De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)

piątek, 10 kwietnia 2015

litości zmiłowania ;)


Litości zmiłowania dla mojego obolałego gardła upraszam, miłość odpuszczam ;) Zachciało się xbw spontanicznie nocnego niespania na świeżym warszawskim powietrzu, do szóstej rano, z gołą głową, bez stosownego "ocieplenia", a z nieba śnieg z deszczem. W życiu tak nie zmarzłam, ale i tak było warto. Tylko teraz rolka papierowa na metry, opatulone partie szyjne i głos stanowczo nie mój. Ale czytelnictwo wzrosło! Mrożek na co dzień po kawałku, muszę tylko egzemplarz biblioteczny wymienić, bo ten, którego teraz kolej nawet nie jak psu z gardła wyjęty, tylko z, no, innego końca psa. Brzydzę się przewracać kolejne strony. Lubię czytać Gretkowską. Nareszcie dotarłam do pierwowzoru dawno oglądanego teatru telewizji na podstawie jej opowiadanka "Sandra K", doskonałe. No i dobrałam się wreszcie do Miłoszewskiego, pan całkiem sensownie pisze, z malutkimi zastrzeżeniami. Pod przymusem (musiałam oddać pożyczoną) przeczytałam wreszcie zakazaną przez sąd opowieść o filmowym i medialnym ubarwieniu i udramatyzowaniu rzeczywistości Sekretne życie motyli. Książka dająca do myślenia, niewątpliwie, bardzo aktualna, niestety.


Dziś gardło obudziło mnie już koło czwartej rano, hurra, nie musiałam nastawiać budzika na krótkometrażówki. Nie, jeszcze mi nie przeszło oglądanie wszelkich shortów, a tych najwięcej w nocy (Kino Polska i Ale Kino). Obejrzałam wspomnienia o Smoleńsku, krótkometrażówkę, wiadomości, dokument o misiach polarnych i pogadałam z tym szwankującym organem w szyi czy się jeszcze zdrzemnie, czy wystarczy mu wygrzewanie się na stojąco, zezwolił na pion. Chwilę trwało zmaganie się ze wspomnieniem sprzed pięciu lat, znów pojawiła się urocza muzyka Steely Dan, puzzle i te chwile dezorientacji, kiedy zaczęli w telewizorze czytać nazwiska, 96 nazwisk. Jedno z nich było nazwiskiem mojej dawnej klientki. Te mgły wspomnień rozwiały się równie szybko, jak tamte nad lotniskiem. Skąd się w ludziach bierze to absolutne przeświadczenie o tym, że nam nic nie może się stać, jakiś cholerny efekt Titanica. Przecież każdy odruch, każdy instynkt, nakazuje każdej istocie myślącej jeden prosty wniosek: nie widać podłoża - nie lądować. Wielka kropka. Wszystko, co po niej, jest drugorzędne.

***

Organ który nie przestrzega przykazania "nie chorować" czasem mocniej miesza i ręce nie bardzo dają radę książkę utrzymać, wtedy uświadamiam się inaczej. Zauważyłam, że koło fo-sko-fo-sko-fo-sko zatrzymało się na dłużej na przegródce fo. F1 teraz w Chinach. Agnieszka dobro narodowe Radwańska coraz wyżej w polskim turnieju WTA, nawet kawałek zarejestrowałam, przyjemnie na nią popatrzeć, cały czas w ruchu, gotowości, spokojna i kontrolująca. Równolegle z meczem na korcie w Katowicach, w Poznaniu Lech walczył większą piłką z drugoligowcem o finał w Pucharze Polski. Ale się zdziwiłam, kiedy w połowie pierwszej połowy jedną bramką prowadził Stargard Szczeciński! Ale na narodowym 2 maja zagra ostatecznie Legia i Lech. Tak czy inaczej pokłon dla Błękitnych ze Stargardu, większość spotkania grali w dziesiątkę i naprawdę niewiele brakowało. W Pucharze Niemiec jeszcze dziwniej, do półfinału awansowała drużyna z trzeciej ligi.

Z wieści pozasportowych wielce ucieszyło mnie aktywowanie zmodernizowanego Wielkiego Zderzacza Hadronów, który znów hula pod Genewą i to ze znacznie powiększoną mocą. Będzie szybciej, będzie mocniej i nie wiadomo, co z tego wyniknie. Jakieś badania nad ciemną materią, nowe wymiary, nowe nieznane siły, doczekać się nie mogę. Zdecydowanie zrezygnowałam z picia czarnej torebkowej herbaty, którą kupowałam z przyzwyczajenia i dla wygody. Basta. Mój organizm nadmiarowi fluoru mówi zdecydowane NIE. Teraz na(d)ciąga herbata czerwona pu-erh. Na półce trzy różne kawy otrzymane w prezencie systematycznie okrywają się kurzem nieużywania. Dobrze, że świąteczne Mironowe wypozamykanie skończone. Skutkiem nadmiaru wolnego wielkanocnego czasu obejrzałam Sherlocka, sztuk dziewięć i pilot dziesiąty. Serial Moffata-Gatissa doskonały. Gracie w lotto? Kumulacja 40. Wow. Czyli po polsku: o rany; ho, ho; jejciu ;)

Szę pro na pa dziś da go po - ZAGADKA: kto wie z jakiej to książki i co znaczy?

4 komentarze:

  1. Oj, dzieje się u Pani mnóstwo ciekawych rzeczy, jest co poczytać. U mnie jak zwykle nuda. Kolega z pracy stwierdził, że prędzej w niego trafi asteroida, aniżeli on trafi w lotka. co do czerwonej herbaty, mam podobne zdanie, od jakiegoś czasu podobnie nie pijam torebkowego badziewia, gdzie herbata zmieszana jest z papierem, trocinami i wełną. Ale piję nadal straszne ilości kawy w każdej postaci.

    Kiedy odbywał się pierwszy mecz Lecha z Błękitnymi, był 1 kwietnia, byłem w pracy i śledziłem mecz tylko w necie. Widząc wynik myślałem sobie, że też komuś sie tak chciało pisać relację prima aprilisową, wymyślać przebieg meczu, akcja po akcji? Następnego dnia szczeka mi opadła, bo zobaczyłem mecz w telewizji i uwierzyłem. Drugie spotkanie było już trochę smutne i żal mi było Błękitnych, sędzia trochę pierwszą kartką żółtą wypaczył wynik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani ;) Leżę, ewentualnie siedzę i czekam aż wyzdrowieję, więc ten czas staram się sobie ubarwić jak tylko się da. Na szczęście mam WYOBRAŹNIĘ i Internet ;) Kolega ma zdrowe podejście, nie daje się ponieść złudnym nadziejom. Poza tym pieniądze przecież szczęścia nie dają, wszyscy o tym wiedzą :o W czarnej torebkowej herbacie podobno zaporowe dawki fluoru i stawy wysiadają, zwłaszcza, jak ktoś jest herbatopijcą. W strasznych ilościach to wszystko szkodzi, może pomyśl nad okolicą ilości umiarkowanej ;)

      Usuń
  2. Zagadka prosta jak budowa gwoździa - "LITERY". Książka z sobą samą na okładce, co powodowało w pierwszakach sporą konsternację. Już siedmioletnie dziecko czuło, że z tą okładką jest coś nie tak ("To jest, bracie, mocno podejrzane!").
    Jedna z ostatnich czytanek, p.t. "Ciaputkowo". Pamiętam ją do dziś (mogę zatrecytować z pamięci). Ale przynajmniej dzięi temu wiem, mniej więcej, z jakiego jesteś rocznika. ;)
    Ten Stratocaster to Twój? Zazdroszczę! Marzę o Les Paulu, ale zawsze jest tyle innych wydatków, że przed emeryturą na niego nie nazbieram.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, otworzyłeś mi klapkę w mózgu, fakt, ksiązka to LITERY, myślałam, że Elementarz. Faktycznie to chyba jeszcze w przedszkolu ją miałam. No jasne, że to "Ciaputkowo"! Tytułu też nie pamiętałam, tylko "szępro napa dziś dagopo zrozumieć ich wielki kłopot".
      Nie zazdrość ;) Gitarka moja klasyczna zabytkowa w stanie rozkładu i bez strun, ostatnio używana chyba jeszcze w szkole średniej. Zacznę się podejrzewać o natrętne zbieractwo jeśli jej na dniach nie wyrzucę... Na zdjęciu latorośl u kumpla z gitarą kumpla. Ja, jeśli już, to nieustająco o jakichkolwiek klawiszach marzę...

      Usuń