De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)

czwartek, 27 lutego 2014

portki fińskich snowboardzistów - o Soczi subiektywnie i fragmentarycznie


Olimpiadę w Soczi oglądałam wyrywkowo, nie zamierzałam w ogóle, ale mnie wciągnęło kilka razy. Przede wszystkim widoki, góry wysokie w tle tras biegowych i te drzewa - trafiła mnie strzała z przyssawką i zassała ;) Do tego piękna kolorystyka w tle, oprawa graficzna, wzorki, fartuszki zakładane zawodnikom - świetne zestawienie kolorów.

Zaczęłam od snowboardu, dzieciaki na desce zjeżdżały po rurach i innych dziwnych ustrojstwach, skakały nad monstrualną matrioszką w narciarskich goglach i to się nazywało slopestyle. Nastoletnie chłopaki - ok, ale te panny wiotkie, smukłe, delikatne, a takie odważne. Lubię snowboard, bo nie narzuca kretyńskich kostiumów, jak to jest na przykład w skokach narciarskich, zawodnicy mają zwykłe ciuchy, kurtki, bluzy, koszule. I co kraj, to miał fajniejsze odzionka, a już zupełnie zakochałam się w portkach fińskich snowboardzistów.

Zatkało mnie kompletnie na widok skradających się panczenistek na dystansie 3000 metrów. Jechały powoli, dostojnie, dziwnie poruszając prawą ręką. Spróbowałam zlikwidować filtr komizmu pomiędzy mną a ekranem, ale okazało się, że jest we mnie, wmontowany na stałe, usunąć się nijak nie da i zawody przechichotałam, przepraszam.

Następnie trafiłam na biegi narciarskie, ze względu na Pettera Northuga. Odpadł przed finałem, który i tak z rozpędu obejrzałam. Ależ napięcia i dramaty. Biegło sześciu, Szwed Emil Jönsson zaraz po starcie niemal stanął w miejscu, tak go dopadło napięcie, stres i nie wiadomo co jeszcze, ledwo wlókł się za uciekającą piątką zawodników. Dwóch, Norweg Hattestad i Szwed Peterson uciekli i już właściwie mieli medale, o brąz walczył Rosjanin Ustiugow, Szwed Hellner i Norweg  Gløersen. Tych trzech ostatnich wyłożyło się na zakręcie niedaleko mety nijak nie mogąc doprowadzić siebie i sprzętu do stanu używalności, z czego skorzystał ledwo żywy  Jönsson. Jak w hipnotycznym transie dosunął do mety i padł, zdaje się, omdlały, ktoś usiłował go postawić, ale się osuwał. I jak ja mam wytłumaczyć synowi, że sport to zdrowie?

Komentatorzy. Pan od panczenistów, kiedy nasi jechali po brązowy medal zauważył paradoks: "jadą wolniej ale jadą szybciej". Rozumiem, te emocje. Pani komentująca jeden ze zjazdów kobiet modulowała głos tak koszmarnie, jak pogodynka z Superstacji, nijak nie dało się słuchać.

Reklamy. Praktycznie całkowicie eliminowały oglądanie czegokolwiek. Za często, za dużo, zbyt nachalnie. Wszystkimi możliwymi otworami w ciele. Czy naprawdę ktoś myśli, że jak obejrzę sto razy reklamę piły do ścinania drzew, to ją w końcu kiedyś kupię?

A medali nowych dla kraju (tylko) sześć, w tym cztery złote, w tym dwa kosmiczne, z fragmentem czelabińskiego meteorytu. Kak priekrasno :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz