De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)

piątek, 24 sierpnia 2012

hiszpańska piłka


Ze świata słowa pisanego nie tak łatwo się wyrwać, książki wciągają jak wir, uzależniają. Moim zdaniem powinno się je wymieniać obok alkoholu, narkotyków, papierosów, kawy jako kolejną groźną używkę.

Wczoraj przywiozłam sobie z jeszcze jednej "nowej" biblioteki długo oczekiwaną i poszukiwaną książkę, tym razem fińską. Już trzymałam, już czytałam, ale przypomniało mi się, że późnym wieczorkiem jakiś dobry meczyk w TV miał lecieć. No i leciał, akurat zdążyłam obejrzeć zajmującą drugą połowę Realu Madryt z FC Barceloną (pierwsza podobno niezbyt "bystra"). Działo się mnóstwo. Gra na bardzo wysokim poziomie, aż nie można się było oderwać. Od bramki Ronaldo dla Realu to już oboje z Ukaszem, którego zawołałam (i on przyszedł!), jak sroki w gnat, brody podparte i OGLĄDAMY. Bo Barcelona od razu wyrównała (Pedro) i potem wszyscy myśleli, że będzie 4:1, ale przy 3:1 (Messi i Xavi) gospodarze (meczyk na Camp Nou, czyli w Barcelonie) wywinęli niezły numer, patrzyłam i nie wierzyłam. Pod własną bramką ktoś podał do bramkarza, ten pomarudził z piłką jakoś tak fatalnie, że zdążył go dopaść Di Maria i po dzikiej szarpaninie strzelił! I w tym momencie pewna swego Barcelona oklapła, przestraszyła się, ale Real nie zdołał już "podciągnąć" wyniku i stanęło na zwycięstwie Barcelony 3:2. Rewanż w środę. Ależ emocje, a było już po północy. Nie wiem czemu grali tak późno, zapewne przez upały. 

Zadowolenie moje z pięknego widowiska zasnuła refleksja na moment. Czemuż, ach, czemuż choć jednego meczu nie może tak ładnie zagrać jakaś nasza drużyna, o reprezentacji nie mówiąc. Legia co prawda wczoraj zremisowała z Norwegami, ale szanse na wędrówkę "dalej" w Lidze Europejskiej ma niewielkie. A Śląsk poległ z niemieckim Hannoverem 3:5. Rewanże za tydzień, tyle, że oba na "obcej" ziemi.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz