości i wchodzą w ludzką gromadę. Serce ludzkie takie jest dziwne, że więcej wierzy jasnemu urojeniu niż mętnej, czarnej rzeczywistości; więc moi dobrzy ludzie z książek korzystając z tego przywileju szerzą wieści o istnieniu dobra i o potrzebie miłosierdzia. Moje książki wędrują pomiędzy rzesze, niechże przeto świecą, niech grzeją, lecz niech nie straszą i nie burzą naiwnej, prostej wiary w serce człowieka.

       "Dziewczyna wierzyła w nie głęboko. Osobiście mogła oświadczyć, że nie spotkała jeszcze ludzi złych; oczywiście, spotka ich kiedyś, świat bowiem nie jest rajem; oczywiście, że gdzieś istnieją, w jakichś zaułkach życia; los mógł ją, ślepe, bezbronne dziecko, skierować w ich stronę. Więcej jednak musi być na bożym świecie dobrych i miłosiernych, skoro wypchnięta w ludzką gromadę natknęła się na nich właśnie. Z gorącej wdzięczności utrwali w sobie wiarę w dobrego człowieka i wiary tej nie zachwieje w niej nawet krzywda, którą jej może kiedyś wyrządzić człowiek zły. Pan Olszowski, umiejący patrzeć w głębie ludzkich serc, pouczał ją, że rzadkością jest człowiek, który złym się rodzi. Gniewu i złości naucza go głód, nieszczęście, niesprawiedliwość i podłość. Wstrętna ohyda nędzy, której nie powinno być na radosnym świecie, jest najstraszliwszym nauczycielem zła, więc kto nędzę wygania z ziemi, kto jej ze słodyczą ociera łzy, kto jej zimne serce ogrzewa, ten czyni rzecz najszlachetniejszą: zasypuje źródło zła".

Kornel Makuszyński - "Awantura o Basię"
Iskry 1985, str. 144-145

wtorek, 10 czerwca 2014

"Journey's End", 1988


Teatr sfilmowany, to lubię. Sztuka R.C. Sherriffa z 1928 roku przeniesiona na telewizyjny ekran, niby film, a jednak niemal czysty teatr. Zaledwie kilka scen wychodzi poza ziemiankę umiejscowioną w okopach. A pod prowizorycznym dachem kilku mężczyzn spędza cztery pełne napięć dni, jak to na wojnie, jak to w okopach. Trwa I wojna światowa, Francja. Kapitan Stanhope (Jeremy Northam), porucznik Osborne (Edward Petherbridge), porucznik Raleigh (Mark Payton), podporucznik Hibbert (Gary Cady), podporucznik Trotter (Timothy Spall), nawet Mason (Dorian Healy), każdy z nich gra swoją rolę rewelacyjnie, oczu nie można oderwać.

Osborne jest spokojny, zrównoważony, opanowany, budzi zaufanie. Nazywany jest Wujkiem. Dowódca Stanhope wojenny stres neutralizuje sporymi ilościami whisky. Nowy Raleigh jest jego znajomym ze szkoły, na dodatek bratem jego sympatii. Raleigh próbuje odnosić się do Stanhope'a poufale, zwraca się do niego po imieniu, jak za dawnych cywilnych czasów. Stanhope trzyma jednak chłopaka na dystans bojąc się, że w liście do siostry opisze go w niekorzystnym świetle, ujawni jego słabość do alkoholu. Trotter ukochał sobie dobre jedzenie, ale usługujący Mason z próżnego nie naleje, poza tym ma zdrowy dystans do kulinarnych wymagań żołnierzy. Hibbert ma problemy z oczami, ale Stanhope uważa, że symuluje. Kapitan sam trwa na posterunku, choć mógłby wyjechać na przysługujący mu urlop. Stanhope czyta list Raleigha do siostry, a właściwie, pełen obrzydzenia do siebie, prosi o przeczytanie Osborne'a. Okazuje się, że w piśmie ani jednego złego słowa o kapitanie, wręcz odwrotnie, góra komplementów. Stanhope jeszcze bardziej ma do siebie pretensję za tak niskie pobudki.

Osborne czyta Alicję w krainie czarów -

'How doth the little crocodile
Improve his shining tail,
And pour the waters of the Nile
On every golden scale!


'How cheerfully he seems to grin,
How neatly spread his claws,
And welcomes little fishes in
With gently smiling jaws!'

