De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)

sobota, 6 maja 2017

ślimak w dom


Śniadanie u Pani Sąsiadki, rykoszet robienia dla niej zakupów. Adam przywiózł pokrzywę świeżo ściętą. Wsadziłam łapę do woreczka chcąc wyjąć listeczki. Auć! Ludzie nie myślą, a ja wraz ze wszystkimi. Umiejętność zanika. Myślenia. Zrywania i suszenia pokrzyw. Porozkładałam. Ślimacze łebki ciekawe nowego środowiska wyruszyły badać terytorium. Wyłapałam, Adam wyniósł na trawkę. Listek po listku poprzekładałam. Poparzona wielokrotnie idę gotować krupnik.

Ugotowałam, zjedliśmy. Zapomniałam dodać groszek. Telefon. Awaryjnie do pracy na chwilkę. Za plac Konstytucji, na którym manifestacja opozycji. Ludzie protestują przeciwko tym, którzy chcą żeby było lepiej. By znowu było dobrze. Bo lepsze wrogiem dobrego. Miron Białoszewski pisał, że dobrze jak nie za dobrze. Tramwaje z prawa jadą objazdem z lewej. Ale też nie, bo jakiś wypadek albo coś i stoją. Piechotką przez tłum, szybko, jako jedyna z obowiązkiem w tłumie nic nie muszących, niespiesznie trwających w czasie i przestrzeni. Wróciłam. Grzmi. Zaraz kolejna praca i koniec dnia, posiekanego, rozproszonego zadzianego gęsto, choć niby nic.

Ślimaczy śluz podobno działa antybakteryjnie. Może niepotrzebnie wygnałam żyjątka? Może powinnam usadzić na ziemi w doniczkach. Ale na kaktusach czy paprotce?

czwartek, 4 maja 2017

siedem i pół miliarda


A w Tel-Avivie konkurs fortepianowy. Do finału doszedł między innymi Szymon Nehring i taki jeden fajny ciekawy Rumun Daniel Petrica Ciobanu.

A tak sobie siedzę i czytam ale już nie mogę, więc sobie coś może obejrzę, dla odmiany. Czytałam Masłowską i Gretkowską i Łepkowską i Frankowską. I Marlenę de Blasi, o Orvieto. Zachwycona Orvieto i Kosmitką Manueli najbardziej.

A w Pucharze Polski Arka wygrała, Kolejorz przegrał.

A ludzi na świecie 7502253033 i ciągle przybywa.

piątek, 17 marca 2017

z dziejów pary



Obejrzałam film ze Zbigniewem Cybulskim z 1963 roku. Ich dzień powszedni. Kilkukrotnie nie wskakuje w nim do pociągu. Piękne kobiety mu partnerują, Aleksandra Śląska, Pola Raksa, Barbara Krafftówna, Barbara Brylska. Wniosek z filmu jakoś taki: jedna zdrada to nie zdrada, a on i ona zawszę będą w jakimś stopniu skonfliktowani.

Wcześniej obejrzałam krótkometrażówkę nominowaną do Oskara w 2013 roku, także o organicznej niemożności porozumienia się jego i jej i o próbie pokonania tego powszechnie obowiązującego prawa ziemskiego. Oba przypadkowo niezamierzenie po kolei się ustawiły do obejrzenia, a są jakby swoją kontynuacją. Poniekąd. Head Over Heels (Po uszy). Bardzo gorąco polecam!



środa, 22 lutego 2017

nie chce mi się


Ciśnienie jest tak niskie, że nie chce mi się nawet zaparzyć kawy. Zmusiłam się. Zaparzyłam. Ale nie chce mi się jej wypić. Okolice 980 hektopaskali. Przeczytałam książki, nie che mi się oddać ich do biblioteki i odebrać zamówionych. Nie chce mi się działać w ramach: "coś zróbmy, coś zaróbmy". Nawet żywności nie kupuję, zapasy konsumujemy i co facet upoluje. Rozwiązałam wszystkie krzyżówki w zasięgu, a było ich naprawdę sporo. Zaległam. Smog + niskie ciśnienie, mieszanka mocno nieciekawa. Wiecie co, nawet nie chce mi się oglądać filmów, a to już absolutnie niewiarygodne...

piątek, 10 lutego 2017

"zapał tworzy cudy"


Wriemienieczko idiot. Ten czas, który nie istnieje. Który pomaga nam podobno jedynie funkcjonować w sposób zorganizowany. Oficjalny przeszkadzacz we wszystkim. Tak wielu rzeczy nie robimy, bo: "nie mamy czasu".

Włosy. Moja fryzjerka powiedziała, żeby myć mydłem Biały jeleń. Jedna z pań, które mnie czasami czeszą powiedziała o szamponach Babuszka Agafia. Bez szkodliwych dodatków. Inna pani, moja ulubiona Agnieszka, powiedziała, żeby pokrzywę, susz, nie torebki, parzyć i pić.

Pogmerałam i mam, lista szkodliwych dodatków w szamponach, szczegóły TUTAJ.
Propylene Glycol (Glikol propylenowy)
Sodium Lauryl Sulfate lub SLS (Laurylosiarczan sodu)
SLES (Sodium Laureth Sulfate)
Dietanoloamina (DEA), Monoetanoloamina (MEA) i Triethanolmine (TEA)
PEG (Glikol Polietylenowy) i PPG (Glikol Polipropylenowy)

W tv Milionerzy, znowu po latach, za krótkie te odcinki. 1 z 10 bardziej treściwe, oglądam oba.

I Mickiewicza kawałek kawałka:

Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy;
Młodości! dodaj mi skrzydła!
Niech nad martwym wzlecę światem
W rajską dziedzinę ułudy:
Kędy zapał tworzy cudy,
Nowości potrząsa kwiatem
I obleka w nadziei złote malowidła.

Niechaj, kogo wiek zamroczy,
Chyląc ku ziemi poradlone czoło,
Takie widzi świata koło,
Jakie tępymi zakreśla oczy.
Młodości! ty nad poziomy
Wylatuj, a okiem słońca
Ludzkości całe ogromy
Przeniknij z końca do końca.

Patrz na dół - kędy wieczna mgła zaciemia
Obszar gnuśności zalany odmętem;
To ziemia!

niedziela, 5 lutego 2017

typowy osobnik płci męskiej


Florcia przysposobiła do codziennego użytku domowego typowego osobnika płci męskiej. Idą razem załatwić sprawę. Wloką się noga za nogą, osobnik przemawia: "Nie tak szybko, jeszcze się spocę".

Florcia sprząta, osobnik śpi. Florcia pierze, osobnik śpi. Florcia robi zakupy, osobnik ogląda w telewizorze teleturniej. Florcia gotuje obiadek, osobnik śpi. Florcia idzie spać, osobnik przemiawia: "Znowu idziesz spać?!"

Florcia trwa w zadowoleniu ze swojego osobnika. Jest miły w dotyku.


niedziela, 22 stycznia 2017

jaszczurka za telewizorem


Dowiedziałam się dziś, że 7 listopada jest dniem uznawanym za rocznicę urodzin Platona. Ale reszta z Zupełnie Innej Beczki.

Przed świętami telefon: "Becia, lecimy, jeszcze nie wiem dokąd". Paszport nówka czeka, spoko, lecimy. Kilka dni przed Sylwestrem dowiedziałam się, że Mauritius. Ciut po Nowym Roku lecimy. Lotnisko, 6 rano, czas start, 11 godzin non stop. Wsiadłam do samolotu przez rękaw, na środkowy fotel, zapięłam pasy i usnęłam jak zabita. Nie pamiętam startu. Po przecknięciu obejrzałam na telewizorku wmontowanym w fotel przede mną "Słabą płeć" i "Moje córki krowy". Oba słabe, krowy kiepskie. Na Mauritiusie +3 godziny. Lądujemy chwilę po zachodzie słońca. Ciemności mauritiuskie. Lotnisko na południu wyspy, przesiadamy się w autokar i jedziemy 1,5 godziny do hotelu na północy, za stolicę Port Louis, do Trou aux Biches, w ciemnościach. Są jakieś latarnie gdzieniegdzie, ale słabo świecą. Docieramy do hotelu, trzy gwiazdki, kuchnia zamknięta, do pokoju wstawiają nam zafoliowane na talerzu "danie". Mięsko, jajko, zeschły ser, łyżeczka surówki, buteleczka wody. Obrzydliwe, ale głodny zje co dadzą, oprócz mięska, wsuwam obie porcje bo O. odrzuciło bardziej niż mnie. A w samolocie tylko herbata i kanapka. Pokój jakiś taki spartański, piwniczny chłód od klimatyzatora. Balkon i widok na palmy, za nimi rogalik księżyca. Powalające. Duszno, parno, wilgotność 70%. Temperatura nocna nie spada poniżej 23 stopni, w dzień ma być ponad 30. Telewizor z kilkoma kanałami lokalnymi, wiadomościami Euro i World. Przez ścianę przebiegła jaszczurka, malutka, utknęła za telewizorem. Owinięta w prześcieradło usnęłam na gigantycznym łożu z zaciekawieniem oczekując mauritiuskiego dnia.

niedziela, 13 listopada 2016

długo długo nic


Cisza na blogu, życie intensywne. Może to i dobrze, że aż tak dobrze, że nie ma kiedy pisać. Wróć, jest kiedy pisać i pisane jest, ale na papierze. Oglądane jest, czytane mniej ale też jest, choć chaotycznie, a preferuję systematycznie. Słuchane jest. Poezji dużo, życie stało się poezją w czystej, najczystszej postaci. Chaos. W chaosie lepsze funkcjonowanie czasem. Człowiek wstaje rano i cisza, spokój, nic nie dzieje się, porządek, tempa brak. I kłuje ten biały, pastelowy, nowonarodzony spokój. I człowiek zaczyna konstruować chaos, włącza media, słucha, nasłuchuje, kłopocze się tym co usłyszał, popija używki, by emocje silniej bombardowały, dorzuca emocji muzycznych, filmowych, międzyludzkich, dzwoni, telefonuje, internetuje, fejsbukuje, twiteruje. Stara się, dwoi i troi by chaos pomnożyć. By móc w spokojności, z jakąś podkładką pod treść, biadolić, jak to nie ogarnia, jak nie ma czasu, jak ten czas gna pędzi ucieka. Jak ten przemijający czas łapie i złapać nie może. Jak kot na pustyni nieogarniający tej kuwety. Słuchaj bez rozproszenia.

niedziela, 11 września 2016

ucho do poduszki


nie bój się chodzenia po morzu
nieudanego życia
wszystkiego najlepszego
dokładnej sumy niedokładnych danych
miłości nie dla ciebie
czekania na nikogo

przytul w ten czas nieludzki
swe ucho do poduszki
bo to co nas spotyka
przychodzi spoza nas



Wiersz z banełem w środku
ks. Jan Twardowski

sobota, 6 sierpnia 2016

filmowo i muzycznie, biegiem


Znowu filmy seryjnie seriami oglądam. Polskie stare, amerykańskie stare, z orkiestrami i big-bandami, z muzyką klasyczną, komedie, horrory, na faktach.

Walc Mefisto (The Mephisto Waltz), amerykański horror z 1971 roku, moim zdaniem, znakomity.
Mefisto Walc, polska fabuła telewizyjna z 1989 roku.
Paweł i Gaweł, polski z Bodo, 1938 roku.
Piętro wyżejpolski z Bodo, 1937 roku.
Serenada w Dolinie Słońca (Sun Valley Serenade), amerykański z 1941 z orkiestrą Glenna Millera.
Orchestra Wives , amerykański z 1942 z orkiestrą Glenna Millera.
Więzienny eksperyment  (The Stanford Prison Experiment), amerykańska fabuła z 2015 roku.
Cicha furia: Stanfordzki eksperyment więzienny (Quiet Rage: The Stanford Prison Experiment), dokument z 1991 roku.

Najchętniej podzieliłabym się, jak w Sabinkach u Marcela Ayme, i jedną z siebie oddelegowała do permanentnego oglądania. Drugą oddelegowałabym do permanentnego słuchania, albo nawet ze dwie albo i trzy, bo słucham kilku gatunków równocześnie. Zmieniam płyty w odtwarzaczu, a to Glenn Miller, a to Liszt, a to Daniil Trifonov, a to Denis Kożuchin (Kozhukhin). Są transmisje live z koncertów, na YT, w radiowej Dwójce. Dziś o 2.00 w nocy Daniil Trifonov z Lenox, Massachusetts, USA. Za niecałą godzinę Szymon Nehring z festiwalu w Dusznikach. W środę 10 sierpnia Denis Kożuchin z festiwalu w Dusznikach, live w Dwójce.

Na wiosnę sadziłam drzewka. Inicjatywa obywatelska. Odwiedzam je czasem, jabłonki rosną jak na drożdżach, łąka kwietna też ma się dobrze.

A w piłce ile się dzieje i w ogóle Olimpiada Letnia się zaczęła, całkiem przyjemna dla oka ceremonia otwarcia dziś w nocy, momentami zachwycająca!

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

gówniarze z Toronta


Ukazała się IV płyta Bad Bad Not Good. Z racji młodego wieku pieszczotliwie chłopaków ochrzciłam po mojemu. Za to, że wielokrotnie nie mogłam wyjść z domu przez ich wcześniejsze płyty. Siedziałam godzinami i niewolniczo słuchałam, zwłaszcza III. Teraz hipnotyzuję się nowością, cudna. A kanadyjskie trio to moje największe muzyczne odkrycie tego roku. Z całego mnóstwa tegorocznych muzycznych odkryć. W ogóle rok jest dziwny, ciekawy, zaskakujący.

Syn wrócił już z Wrocławia po obejrzanych od deski do deski 16. Horyzontach. Trochę tak, jakbym znowu jakąś swoją cząstką tam była. Jego filmowe opinie zawsze cenne, a opisywał wszystko co widział skrupulatnie. Znowu zapełniam notes nowościami, których obejrzenie mocno rozciągnie się w czasie.

Auć, wróciłam do III i słucham saksofonu. Leland Whitty w Confessions :) :) :)

Zaliczyłam 26 godzinne niespanie, tak się ułożyło, ciężkie doświadczenie. Miałam chwilę na krótką drzemkę, ale zaczęłam oglądać drogę krzyżową w tv z okazji wizyty Franciszka papieża, no i tylko poleżałam. W ogóle ciekawa oprawa muzyczna i wizualna tej wizyty, z zauważonych i zapamiętanych fragmentów jeszcze aranże muzyczne śpiewów chóralnych (na przykład  Z dawna Polski Tyś Królową). Słowa Franciszka też warte zapamiętania, oczywiście. Zamieńcie kanapę na buty. Świetne! I z tą radością i smutkiem i marzeniami też takie bardzo moje, fajnie, że ktoś jeszcze myśli tak samo jak ja ;)

Zawyły syreny, 17.00.W.


niedziela, 24 lipca 2016

"Palo Alto"






Jest coś takiego w tym filmie, że pod upływie dwóch lat wezwał mnie do ponownego obejrzenia. Uległam i ponownie rozpłynęłam się w jego nicniedzianiu się. Jest to coś, jest TEN klimat. Tytuł kojarzący się z nazwę obrazu: Bil Gates i Steve Jobs dyskutują o przyszłości informatyki (podtytuł: Konwersacja w Palo Alto) z książki  Houellebecqa "Mapa i terytorium". Psopodobna istota wielkości myszy o oczach jak młyńskie koła, w kubraczku. Stary Kilmer, w pigułce ale to mała wielka rola. I młodzież. Teddy, młody Kilmer o imieniu Jack. Okrągła dziecięca buzia, trochę jak Julian Assange, praca w bibliotece dziecięcej. Chłopak idealnie umoszczony pomiędzy regałami z bajkami. Już go uwielbiam, po jednej roli. Amber, młoda Roberts, siostrzenica tej słynnej. Nawet marszczenie noska przyswoiłam, takie królicze trochę. Gdzieś w tle córka Andie MacDowell. Całość reżyserowała Gia Coppola, wnuczka TEGO FF. Akcja się wlecze, dynamika na wstecznym, pozorna pustka. A w niej gęsto od podtekstów i niedomówień. Zło dzieje się niemal bezszelestnie, pełza po zakamarkach filmu a jego skala pozostawiona wyobraźni odbiorcy. Skontrastowana niemal karykaturalnie powierzchowna poprawność świata dorosłych. Wyolbrzymiane są drobne nieistotne przewinienia, rzeczywiste problemy najcięższego kalibru pozostają niezauważone. Witaj, młodzieży, w absurdalnym świecie dorosłych...

Palo Alto
USA, 2013
Reżyseria: Gia Coppola
Scenariusz: Gia Coppola
Na podstawie opowiadań Jamesa Franco


wtorek, 12 lipca 2016

wyścig uliczny + deszczyczek


Na mieście kolarze, Tour de Pologne, dawniej Wyścig Pokoju. Kolejny pierwszy mój raz. Widziałam, jak przejeżdża peleton, cztery razy z bliska. Część ulic w centrum wyłączona z ruchu, akurat tam, gdzie spraw kilka do załatwienia, w tym trzy biblioteki do odwiedzenia. Korki, jazda szarpana, do tego deszczyczek. Tak sobie szłam z konieczności od miejsca do miejsca i załatwiałam te moje sprawy i co chwilę mijali mnie kolarze, a to sznureczek, a to w gromadkę zbici, a za nimi, jak pawi ogon, serwisanci kolorowi. No może jak ogon komety bardziej. W każdym razie ślicznie, ucieszyłam się jak dziecko a przy uchu Ukasz, akurat zadzwonił i miał relację szybszą niż za pośrednictwem mediów.

Wimbledon skończony, Euro skończone a dziś Legia w Bośni w Mostarze zremisowała 1:1 w drodze do Ligi Mistrzów. Wiedziałam że ci fuksiarze z trzeciego miejsca Portugalczycy pokonają Francję, aż mi się nie chciało oglądać i zbojkotowałam meczyk, tylko na końcówkę luknęłam. To jak zapalenie wirusowe to Euro, zespół odstawienia dokucza, z rozpędu człowiek by oglądał i oglądał wieczorkami do poduszki. A tak co, znowu ta po-li-ty-ka jak dementor krążąca nad głową. A może jednak książka? Mam fajną fińską w tłumaczeniu Sebastiana Musielaka, można boki zrywać, co dziwne, bo jej tłem wojna na Bałkanach.