Sierpniowy spacer, okolice Ogrodu Botanicznego. Dziwna wystawa, nawet nie wiem czy była jakoś opisana. Z dzieciństwa pamiętam takie dziwne wystrojstwo wnętrza wiszące na ścianie w domu cioci, okrągłe, pstre i z pomponami zwisającymi ze środka. Kiedy pytałam, co to, ciocia odpowiadała: przyk.
De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.
kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)
sobota, 5 października 2013
sobota, 21 września 2013
Alain Souchon - "À cause d'elle"
Ecoutez, le secret de la mélodie ça vient d'elle
La chanter, c'est dans mes deux bras l'enlacer et rester
Comprenez pour la vie puisque notre vie doit passer
Ecoutez ma chanson comme elle est jolie à cause d'elle
Ecoutez, le secret de la mélodie ça vient d'elle
Ecoutez, c'est ma main dans ses cheveux qui vous enchante
Ecoutez, sa bouche avec les baisers que je vous chante
Savez-vous que ma chanson est aussi le rendez-vous
De ma joue avec sa joue qui me fait un effet doux
Ecoutez, c'est ma main dans ses cheveux qui vous enchante
Ecoutez, sa bouche avec les baisers que je vous chante
Comprenez, dans les violons, les violoncelles
Qu'elle s'éloigne et qu'une mélancolie nous accompagne
Quand elle part, on n'entend plus ni la voix ni la guitare
Et après, il n'y a plus que le silence et le regret
Dans mon air, il y a les miroirs que sont leurs beaux yeux clairs
Leurs yeux clairs, où les hommes se regardent et se repèrent
Et moi-même, en chantant cet air je ne suis plus le même
Ca fait comme si j'étais redevenu un beau jeune homme
Dans mon air, il y a les miroirs que sont leurs beaux yeux clairs
Leurs yeux clairs, où les hommes se regardent et se repèrent
Ecoutez ma chanson comme elle est jolie à cause d'elle
Ecoutez, le secret de la mélodie ça vient d'elle.
Na marginesie: Zatrzymany kadr filmu nie jest moim wyborem, nie moja estetyka, stanowczo złapałabym inny moment.
wtorek, 17 września 2013
Mironowe miejsca
Na placu Dąbrowskiego pod oknem dawnego mieszkania Mirona Białoszewskiego stoi Mironławka. Nareszcie nikt na niej nie siedział, siódme podejście ;)
Między Marszałkowską a placem Dąbrowskiego znajduje się Mironowy DREPTAK.
Na budynku przy placu Dąbrowskiego wisi tablica pamiątkowa, za wysoko, bez sensu. Niech ktoś do niej dorobi jeszcze schodki lub drabinkę, albo prościej, przewiesić NIŻEJ. Poproszę.
I tablica na Poznańskiej.
zdjęcia: xbw
poniedziałek, 16 września 2013
treserom wstęp wzbroniony
Niniejszym wywieszam oficjalnie tabliczkę z napisem "Treserom wstęp wzbroniony". Wczoraj rano (niedzielne rano) wbiła mi na chatę wieloletnia koleżanka, uprzednio się zapowiedziawszy i próbowała mnie wytresować. Kiedy nie pozwoliłam, cicho i spokojnie, wieloletnia koleżanka wypadła gwałtownie z wielkim fochem na klatkę schodową, dając wyraźnie do zrozumienia, że to koniec znajomości. Krzyżyk na drogę, tak się chyba mówi. Wielokrotnie zastanawiałam się nad fenomenem utrzymywania naszego kontaktu a nawet powiernictwa, przez tak wiele lat między tak różnymi osobami. Dziwiłam się nawet, że nie ma przyjaźni, a powinna być. Ale jak się przyjaźnić z uosobieniem focha? Jestem tolerancyjna, wiele zniosę, wiele rozumiem, widzę jeśli ktoś ciężko pracuje nad sobą, by być lepszym człowiekiem. Ale tresować się nie pozwolę nigdy i nikomu, w żadnych okolicznościach, więc w kontaktach ze mną bacik i szpicrutkę proszę zostawiać w szafie. Ciekawa jestem, jak długo foch potrwa, moje ręce wyciągnięte nieustająco.