Trzeba dostać się do niemieckich okopów, idą Osborne i Raleigh. Osborne nie wraca, ginie na oczach towarzysza. Raleigh jeszcze nieoswojony ze śmiercią, bardzo przeżywa odejście Wujka. Drobne wymiany zdań, w kontekście czasu i miejsca, nabierają siły pocisków. Stanhope jest całkowicie rozstrojony nerwowo i mocno przewrażliwiony. Raleigh zostaje ciężko ranny. Wybuch wysadza pustą ziemiankę.

Wojna, fajnie wygląda w grze komputerowej, na filmie, chłopaki biegają, strzelają, odnosi się zwycięstwa, planuje strategie, zdobywa cele. Zostawia po sobie zgliszcza i ruinę, fizyczną, psychiczną, rozległą w przestrzeni i czasie. Więc czemu ciągle tak wielu ludzi dąży za wszelką cenę do kolejnej? Właśnie stanęła mi przed oczami Milla Jovovich w scenie z filmu Piąty element, kiedy Leeloo poznaje historię ludzi według alfabetu, dochodzi do W, do hasła WAR (wojna). Czy trzeba być kosmitą, by pojąć z pełnym i całkowitym zrozumieniem?



"Koniec podróży"
(Journey's End)

Wielka Brytania 1988 (TV)
Reżyseria: Michael Simpson
Scenariusz: R.C. Sherriff


bez granic Twój świat


Breakout

Póki jeszcze umiesz ruszyć drogą pod prąd.
Póki jeszcze wierzysz, że gdzieś nowy jest ląd.

I jak echo Ci odpowie
Twoim słowom inny człowiek.
Póki jeszcze tak się zdarza,
warto żyć.

Póki jeszcze wierzysz, że bez granic Twój świat.
Póki jeszcze wierzysz, że dościgły jest wiatr.

Póki wierzysz, że gdzieś w ciszy
jest ktoś, kto Twój głos usłyszy.
Póki jeszcze tak się zdarza,
warto żyć.

Póki jeszcze wierzysz, że bez granic Twój świat.
Póki jeszcze myślisz, że są okna bez krat.

Póki uśmiech ma twarz dziecka
i nadzieja w tobie mieszka.
Póki jeszcze tak się zdarza,
warto żyć.

sobota, 7 czerwca 2014

pobiegła na przełaj przez pole za Białym Królikiem



"Alicja rozmyślała właśnie - a raczej starała się rozmyślać, ponieważ upał czynił ją bardzo senną i niemrawą - czy warto męczyć się przy zrywaniu stokrotek po to, aby uwić z nich wianek. Nagle tuż obok niej przebiegł Biały Królik o różowych ślepkach. Właściwie nie było w tym nic nadzwyczajnego. Alicja nie zdziwiła się nawet zbytnio słysząc, jak Królik szeptał do siebie: „O rety, o rety, na pewno się spóźnię”. Dopiero kiedy Królik wyjął z kieszonki od kamizelki zegarek, spojrzał nań i puścił się pędem w dalszą drogę, Alicja zerwała się na równe nogi. Przyszło jej bowiem na myśl, że nigdy przedtem nie widziała królika w kamizelce ani królika z zegarkiem. Płonąc z ciekawości pobiegła na przełaj przez pole za Białym Królikiem i zdążyła jeszcze spostrzec, że znikł w sporej norze pod żywopłotem. Wczołgała się więc za nim do króliczej nory nie myśląc o tym, jak się później stamtąd wydostanie".

Lewis Carroll - "Alicja w krainie czarów" (Alice's Adventures in Wonderland)
Nasza Księgarnia 1990, przełożył Antoni Marianowicz, str. 8-9

czwartek, 5 czerwca 2014

"Zabić króla", 2003



Fragment zawiłej historii Anglii, Cromwell, kęsim kęsim. Musiałam wspomóc się informacjami z sieci, by, mniej więcej, umiejscowić jakoś filmowe wydarzenia.

Jest rok 1645. Król Karol I Stuart usiłuje utrzymać się na tronie. Przeciwko niemu i rojalistom występuje Armia i Parlament. Przy okazji dowiedziałam się, skąd wzięła się nazwa zespołu New Model Army. Oliver Cromwell przyjaźni się z Thomasem Fairfaxem, obaj są dowódcami, teoretycznie po tej samej stronie, jednak różnica temperamentów, charakterów i poglądów powoduje starcia pomiędzy nimi. Król pod strażą. Parlament nie chce być posłuszny Cromwellowi, więc ten przemocą zmusza jego członków do uległości. Zbiera się sąd i pod naciskiem Cromwella podejmuje decyzję o ścięciu Karola. Fairfax nie bierze udziału w posiedzeniu. Król Karol I zostaje ścięty, a jego ostatnim słowem było "Remember". To jedyny taki przypadek w historii Wielkiej Brytanii. To w dużym skrócie i uproszczeniu, ale podobnie jest w filmie. Akcja skupia się na wzajemnym stosunku Cromwella i Fairfaxa, który z kolei bardzo silnie związany jest ze swoją młodą żoną Lady Anną. Cromwell jest okrutny i bezwzględny, używa przemocy na każdym kroku, Thomas i Anna są ludźmi łagodnymi, szanującymi ludzkie życie. Pojawia się między nimi coraz silniejszy rozdźwięk grożący konfliktem. Jednak przyjaciele cały czas stoją ramię w ramię, jeden u boku drugiego. Do czasu egzekucji dokonanej na Karolu I, kiedy władzę obejmuje niezbyt wielbiony Cromwell. Fairfax przygotowuje zamach na Cromwella, jednak w ostatniej chwili ratuje mu życie, przyjaźń okazuje się silniejsza.

Pojęcia nie mam ile w filmie ubarwień i odkształceń od faktów, ale ogląda się świetnie. W tle siedemnastowieczna architektura. Zarówno rozgrywki wojskowo-polityczne, jak i dylematy ludzkie pokazane zajmująco. Świetni aktorzy: Tim Roth, Dougray Scott, Olivia Williams, Rupert Everett. Doczytałam się, że ta córeczka Fairfaxów urodziła się o wiele wcześniej, ale dramaturgia filmowa zyskała. Nie rozumiem tylko kompletnie, czemu najniższego w historii Wielkiej Brytanii króla (5 foot 4 inches) zagrał aktor mający 193 cm wzrostu, czyli około 30 cm więcej niż powinien.


"Zabić króla"
(To Kill a King)
Niemcy, Wielka Brytania 2003
Reżyseria: Mike Barker
Scenariusz: Jenny Mayhew
 

poniedziałek, 2 czerwca 2014

"To the Ends of the Earth", miniserial (2005)



Morza i oceany, podobnie jak góry najwyższe, pociągają mnie silnie, jednakowoż, jak dotąd, teoretycznie. Miałam okazję otrzeć się o podróż transoceaniczną, na dodatek fikcyjną, do tego ulokowaną ponad dwieście lat temu. Serial według Goldinga zachwycił mnie, obudził ogłuszone czy uśpione porywy żeglarskie. Lektura trylogii morskiej też już za mną. Teraz czas na refleksje i czuję, że będą się we mnie tygodniami tliły, niczym potraktowana rozżarzonymi metalowymi prętami drewniana podstawa fokmasztu na statku, którym płynął z Anglii do Australii główny bohater Edmund Talbot (Benedict Cumberbatch). Chłopak skojarzył mi się z Kmicicem z Potopu, na początku za sprawą seryjnych poważnych uszkodzeń głowy, potem z powodu przeżywanych rozterek oraz intensywnej przemiany. Wytrącony z ciepełka domu rodzinnego znajduje się nagle w hermetycznym środowisku, wyizolowany na blisko rok, w dziwnie funkcjonującej społeczności, rządzącej się niepisanymi prawami, gdzie zwykłe życie zostaje zawieszone na czas podróży. W serialu są sceny pikantne, romantyczne, dramatyczne, momentami ogarnia zgroza, a czasem nie można powstrzymać chichotu, nawet w miejscach smutnych. Sceny kręcone są w dużych zbliżeniach, akcja dzieje się niemal wyłącznie na pokładzie statku. Przez trzy półtoragodzinne odcinki widzimy w tle dziewiętnastowieczny (a nawet osiemnastowieczny) statek, portrety bohaterów (od kapitana Andersona wzroku nie mogłam oderwać), fragmenty morza. Akcję stanowią poczynania pasażerów i załogi, ich zmagania z kołysaniem, morską chorobą, skutkami długotrwałej izolacji od reszty świata, z wielokrotnym zagrożeniem życia, próby dostosowywania się do stopniowych czy też gwałtownych zmian sytuacji i okoliczności. Mistrzostwo Goldinga uzupełnione i wzmocnione profesjonalnym działaniem twórców serialu. Kłaniam nisko.

na podstawie trylogii Williama Goldinga
"To the Ends of the Earth":

Rytuały morza (Rites of Passage)
Twarzą w twarz (Close Quarters)
Piekło pod pokładem (Fire Down Below)

"Na koniec świata"

(To the Ends of the Earth)
miniserial TV
ilość odcinków: 3
Wielka Brytania 2005
Reżyseria: David Attwood
Scenariusz: Tony Basgallop, Leigh Jackson

William Golding - Trylogia Morska



Absolutnie zachwyciłam się Goldingiem. Przyznaję, najpierw obejrzałam serial. Kiedy zabrałam się za pierwowzór, poprosiłam świat, by wyhamował, żebym mogła spokojnie doczytać trzeci tom. Byłam w kłopocie, bo skończyć szybko chciałam i jeszcze czytać, czyli mieć ciastko i zjeść ciastko. Inne książki podniosły bunt i uległam, i skończyłam, i Golding w całości wrócił do biblioteki... A ja mam ochotę stanąć na ulicy i rozdawać ulotki, żeby każdy się dowiedział, że jest taka trylogia fajna do przeczytania i by nie omieszkał.

Początek XIX wieku, Edmund Talbot wyrusza w blisko roczną podróż statkiem z Anglii do Australii. Komórka kajutowa jest okropna, sufit za nisko, wszędzie mokro, wilgotno, za bardzo kołysze, aż nie sposób wydostać się z koi i nie ma jak pisać dziennika podróży. Edmund jest młody, pewny siebie, w Australii ma objąć dobrą posadę, za poparciem "ojca chrzestnego" noszącego tytuł lorda. Pewny siebie nie czyta regulaminu, bez zaproszenia ładuje się na mostek kapitański, a tym samym w pierwsze kłopoty. Ze wszystkim są problemy, nic nie odbywa się w znajomy i oczekiwany sposób, ale inteligentny młodzieniec szybko dostosowuje się do okoliczności. Zawiera znajomości, przyjaźnie, obserwuje pracę załogi, notuje, choruje. Życie na dokonującym żywota statku okazuje się naszpikowane dramatycznymi wydarzeniami, ludzie zmieniają się w przyspieszonym tempie, zaskakują uczynkami siebie i innych. Nie każdy ma taką łatwość dostosowywania się jak Edmund. Na zamkniętej przestrzeni tworzy się społeczność osób przypadkowych, marynarzy, wojskowych, pasażerów, migrantów, obsługi. Są ludzie uprzywilejowani, dobrze urodzeni, po awansie społecznym, urzędnicy. Chorują, umierają, zdarzają się wypadki, są "romanse", ślub, pogrzeb, rytuały. Najdziwniejsze jest wyczarowane przez Goldinga "miasteczko" śródoceaniczne powstałe z czasowego połączenia dwóch okrętów, z orkiestrą, balem, strojami... Jest oczywiście przekroczenie równika, są sztormy i spotkanie z górą lodową. Edmund niepostrzeżenie z chłopca staje się powoli mężczyzną, przeżywa "przygodę", zakochuje się, zmienia zapatrywania, opinie, oceny. Weryfikacja następuje po dopłynięciu do celu, zmiany w większości okazują się przejściowe, ale zostawiają trwały ślad. Edmund należy do osób, które silnie przywiązują się do miejsc i do ludzi, z trudem przychodzi mu pożegnanie się z rozpadającą, cuchnącą łajbą, na której tyle doświadczył.

William Golding ujął akcję powieści w formę pisanego równolegle do wydarzeń dziennika-listu, a także wspomnień notowanych już po dotarciu do celu podróży. Słowa płyną z młodzieńczą werwą, ale też w lekkim młodzieńczym chaosie. Edmund jest młodzieńcem starannie wykształconym, oczytanym, bystrym, inteligentnym i dowcipnym, "jego" słowa czyta się lekko jak powieść przygodową, ale żaden z tomów trylogii Goldinga lekturą lekką nie jest.

Odkrycie znanego przecież autora, na nowo, dla siebie - fantastyczna sprawa, czego i Wam życzę.


William Golding
Trylogia Morska
"To the Ends of the Earth"

- Rytuały morza (Rites of Passage), wyd. 1980, wyd. polskie 1994
- Twarzą w twarz (Close Quarters), wyd. 1987, wyd. polskie 1995
-
Piekło pod pokładem (Fire Down Below), wyd. 1989, wyd. polskie 1995