De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)

czwartek, 27 marca 2014

"Gothic" - Ken Russell


Okoliczności powstania pomysłu na napisanie "Frankensteina" według Kena Russella. Lat temu kilkanaście "Gotyk" wywierał na mnie piorunujące wrażenie, teraz już mi przeszło, ale całkiem obojętna nie pozostałam. Nie jestem już tak podatna na szokowanie jak kiedyś, a Russell w swoich filmach, można by powiedzieć, testuje wytrzymałość widza na wstrząsy. Ale dobre momenty są, doskonałe także. Po seansie przypomnieniowym wystudziłam trochę wrażenia sprzed lat, ale ich całkiem nie ochłodziłam.

Znany schemat: Shelleyowie (Mary nie dosłownie Shelley, jeszcze), willa Byrona nad Jeziorem Genewskim, doktor Polidori, Claire, zimne lato 1816, czerwiec. Atmosfera grozy, zamek, burza, ulewa, pioruny, błyskawice, używki i opowieści niesamowite. Byron trzyma w domu sporo zwierząt wszelkiej maści, ma też kolekcję mechanicznych lalek naturalnej wielkości. Po drugiej stronie jeziora wycieczki (głównie panie z dobrych domów) oglądają przez lunetę posiadłość zajmowaną przez Byrona skandalistę.

Pogranicze kiczu, ale stanowczo i zdecydowanie nie kicz, bardziej wymieszanie teatru z odrobiną filmu klasy B. Ciągłe rozmowy o duchach i stworach nie z tej ziemi, scenografia teatralna i trochę jak z horroru. Nie należy zapominać, że to 1986 rok. Brak poszanowania dla świętości jakichkolwiek, brak tematów tabu. Kilka scen odrażających, ale strachu raczej niewiele, teraz to już nie ze mną takie numery ;)

Wyobraźnia bohaterów podlewana używkami powołuje do życia w świecie rzeczywistym jakąś fizyczną postać. Być może to stwór z "The Nightmare" Johanna Heinricha Füssliego. Częstym rekwizytem w filmie jest ludzka czaszka. Wymyślony stwór dokucza wszystkim, bohaterowie postanawiają więc, za pomocą myśli i wyobraźni, cofnąć jego wykreowanie. Jednak stworzenie karmi się ludzkimi lękami, więc czy można na stałe pozbyć się go z umysłu?

Największe natężenie tworów wyobraźni ma miejsce w "Gotyku" w nocy, w ciemnościach, półcieniach. Rankiem następuje "zmiana dekoracji". Dzień to domena jasności, czystości, świeżości, wszyscy mają jasne stroje, są mili, spokojni, uśmiechają się i jedzą owoce. W słonecznym świetle na zielonym łonie natury bohaterowie czują się bezpiecznie. Ale czy powinni?

Bardziej przerażający niż wymyślona kreatura, jest dla mnie stosunek do kobiet reprezentowany w filmie przez obu wielkich poetów. Tyle piękna, liryzmu, romantyzmu w ich utworach, a w praktyce kobieta puch marny, na pograniczu zwierzęcia i przedmiotu, użytecznego, ale drugorzędnego. W najlepszym wypadku pełni funkcję ulubionego zwierzątka domowego.

Zadziwia mnie trochę fakt, że Shelley był wegetarianinem i orędownikiem praw zwierząt.

Gotyk
(Gothic)
Wielka Brytania 1986
Reżyseria: Ken Russell



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz