De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)

środa, 6 marca 2013

Rrr


Rehabilitacja, rentgen, rezonans, oRtopeda, neuRolog, a mnie plecki jak bolały, tak bolą. Rrr, wrr. Trochę zła zaczęłam być. I nikt mi, oprócz garści proszków przeciwbólowych, których najzwyczajniej nie brałam, nawet na długi koncert w filharmonii (znieczuliło mnie przednie towarzystwo i muzyka), niczego konstruktywnego nie zaproponował. Aż do teraz. Seria zastrzyków z alternatywą doustną. Z nadzieją, że żołądek wytrzyma, wybrałam opcję bez strzykawek. Zadowolona, że coś się w temacie dziać zaczyna i może wreszcie pomoże, pobiegłam (prawdę mówiąc pokuśtykałam) do apteki, oddalonej od przychodni kilka kilometrów. Babsztyl w aptece powiedział, że druk recepty jest wadliwy i nie chce się zeskanować i odesłała mnie z powrotem do przychodni. A że był późny wieczór, ja byłam ostatnią pacjentką, to w przychodni zastałabym panie sprzątające, li i jedynie. A wystawicielka recepty kolejny dyżur ma za tydzień. O basta. Znów nie mogłam rozpocząć naprawiania patologii fragmentu szkieletu, znów kolejna doba bólu. Może trzeba było zdecydować się na zastrzyki?

Następnego dnia udałam się do tej samej apteki, tyle, że do innego okienka. Miła pani naszykowała dla mnie zestaw trzech pozycji z druczku, podliczyła i trzykrotnie podjęła próbę zeskanowania kodu z recepty, uśmiechnęła się, i wstukała kod ręcznie, co zajęło jej jakieś 20 sekund. Dodatkowo podała dokładnie, jak co i kiedy przyjmować (nie wiedziałam, że jeden specyfik muszę łykać na czczo). Od razu poczułam się lepiej. Przemknęła mi myśl o złożeniu na babsztyla skargi, ale szkoda cennego czasu. Jeśli ktoś jest wredny i złośliwy, to takie zażalenie tylko uczyni go bardziej nieprzyjaznym dla otoczenia. Pomyślałam sobie o tych wszystkich starszych schorowanych ludziach przeganianych od okienek aptecznych z powodu nieprawidłowości w wystawieniu tak istotnego dla nich kwitka. Albo się jest człowiekiem, albo jakimś człekokształtnym erzacem. I od tych drugich, proszę Opatrzności, jak najdalej.

Żeby nie kończyć ponuro, scenka z wizyty u wystawicielki recepty.
- Ma pani jakieś nałogi?
- Tak, czytanie książek (odpowiedziałam z poważną miną, mając nadzieję na rozruszanie nieco drętwej pani doktorrr).

Lecę Leczyć pLecki, pa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz