zdjęcia: xbw
De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.
kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)
czwartek, 19 lipca 2012
środa, 18 lipca 2012
post post rurum
Sajgon tak zwany. Znowu. Wparował dziś polski fachowiec, łatać łazienkę po zapomnianej już trochę wymianie rur. Z kafelkami, z wiaderkami, z ustrojstwami, z "błotkiem", wparował mi na środek salonu i rzeczone postawił wprost na parkiet. Centymetr od mojej sukienki. Tak bardzo mnie zatkało, że chwil kilka minęło, zanim zareagowałam. Fachowiec oznajmił, że nie wziął sprzętu do przycinania kafelków, bo nie wiedział, że może być potrzebny. I zapytał, czy może przycinać na balkonie. Coś chyba zaczęło być po mnie widać, bo fachowiec o panice czy histerii żartem napomknął. Ja półżartem odparłam, że histeria to nic w porównaniu ze stanem w jakim się za chwilę znajdę, jeśli nie zniknie z pokoju i nie zapomni o balkonie. Powoli, od słowa do słowa, ustaliliśmy, o co nam w ogóle chodzi, zajęło trochę czasu zdefiniowanie niektórych słów, ale potem już gładko. Fachowiec pojechał po resztę potrzebnych przedmiotów, ja wyłożyłam w tym czasie milionem gazet okolice łazienki, bo fachowiec żadnych zabezpieczeń ze sobą nie miał, przepchnęłam przedmioty fachowca do przedpokoju i zamknęłam drzwi. Umyłam parkiet po "przelocie" fachowca. Tym sposobem będę miała tylko przedpokój i łazienkę do wyczyszczenia, ale jutro, kiedy fachowiec skończy dzieło. Znów nie mam umywalki, ale tylko do jutra. Białe od kurzu ściany będę myła mniej więcej o tej porze, jutro, akurat zdążę przed meczem.
sobota, 14 lipca 2012
piątek, 13 lipca 2012
piłka w muzeum
Wybrałam się dziś do Muzeum Techniki, z pewnym uroczym dziesięciolatkiem i jego nie mniej uroczą mamą, a tam piłka nożna :) Ale się ucieszyłam! Na zdjęciach poniżej oryginalna piłka tegorocznych, dopiero co skończonych, mistrzostw.
zdjęcia: xbw
czwartek, 12 lipca 2012
niedziela, 8 lipca 2012
Chopin w Łazienkach
Dawno na koncercie nie byłam. Nie mam wyboru, od czasu do czasu muszę. Dziś przyciągnęło mnie do Łazienek. Paweł Wakarecy grał "pod Chopinem", piękny dźwięk fortepianu Kawai i doskonała gra tego młodego pianisty. W sumie "stary znajomy", w zeszłym roku byłam na jego koncercie w Pałacu na Wodzie, potem w Dusznikach, miałam sposobność kilka razy zamienić z nim parę słów, także w niepokoncertowych warunkach. Bardzo sympatyczny człowiek. Jeśli będziecie mieli okazję być na jego koncercie, to nie ma miejsca na rozważania, iść czy nie. Na żywo brzmi rewelacyjnie. Byłam obojętna i niezdecydowana po ostatnim konkursie chopinowskim, ale po pierwszym wysłuchaniu bezpośrednim zostałam gorącą wielbicielką interpretacji Pawła Wakarecego. Wspaniale słuchało się dźwięków muzyki Chopina wydobywających się spod palców mistrza, między różami, w trakcie upalnego lata, na łonie natury, pośród szelestu liści, z wietrzykiem wiejącym w twarz. I myślałam sobie o zdjęciach pól i łąk robionych świtem przez pianistę. Tak, słychać te wyprawy w jego grze, w mazurkach na przykład.
Dziś w tym samym miejscu grała także Justyna Lechman, na zdjęciu poniżej. Także warto było posłuchać, choć już nie z aż takim zachwytem.
zdjęcie: xbw
piątek, 6 lipca 2012
kiedy jakiś mecz?
Wczoraj Ukasz mnie zapytał, kiedy będzie jakiś mecz. Euro mi syna odmieniło. Zaklepał sobie czas. Dziś o 17.30 oglądamy "oba" razem powtórkę meczu Francja - Chorwacja, a o 19.00 na żywo mecz Hiszpania - Portugalia, w ramach ME U-19.
Jako kraj awansowaliśmy w rankingu FIFA z 62 na 54 miejsce. Langsam langsam aber sicher :)
Agnieszka Radwańska za to awansowała na 2 miejsce w rankingu WTA (dabljutiej), doszła do finału Wimbledonu i jutro będzie grała z Sereną Williams o zwycięstwo. Cała Polska trzyma kciuki za Isię.
Lech Poznań (Kolejorz) rozpoczął wędrówkę w ramach Ligi Europejskiej i wygrał z Żetysu Tałdykorgan z Kazachstanu 2:0.
czwartek, 5 lipca 2012
Puff - jak gorąco
"Buch - jak gorąco!
Uch - jak gorąco!
Puff - jak gorąco!
Uff - jak gorąco!"
Może to dlatego. A może z powodu wygranej Hiszpanów na Euro. Zarzekałam się, że nie obejrzę, ale kiedy mecz okazał się sensowny, nawet bardzo, zasiadłam przed tv i obejrzałam, łącznie z kilkoma powtórkami. I teraz śpiewam po hiszpańsku, wszystko co znam. Od "Porque te vas" do "Blanca Navidad". I wierszyki recytuję. Mało. No to zabrałam się za "połebkowe" przejrzenie mojego starego kursu dla początkujących, dotrwałam do Unidad seis. Nie zaszkodzi sobie co nieco przypomnieć. No i podpaliłam palnik na kuchence, wstawiłam la sartén czyli patelnię i sobie poszłam. Węch mam działający sprawnie, więc la sartén nie zdążyła spłonąć, poranne jajko sadzone zostało usmażone.
Proszę się nie dziwić, jeśli zadzwonicie do mnie, a ja odbiorę po hiszpańsku i zamiast "Halo" usłyszycie "¡Digame!" :)
¡Adiós!
¡Hasta luego!
środa, 4 lipca 2012
nieznane obszary :)
Cóż, zagłębiam się w dość dziwne rejony. Obejrzałam mecz Serbia - Francja w ramach ME w piłce nożnej do lat 19. Z Rakvere staadion w Rakvere, w Estonii. ME U-19 rozgrywane są corocznie, w 2006 roku odbyły się w Polsce, ale jakoś nie zarejestrowałam. W 2006 mało co rejestrowałam.
Anyway. Serbia - Francja. Zdziwił mnie fakt mnogości ciemnoskórych zawodników o nietypowych francuskich nazwiskach w drużynie Francji. Samuel Umtiti (Kamerun), Richard-Quentin Samnick (Kamerun), Dimitri Foulquier (Gwadelupa), Paul Pogba (Gwinea), Geoffrey Kondogbia (Republika Środkowoafrykańska), Jean-Christophe Bahebeck (Kamerun), Alassane Plea (Mali). I jeszcze Alphonse Aréola (Filipiny). Rezerwowi z Gabonu, Kamerunu... Francuzi w drużynie francuskiej z podstawowego składu: Thibaut Vion, Lucas Digne, Jordan Veretout. W każdym razie Serbowie, wszyscy prawie o nazwiskach kończących się na -ić, przegrali 0:3, i to już na początku, w pierwszej połowie ('17, '26, '32). Nie mam nic przeciwko ciemnoskórym, nie aktywował mi się mechanizm segregacji ludzi, ani wg koloru skóry, ani w ogóle. Ale trochę to dziwne, że jedna drużyna opiera się wyłącznie na zawodnikach urodzonych we własnym kraju, a inna "łowi" po świecie. Najbardziej hermetyczni są Baskowie. A u nas tyle zachodu o Perquisa, Polanskiego, Obraniaka. Na estońskim stadionie widniał napis: NO TO RACISM. Sędzią liniowym w meczu był Tomasz Listkiewicz.
Rośnie nowe pokolenie zawodników, może jeszcze nie na najbliższy Mundial, ale już na pewno na następne Euro. A Francuzi będą groźni. W kwalifikacjach do ME drużyna Francji pokonała Holendrów 6:0. Co znaczy, że Holendrzy są słabi i nie mają następców. Dodam jeszcze, że młodą reprezentację Francji trenuje Pierre Mankowski.
Kolejnym meczem wczorajszym było starcie Estonii z Portugalią, na Lilleküla staadion w Tallinnie. Gospodarze polegli, też 0:3. Pierwsza bramka to samobój Artura Pikka już w 5 minucie. A potem już szaleli młodzi Portugalczycy (bramki '25 i '72), przewaga mocno rzucająca się w oczy. Zachwycająca była bramka ostatnia, autorstwa Daniela Martinsa, z rzutu wolnego, trochę w stylu Ronaldo, łukiem i podkręcona, tak jak to zrobił ostatni Pirlo, bez styku z "murem", prościutko w róg bramki. Z przyjemnością wielką czekam na wejście chłopaków do "dorosłej" reprezentacji.
Ciekawostki. Estończycy wyglądali jak dzieci, Portugalczycy jak mężczyźni, trochę dziwnie ten mecz wyglądał. Najbardziej charakterystyczną fryzurę miał Agostinho Cá. A najdziwniej nazywał się Bruma.
Następne mecze ME U-19 w piątek, pojutrze.
wtorek, 3 lipca 2012
latka lecą dalej, choć już po
Obejrzałam dziś powtórkę ostatniego eurowego meczyku i trochę ŻAL. Ale już teraz na żywo faza grupowa Mistrzostw Europy w piłce nożnej do lat 19 :) Dziś dwa mecze: Serbia - Francja i Estonia - Portugalia.
W Helsinkach też ME, w lekkoatletyce, nawet zdobyliśmy 3 brązowe medale i złoto. Za tydzień Tour de Pologne. Się dzieje. W sporcie. Dużo. Bardzo. Gut.
sobota, 30 czerwca 2012
kobiety w natarciu
Obejrzałam wczoraj fragmenty finałowego meczu Niemcy-Francja, transmisja na żywo ze Szwajcarii. Mistrzostwa Europy w piłce nożnej kobiet do lat 17. Panny z Francji pierwsze zdobyły bramkę, po dość długim czasie Niemki wyrównały. Ponieważ to młodzież, mecz trwał 2 x 40 i nie było dogrywki, od razu rzuty karne. Ale w jakim wykonaniu! Ostatecznie w karnych 4:3 wygrały Niemki zdobywając mistrzostwo Europy.
Mało kto wie, że właśnie trwają eliminacje do Mistrzostw Europy 2013 w piłce nożnej kobiet. Polki nadal w grze. Dziewuszki czekają jeszcze dwa kwalifikacyjne mecze we wrześniu, z Włoszkami i Rosjankami. Na razie zajmujemy 3 miejsce w grupie ze sporą ilością punktów, a nasza "Lewandowska" Anna Żelazko zajmuje trzecie miejsce wśród najlepszych strzelczyń bramek tych kwalifikacji (6 goli). Kobiety awansując wywinęłyby chłopakom niezły numer. Do tego gdyby jeszcze wyszły z grupy. Czekam niecierpliwie. Jeśli dojdą do ćwierćfinałów zostanę feministką.
piątek, 29 czerwca 2012
nie uśmiechnę
Kiedyś Piter Pendragon próbował mnie rozśmieszyć, a ja nie chciałam, bo nie, i już. Nasze małe dzieci się bawiły (czytaj: tłukły) obok. Chodził z tym aparatem fotograficznym dokoła, ale ja się uparłam. Potem przysłał mi filmik zatytułowany "Nie uśmiechnę", na którym utrwalił moją niedającą się rozśmieszyć twarz (ale kąciki ust drgały :) i dialog:
- Uśmiechnij się.
- Nie uśmiechnę.
Tak mi się przypomniało patrząc na Balotelliego, który od niechcenia, na pełnym luzie, pyknął Niemcom dwie brameczki, ani się obejrzeli. Nie powiem, żebym była z tego powodu szczęśliwa, pewnie dziś też się "nie uśmiechnę". To już czwarta "żałoba". Pierwsza po meczu naszych z Grekami, druga z Czechami, trzecia po Anglikach. Finału nie oglądam, mam dosyć. No, chyba że będą karne. Włosi grali lepiej. Buffon dobrze bronił. Trochę się dziwiłam, że nie nakopali trzech, czterech, a może i jeszcze więcej. Niemcy - porażka, jak mogli się tak z meczu na mecz rozsypać? Jeszcze kilka dni temu wyszli na pierwszą połowę w mocnym składzie i zdobyli 4 bramki z dość dużą łatwością. Prawie wszyscy zawodnicy spisywali się doskonale, bez zarzutu, niemal bezbłędnie. A to wczoraj - to jakaś farsa. Gdzie się zgrana ekipa podziała? Jeden Özil nie odpuszczał, reszta czasem grywała, trochę Reus, trochę Klose, Khedira. Pozostałych właściwie jakby nie było. Nawet bramkarz był aktywniejszy niż oni. Nie chce mi się o tym meczu więcej pisać.
Do tego denerwował mnie komentator, który tragicznie i z uporem maniaka przekręcał nazwiska. Bierze pieniądze, jest (powinien być) fachowcem, a odstawia fuszerkę. Czy nie jest w stanie opanować wymowy nazwisk zawodników drużyny grającej w meczu półfinałowym ME? BAlotelli, BAlzaretti, BArzagli, ale BOnucci.
Idę prać sprzątać szyć zmywać prasować gotować. Nie ma ktoś ogródka do przekopania może?
wtorek, 26 czerwca 2012
żagiel w łopocie
Pisałam niedawno, że nie będę oglądała olimpiady. Kłamałam. Kobieta zmienną jest. Chociaż... Czy ja na pewno jestem kobietą? Ronaldo mi się nie podoba.
Euro jeszcze tylko jutro, pojutrze i w niedzielę, będzie dziura. Rodzaj pustki. Zapewne w zwolnione miejsce wskoczą znowu książki. Ale na pewno wygospodaruję kącik na olimpiadę. Na bank żeglarstwo i Mateusz Kusznierewicz. Lubię człowieka, nie na zasadzie s13d, ale po prostu, fajny jest, miły, sympatyczny. Zrównoważony. I lubi swoją żonę :)
Węzłów robić nie będę, może komendy trochę dostosuję do codzienności, ale na pewno poszukam patentu mego żeglarskiego, zaginionego w przeprowadzkach, nieużywanego, uuu, albo jeszcze dłużej.
poniedziałek, 25 czerwca 2012
czwórkami do bramki Anglicy szli
Nie będzie Rooneya w Warszawie. Znów ciężkie godziny "po", ja trochę zła, trochę wściekła, trochę smutna, ale w sumie to już pogodzona. Chciałam, żeby Anglicy odpadli, ale pogonieni przez Niemców, w półfinale dopiero. Ale co tam, będzie mi łatwiej kibicować w czwartek, bez lekkiego rozdarcia, zdecydowany faworyt, od początku.
To był mecz! Piękny, porywający, emocjonujący, na najwyższych obrotach, zwłaszcza przez pierwszą godzinę i po dogrywce. Chłopaki obu drużyn tak skutecznie bronili, że nie padła ani jedna bramka i wszystko wyraźnie zmierzało ku karnym. Wczorajsze starcie to głównie blokady, blokady i blokady. Plus, od czasu do czasu, przedarcia się, jak słupek dla Włochów w 4. minucie czy atak Anglików minutę później, który Buffon wybronił lewą ręką, jakimś cudem. Poziom w zasadzie wyrównany, ale Włosi o wiele częściej przy piłce i chyba ciut więcej akcji na bramkę. I tak aż do przerwy i trochę po, nie było prawie wcale czasu, by sobie chociaż pomrugać, tyle się działo. Realizatorzy nie mieli kiedy wcisnąć Replay z najgorętszych momentów, bo już piłkarze aranżowali następne podnoszące ciśnienie akcje.
Anglicy w biało-czerwonych barwach, w momentach dopingu "wszyscy jesteśmy Anglikami" :) Przypomniał mi się pobyt w Yorku i chwila, kiedy stałam w zadartą głową przed monumentalną katedrą i wczułam się. Trzymałam kciuki, jak za swoich.
Ale karne znów przyciągnęły chmurę gradową, Ashleye dwaj bidaki wymiękli, i Young, i Cole, jeden w poprzeczkę, drugi w bramkarza i stanęło na 4:2. Trudno się mówi i żyje się dalej.
Mała zagwozdka na koniec. Nie pojmuję, ale może Wy mnie oświecicie, czemu komentatorzy tak dziwnie mówią: "Wydaje mi się, że Rooney między nogami próbował obsłużyć Welbecka". Autentyk z wczorajszej relacji TVP.
niedziela, 24 czerwca 2012
grecka noc świastaka
Przetrwałam jakoś najsmutniejszy w moim życiu dzień ojca. I jak niemal każdego dnia ostatnio, mecz obejrzałam, ale nie do końca, bo usnęłam. Francuzów na boisku w ogóle nie jestem w stanie traktować poważnie, a Hiszpanie, mimo renomy, jakoś się do mojego serca nie przebili. Co to za przyjemność, kiedy nie ma emocji? No jak można nie wystawiać napastnika, no jak?! Kiedy wszedł Torres, to ja już przysypiałam i nie dało się mnie zawrócić z przedsionka królestwa Morfeusza. W zawiązki snów wplotło się słowo "karny". Wynik był dla mnie oczywisty od kilku dni, to znaczy nie cyferki po obu stronach dwukropka, ale fakt, że to Hiszpanie pójdą dalej.
Doskonale za to oglądało mi się meczyk przedwczorajszy, Greków z Niemcami. Pomijając konsekwencję w postaci "Dnia świstaka" w jaki zamieniła się moja pomeczowa noc. Nie wiedzieć czemu calutką bożą nockę śnił mi się mecz z Grekami, nie wiadomo, z kim grali. Nie dało rady się przekwalifikować na inny rodzaj czy gatunek, grecki mecz trwał i trwał, apiać dwadcat piat. Aż do ostatniej sekundy. Może to przez poduszkę, nie "pobiłam" jej przed snem. Ale za to Niemcy pobili Greków, powiedziałabym, że z mozołem, przynajmniej na początku. Bramek padło w meczu siedem!!! Pierwsza nieuznana, ze spalonego, dla drużyny niemieckiej. Wynik zmienił się "dopiero" w 39 minucie, kapitan i OBROŃCA Philipp Lahm, ważący zaledwie 61 kg, strzelił pierwszego uznanego gola. Po przerwie Grecy wyrównali, Joachim machał łapskami jak szalony, zaczęłam się nawet o niego martwić, wyglądało na to, że stracił nad sobą panowanie, biedak. Ale festiwal bramek trwał, w drugiej połowie "gooool" padał co 6-7 minut. Skutecznie wbijali nogami i głowami Khedira, Klose i Reus. Na koniec sędzia położył wisienkę na czubek tortu, miał fantazję, odgwizdał karnego dla Greków, nie bardzo wiadomo jak, gdzie, kiedy, skąd, dokąd, po co i dlaczego. I padł ten siódmy w meczu gol i malutkie już napięcie do ostatniego gwizdka, z tymi Grekami to nigdy nic nie wiadomo, a nuż jeszcze dwa znienacka wyprowadzą i będzie remis, dogrywka i karne. A jak malutki Lahm po zdobyciu bramki utonął w czarnych przepastnych objęciach uradowanego Boatenga - cudny obrazek :) Fajnie się takie widowiska ogląda.
Żeby nie było monotematycznie. Znalazłam w moich krzyżówkach przepiękną nazwę motyla, szkodnika na dodatek. Powiedzcie to sobie "na głos": tantniś krzyżowiaczek.
czwartek, 21 czerwca 2012
chcę na stadion
Synowi memu Ukaszowi zazdroszczę. Nie dość, że był w Barcelonie, to jeszcze stał sobie, jakby nigdy nic, na stadionie Barcy. Był na Camp Nou. Fakt udokumentowany, jest zdjęcie. Podczas Euro aktywowała mi się chętka na odwiedzenie paru fajnych stadionów europejskich, niekoniecznie w trakcie trwającego meczu, może być turystycznie. Dopisuję niniejszym do litanii próśb/życzeń/pragnień/marzeń/wyobrażeń/planów? San Siro, Old Trafford, Wembley, Santiago Bernabéu, brzmi doskonale :D Ależ tam musi wisieć w powietrzu skumulowana energia i duch bojowy. Kiedy wchodzi się do starego gmachu niemal słychać szepty bywałych w nim przez wieki ludzi. Taka, na przykład, Poczta Główna w Warszawie, może być ciekawszym miejscem niż teatr. Ciekawe co słychać na stadionach. Ja pewnie usłyszałabym stłumione śpiewy kibiców :) Może się kiedyś przekonam.
A dziś CR7 (nie ogarniam tematu pseudonimów piłkarzy, Mały Książę, Mały Mozart, Ox, Lewy...) w Warszawie. Kibicuję Portugalii, niedobra ze mnie sąsiadka. Ale do boskiego Ronaldo mam stosunek mocno neutralny. Jak można spóźniać się na treningi?
A w finale Niemcy wygrają z Hiszpanią, oczywiście :)
Dziś pierwszy dzień lata, niekończącego się LATA.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