Nie mogę wyjść ze zdumienia, jak można w ogóle złapać focha o pierdułkę w niedzielę rano, w miłej leniwej atmosferze poranka, przy pięknej pogodzie, wysokim ciśnieniu atmosferycznym, w miłych okolicznościach przyrody. Wokół bliżej i dalej bieda, nędza, wojny, głód, przemoc, poważne kłopoty i problemy. I nagle szopka o nic. Może potrzeba dramatu, jak w Tangu Mrożka, tylko na mikroskalę. A może tylko niestrawność albo hormony. Gorzej, jeśli psychika.
Bywa, że człowiek codziennie od nowa uczy się tego samego, bo nie jest w stanie nauczyć się i przyswoić danej czynności na stałe. Powiedzmy, że o chodzeniu rzecz. Więc wstaję codziennie i mozolnie uczę się chodzić, po południu nawet zaczynam biegać, lecę na setkę i wieczorem przebiegam kilometr. Aż tu nagle wsiadają na człowieka, że nie przebiegł maratonu. O basta la.
Trudno oddzielić i posortować wady od cech (charakteru, osobowości). Staram się je dokładnie rozróżniać u siebie i innych. Niestosowanie takiego rozróżnienia jest nagminne i konfliktogenne, powoduje masę nieporozumień (chyba za bardzo się wczułam w klimat telewizji śniadaniowych ;).
Ludzie się rodzą "jacyś" i nawet jeśli rodzina od pieluch pierze mózg, potem szkoła i różne środowiska, to człowiek w środku jest taki, jakim się urodził, najwyżej pokazuje światu kostium i maskę, jeśli nie ma odwagi pokazać nagiej twarzy. Taka oczywista prawda, a wszyscy udają, że jej nie znają.
***
Byłam wczoraj na pysznym chińczyku i pierwszy raz w życiu wcinałam pałeczkami. Szło mi całkiem zwyczajnie, oprócz końcowej garsteczki, która nijak nie dała się poskromić, dopiero widelcem. Miłe urozmaicenie, chyba spróbuję częściej.
***
Dziwnie oglądało mi się meczyk Śląska Wrocław bez Waldemara Soboty. Uczucie pustego miejsca. Ale cieszę się z wygranej i awansu w tabeli, zawsze to, mały bo mały, ale miły składnik układanej z nierównych wielkością puzzli codzienności.
środa, 11 września 2013
ze środka tygodnia
Szarości znów nastały, słońce zgasło na dłużej, pewnie aż do wiosny. Relaks balkonowy czas zwijać, choć jeszcze nie na stałe, jeszcze liczę na przeplatanki słoneczka i (jego) ciepełka. Sandałki czas pakować. Zaczynam jak głupio do dzieci zdrobnieniami. Dziecinnieję czy jeszcze nie dorosłam?
Wyszłam na miasto, maszerowali protestujący związkowcy akurat, grzecznie, równiutko, porządnie, hałasując umiarkowanie, pozdrawiając mieszkańców Warszawy. Dziwne uczucie, wielka siła ludu pracującego, można by pomiarów dokonać, wskaźniki osiągnęłyby ogromną wartość. Prawie żywioł. Może i bez prawie. Tramwaje nie jeździły tylko przez chwilę. Reakcje na wędrówkę gromadną czasem negatywne, czasem agresywne. Czemu? Czasem trzeba wyjść na ulicę, jeśli nie można inaczej. Teraz można wychodzić z protestem na ulicę, taki rodzaj wolności.
Rosja mówi ustami Putina o Ukrainie jak o swojej, nieprawdopodobne ale prawdziwe. Putin znalazł proste rozwiązanie sytuacji z bronią chemiczną w Syrii, ale to nie on dostał pokojową Nagrodę Nobla. Czernie i biele mieszają się nie tworząc odcieni szarości, color blindness szerzy się na potęgę. Lekarstwa jeszcze nie wynaleziono.
Nowojorski uso pen skończony i dobrze, bo kiedy jechała karetka słyszałam Azarenkę. Waleczny Stanislas mieszany czesko-niemiecko-szwajcarski Wawrinka pięknie wojował i aż szkoda, że tylko do półfinału. Ale i finał zajmujący, jako człowiek kobieta stanowczo wolę męski. Nadal, Rafael Nadal, przeszedł samego siebie wygrywając osiem z dziewięciu ostatnich gemów. I operatorzy dostają ode mnie Oscara za ujęcia kortów.
San Marino, number FIFA 207 zmieniło bilans bramkowy z 0-38 na 1-43, za naszych kopaczy, nie chwaląc się, przyczyną. Anglicy wzięli i zremisowali z Ukrainą, jakoś chyba na przekór, na złość. Trzeba będzie jeszcze pobiegać w październiku, jeszcze nie o pietruszkę. "Futbol jest okrutny" - taka książka powstała, mam nadzieję kiedyś upolować, przeczytać. Oprócz eseju Orwella nie czytałam jeszcze żadnej piłkarskiej książki, a ciągnie mnie w te rejony. Jak ludziom może wystarczyć jedno życie. Chyba wyjdę na ulice protestować. Chcę więcej, na początek kilkanaście. Żeby wszystko zdążyć.
środa, 4 września 2013
wiadomości aktualności
Dzieje się każdego dnia na świecie, ogarnąć nie sposób. Ale podejmujemy próbę, mniej lub bardziej regularnie. Chcemy WIEDZIEĆ. MUSIMY WIEDZIEĆ. Powinniśmy wiedzieć. To jak czytanie kronik czy podręcznika historii, tyle tylko, że powstających równolegle z jej dzianiem się. Media - współcześni dziejospisywacze.
Część brzmi tak tragicznie, że aż niewiarygodnie. Część brzmi jak dowcip. Mieszanka wybuchowa. Czy coś w nas wybucha po takim nafaszerowaniu się newsami? A powinno? Jak reagować? Czy reagować? Może wystarczy magazynować? Może wnioski wysnują się same, niezależnie funkcjonujący generał mózg przeprowadzi analizę i syntezę danych, wyciągnie właściwe wnioski, wcieli je w życie i działanie bez naszej świadomości? Może brak reakcji to jedyna właściwa reakcja, obronna.
Do Polski przyjeżdża prezydent Indonezji. Trwa przesłuchanie ministra Nowaka w sprawie zegarka. Brzmią echa ogłoszenia wyroku dla Katarzyny Gorgonowej II. Żydzi rozpoczynają rok 5774, obchodzą święto Rosz Haszana. Będą symbolicznie oczyszczać się w Wiśle wrzucając do niej okruszki. Bogata śląska gmina Pawłowice wprowadza niemal darmową komunikację, za symboliczną złotówkę. Zupełna darmocha to tylko w estońskim Tallinie. Szwedzi przyjmują wszystkich syryjskich uchodźców na pobyt stały, umożliwiając im tym samym sprowadzenie swoich rodzin. Szwecja wyraziła zgodę na nawoływanie muezina do modlitwy z 32 metrowej wieży meczetu w Fittja pod Sztokholmem (może trwać od trzech do pięciu minut i nie powinno przekraczać 60 decybeli). Papież Franciszek osobiście oddzwania do zwykłych ludzi piszących do niego listy. Osobiście otwiera i czyta korespondencję. Papieska limuzyna kurzy się po kątach watykańskich dziedzińców, niezatrudniona ani razu. W lipcu we Włoszech miało miejsce blisko trzy tysiące bezszkodowych trzęsień ziemi, wypada około stu dziennie. Z elektrowni atomowej w Fukushimie wycieka radioaktywna woda. Jest źle, promieniowanie jest tak wysokie, że w ciągu kilku godzin może zabić człowieka. Stopień skażenia wciąż wzrasta. 300 ton radioaktywnej wody przedostało się do oceanu. Budowany będzie ochronny mur. No pewnie, że przez ludzi. Ochotnicy na tamten świat?
I tak każdego dnia. Wojny, wybuchy, zamachy, naloty, wulkany, trzęsienia, wypadki i garściami "lżejszy" kaliber. Codziennie pakujemy do głów kolejną porcję, jeszcze wchodzi, jeszcze się mieści, jeszcze nie przelewa, upychamy więcej i więcej. Bezrefleksyjnie.
piątek, 30 sierpnia 2013
nadwrażliwość
Wyjaśniło się, czemu aż tak bardzo nie mogę znieść odgłosów wiertarki, młota pneumatycznego, maszyny do cięcia krawężników, stukania, czyli wszelkich akustycznych skutków prac budowlano-remontowych. Mam nadwrażliwość słuchową. Słyszę w zakresie, w jakim statystyczny ziemianin rozkoszuje się błogą ciszą. A "cięższe" dźwięki słyszę w sposób zwielokrotniony. Po lekturze "Tajnego dziennika" i "Chamowa" Mirona Białoszewskiego pomyślałam, że biedak musiał mieć to samo. Teraz już wiem, czemu tak rzadko odkurzam, choć bardzo lubię czystość, czemu powyrzucałam wszystkie dywany i każdą powierzchnię podłogową po prostu myję.
A Śląsk pogoniony wczoraj przez Sevillę 0:5, nie patrzyłam, jedynie słuchałam układając Ravensburger puzzle 500. Sobota zweryfikowany w czwartek negatywnie. Cóż, 9-1 w dwumeczu, musi boleć, ale chyba bardziej kibiców niż "onych". Czasem można porwać się z motyką na słońce, tyle, że najpierw trzeba przejść porządny trening obsługi narzędzi rolniczych. Czekam na weekend, może w ekstraklasie pohulają. A może nie.
Weszłam w posiadanie instrumentu grzechoczącego i sobie grzechoczę, uradowana niczym noworodek, pozazdrościwszy kariery muzycznej Pendragonowi. Piter, dzięki za inspirację :)
Lecę, obiadek w lesie, fińska książka woła, że dziś jeszcze nieotwierana i nowy słonecznik kusi zapachem. A przy komputerze nie lubię siedzieć dłużej niż godzinkę, taka niewspółczesna się robię. Czego i Wam życzę?
sobota, 24 sierpnia 2013
Matti Rönkä - "Mężczyzna o twarzy mordercy"
Podążając tropem przekładów z fińskiego dokonywanych przez Sebastiana Musielaka, poznaję kolejnego seryjnego pisarza. Jak dobrze. Znów dziwaczna okładka, więc dopiero po roku przeczytałam, za drugim podejściem. Ze specyficzną radością, bo to i o Rosji, o Estonii, o Finlandii. O Ingrach i Karelii. Ciut jakby Mariusz Wilk tylko z innej strony i w innym stylu...
Viktor Kärppä, wcześniej Gornostajew, syn Ingra i Finki wychowany w radzieckiej Karelii, ale w dwujęzyczności, słuchający namiętnie radia Suomi, po rozpadzie Związku Radzieckiego przeprowadza się do Finlandii. Pracuje w Helsinkach jako ktoś w rodzaju prywatnego usługodawcy, pomaga załatwić, przetłumaczyć, wypełnić, wyegzekwować, starając się nie naginać zbytnio granic fińskiego prawa. Nie wnika za bardzo w detale działalności gospodarczej swojego rosyjskiego pracodawcy Ryżkowa.
Znika Sirje Lillepuu, praworządna żona fińskiego obywatela, choć przy okazji siostra estońskiego gangstera. Próbując ją odszukać na zlecenie męża, Kärppä pakuje się nieświadomie w duże kłopoty. Obserwuje go fińska policja, rosyjskie służby, nachodzą podejrzani Estończycy, grozi mu deportacja. Viktor radzi sobie jednak doskonale, poznaje dziewczynę, odwiedza chorą matkę w Sortavali, a sprawy po prostu się dzieją bez jego specjalnego udziału czy zaangażowania. I nie wiadomo czy jest tak, jak wydaje się, że jest. Bo są prawdy pierwszego stopnia i są prawdy drugiego stopnia. Bo świat składa się między innymi z półświatka. Różne mechanizmy napędzają różne układy, niczym niewidoczne prądy morskie.
Nie znam z autopsji świata w którym większość spożywanych posiłków to zakąski, więc pozostaje mi poczytanie o nim. I jeszcze ten hokeista z Czelabińska :)
Książkę warto przeczytać, ja w każdym razie już sięgam po dwie następne części, z dużym zaciekawieniem. Czego i wam życzę. A okładkę zawsze można sobie zasłonić.
Viktor Kärppä, wcześniej Gornostajew, syn Ingra i Finki wychowany w radzieckiej Karelii, ale w dwujęzyczności, słuchający namiętnie radia Suomi, po rozpadzie Związku Radzieckiego przeprowadza się do Finlandii. Pracuje w Helsinkach jako ktoś w rodzaju prywatnego usługodawcy, pomaga załatwić, przetłumaczyć, wypełnić, wyegzekwować, starając się nie naginać zbytnio granic fińskiego prawa. Nie wnika za bardzo w detale działalności gospodarczej swojego rosyjskiego pracodawcy Ryżkowa.
Znika Sirje Lillepuu, praworządna żona fińskiego obywatela, choć przy okazji siostra estońskiego gangstera. Próbując ją odszukać na zlecenie męża, Kärppä pakuje się nieświadomie w duże kłopoty. Obserwuje go fińska policja, rosyjskie służby, nachodzą podejrzani Estończycy, grozi mu deportacja. Viktor radzi sobie jednak doskonale, poznaje dziewczynę, odwiedza chorą matkę w Sortavali, a sprawy po prostu się dzieją bez jego specjalnego udziału czy zaangażowania. I nie wiadomo czy jest tak, jak wydaje się, że jest. Bo są prawdy pierwszego stopnia i są prawdy drugiego stopnia. Bo świat składa się między innymi z półświatka. Różne mechanizmy napędzają różne układy, niczym niewidoczne prądy morskie.
Nie znam z autopsji świata w którym większość spożywanych posiłków to zakąski, więc pozostaje mi poczytanie o nim. I jeszcze ten hokeista z Czelabińska :)
Książkę warto przeczytać, ja w każdym razie już sięgam po dwie następne części, z dużym zaciekawieniem. Czego i wam życzę. A okładkę zawsze można sobie zasłonić.
Matti Rönkä
"Mężczyzna o twarzy mordercy"
(Tappajan näköinen mies)
rok wydania: 2002
wydanie polskie: 2011
Wydawnictwo Czarne
przełożył Sebastian Musielak
wydanie polskie: 2011
Wydawnictwo Czarne
przełożył Sebastian Musielak
... i zakąsiliśmy - gotyk pomiędzy daczami
"Ryżkow spojrzał na mnie przeciągle, wreszcie wyjął komórkę z rąk Marta i oddał mi ją. Potem podniósł z podłogi swoją torbę i wyłożył na stół prowiant: chleb, ser, kiełbasę, konserwy mięsne, świeże i kwaszone ogórki, puszki z piwem i lemoniadą, cztery szklanki i butelkę wódki. Zatrzeszczała nakrętka, napełniły się szklanki, które Ryżkow nam podał, po czym spojrzał każdemu z nas prosto w oczy, uniósł swoją i powiedział: Na zdarowije!
Wypiliśmy i zakąsiliśmy."
"Tu i ówdzie między starymi daczami i zapomnianymi, zaniedbanymi działkami stały nowe lub budujące się domy. Otaczały je dwumetrowe ceglane mury, w których przy bramach z kutego żelaza widać było klawiatury szyfrowych zamków, kamery i domofony do kontaktu z niewidzialnymi wartownikami. Domy miały osobliwie wyglądające wykusze i wieżyczki, spadziste dachy i ponure okna. Gotyk gangsterski - przypomniałem sobie, że ktoś tak kiedyś nazwał ten styl."
Fragmenty pochodzą z książki "Mężczyzna o twarzy mordercy" (Tappajan näköinen mies), autorem Matti Rönkä, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011, strony 194 i 206, przełożył Sebastian Musielak.
czwartek, 22 sierpnia 2013
Florcia jedzie tramwajem
Florcia jedzie tramwajem. Marszałkowską. A w tramwaju jak na Marszałkowskiej, ścisk, hałas, muzykowanie (czytaj: rzępolenie). Florcia stoi przy samych drzwiach, troszeczkę przeszkadzając wsiadającym i wysiadającym, ale tylko tam jest trochę więcej miejsca. Jakaś pani czepia się Florci, że nie przechodzi dalej, tylko tak stoi w tych drzwiach. "Bo ja, proszem paniom, gryzę" - odpowiada Florcia.
wtorek, 20 sierpnia 2013
Mika Waltari - "Tak mówią gwiazdy, panie komisarzu"
Dawno nie było fińskich słówek, kto stęskniony, proszę bardzo :)
kaino = nieśmiały, wstydliwy
pelko = strach, lęk
puisto = park
Mika Waltari (1908 - 1979)
"Tak mówią gwiazdy, panie komisarzu"
(Tahdet kertovat, komisario Palmu!)
rok wydania oryginału: 1962
wydanie polskie:
Wydawnictwo Literackie 2012
przełożył Sebastian Musielak
sobota, 17 sierpnia 2013
prąd dobry
Czas galopuje. A przecież lato, słońce, więcej jasnych godzin. Dobre prądy traktują codziennie naruszoną konstrukcję mojego szkieletu, w ramach rehabilitacji finansowanej przez NFZ. A reszta? Z resztą trzeba sobie jakoś radzić, na przykład jedząc makrele. Piekę dynię, małosolne produkuję, kontynuuję szalik na drutach i powieści skandynawskie. Jeszcze polska piłka kopana nie zginęła, Śląsk Wrocław przepięknie "załatwił" Club Brugge, i to aż dwa razy, młodzi U-21 pokonali Turków (trzy bramki w pół godziny), a towarzysko, po trzydziestu sześciu latach, pokonaliśmy Duńczyków. Sobota mój pupilek Waldemar uwija się jak w ukropie, wiedziałam, że tak będzie. Brawo, chłopaku, wierzyłam i doczekałam się. Janowicz wędruje ku górze rankingu. Małe rzeczy ale wiele radości.
A kiedy we Wniebowzięcie (i) Wojska Polskiego punktualnie w południe za moim oknem przeleciało z wielkim hukiem siedem samolotów pozostawiając na chwilkę biało-czerwoną smugę dymu, w telewizorze mówili, że umarł Sławomir Mrożek. A ja mam trzęsienie ziemi, płyty tektoniczne trzęsą się i ruszają trykając się jak nafaszerowane testosteronem. I trudno na tak niestabilnym gruncie cokolwiek zbudować, ale i tak buduję, bo codzienność to budowanie. Cieszę się słońcem, cieszę się śliwkami, oglądam czarne jak święta ziemia paznokcie od wielkich najpyszniejszych na świecie słoneczników. Już nie mogę krócej obciąć a od czyszczenia opuchnięte i bolą. Trudno, chyba włożę rękawiczki, bo pestki słonecznika to mój największy letnio-jesienny nałóg, z tego się już nie da wyleczyć.
sobota, 3 sierpnia 2013
"Błąd komisarza Palmu" - Mika Waltari
Udało się, z ogromną przyjemnością, kontynuować czytanie Waltariego w tłumaczeniu Sebastiana Musielaka. Tym razem chodzi o nagłe zejście Brunona Rygsecka, we własnej łazience. Tragiczny wypadek czy morderstwo? Dla komisarza Palmu jest "oczywistą oczywistością", że ktoś działał z premedytacją, tym bardziej, że Bruno stosunkowo zamożnym człowiekiem był. Ba, bogatym. Ekipa policyjna ląduje w domu zamordowanego, gdzie spotyka się z oczekującą już malowniczą grupą członków rodziny i znajomych. Rozbrajający lokaj Butler, była żona, ciotka, przyjaciółka, kuzyni, pewien inżynier, nawet kucharka i w końcu znany pisarz. Wszyscy zachowują się co najmniej podejrzanie... Garście humoru, dobra zabawa zagwarantowana. Bardzo polecam, choć książka fińska, to jakby trochę brytyjska, momentami także miałam wrażenie, że czytam Bułhakowa...
Mika Waltari
"Błąd komisarza Palmu"
(Komisario Palmun erehdys)
rok wydania: 1940wydanie polskie: 1968 (pod tytułem "Niebezpieczna gra")
kolejne wydanie polskie w tłumaczeniu Sebastiana Musielaka, Wydawnictwo Literackie 2011
czwartek, 1 sierpnia 2013
Åsa Larsson - "W ofierze Molochowi"
Åsa Larsson
W Till offer åt Molok zajmuje się dziwną sprawą. Giną członkowie jednej rodziny, od blisko stu lat. Przypadek czy celowe zaplanowane działanie? Kiedy zagrożenie sięga siedmioletniego chłopca niechcianego przez własną matkę, opiekę nad nim przejmuje przyjaciel Rebeki, Krister, policjant, przewodnik psów, poparzony i ze zdeformowaną twarzą. I zaczyna się plątanina uczuć i działań, złe siły podstępnie knują w ukryciu. Po książce biega zgraja rozbrykanych psów, przemykają się fińskie powiedzenia i zwroty, czasem pada śnieg, bohaterowie przyrządzają lokalne potrawy, idą do sauny. Szczególnie polecam fragment, kiedy Rebeka wraz z patologiem zażywają bimbru, uśmiałam się do łez!
Larssonowa wie o czym pisze, wychowała się w Kirunie, była też prawniczką. Ta wiedza to wartość dodana, czyta się momentami jak literaturę faktu albo pracę etnograficzną. A ja na każde fińskie słowo reaguję żywiołowo ;)
Gorąco polecam, choć wiem, że nie każdy skorzysta. Ale kto lubi Północ, niech sięga śmiało, niech.
Nie podoba mi się tylko jedno, okładka, dlatego tym razem BEZ.
Fragment książki do posłuchania w oryginale.
Åsa Larsson
"W ofierze Molochowi"
(Till offer åt Molok)
rok wydania: 2012
wydanie polskie: 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)




