.

De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)

środa, 19 czerwca 2013

dni pod dwoma psami



Szczęście na osiem łap i dwa ogony nawiedziło mnie nagle i niespodziewanie. Pieski znane i lubiane, oba ze schroniska ale już grzeczne, ułożone i wychowane. Ale jednak zwierzęta, podlegają instynktom, biorą je od natury w ciemno. Człowiek instynkty systematycznie wypiera, udaje, że ich nie ma, że zanikły, a nieprawda. I jest rozdźwięk między psem a człowiekiem w podporządkowaniu instynktom. Pies półsłomiana półsierotka tęskni za swoimi, i za tymi na długim wyjeździe, i za tymi, którzy w pracy do wieczora. Pies tęskniący wyje, jęczy, lamentuje, cierpi, nie rozumie, czuje się porzucony, zdezorientowany. Bryś malutki popłakuje przez godzinę regularnie, przez drugą z przerwami. Sunia trochę bardziej zaprawiona w bojach, cierpliwsza, rozumiejąca, ale do chórku z solidarności swoje dokłada. Ćwiczę cnotę cierpliwości. Wchodzę do łazienki, kiedy znikam za drzwiami koncert na dwa psie głosy w pełnej krasie, ile sił w płucach. Wychodzę z łazienki - idealny spokój. Dzwoni telefon - koncert. Pieski mnie znają i lubią, z wzajemnością, ucieszyłam się w sumie, że oprócz moli i pająków coś żywego i nie człowiek obwącha moje cztery kąty. Karetka na sygnale - o litości, zmiłowania, jak śmiała tak drażnić psie uszy. Moje uszy podrażnione w dwójnasób, kontynuuję ćwiczenie cnoty cierpliwości. Spacer. Nawiązuję konwersację z mniej więcej co drugim mijanym człowiekiem, mimowolnie, pieski zahaczają ludzi, ludzie oglądają i chwalą jakie ładne, emerytki, staruszkowie, robotnicy, ochroniarze, menele, ludzie z pieskami. Nagle smycz wyrywa mi rękę z barku, Sunia gna za kotem, jest w stanie udusić się na własnej obroży, byleby futrzanego gnojka dopaść. Sunia wdrapuje się na pochyłe drzewo, za kotem. Włazi na drucianą siatkę wszystkimi czterema łapami, Spider-Menka się znalazła, za kotem, nie wierzę w to co widzę. Szczeka tak, że sąsiedzi mnie wygnają z dzielnicy, pójdę do więzienia za przekroczenie norm decybeli. Przydałby się zastrzyk na uspokojenie, nie wiem komu bardziej, Suni czy mnie. Wracamy. Domek, łóżko zabezpieczone kocykiem, już calutkie w psiej sierści.

 

Bryś uwielbia przesiadywać na kolankach. I jak tu czytać, kiedy miejsce na książkę zajęte? Każde moje poruszenie wywołuje WIELKIE ZAMIESZANIE. Pieski na baczność, bo po cóż miałabym wstawać i coś robić, na pewno chodzi o michę, psie żarełko, ewentualnie o kolejne wyjście w poszukiwaniu kotów. Bryś malutki, cały czas przy nodze. Nie sposób nie szturchnąć. Poruszam się krokiem księżycowym. Kiedy zatrzymuję się na dłużej w kuchni, kładzie się na moich stopach. Wytrzymuję tak trzy dni, już nawet bez awantury mogę do łazienki. Ćwiczenie cnót nie pomaga i psi jazgot cyklicznie odtwarzany z byle powodu (domofon, sąsiad, hałas z ulicy) prześwidrowuje się do mózgu. Dosyć, aktywuje się instynkt przetrwania, ja albo one. Kiedy właściciele odbierają pieski wieczorem, klepię dziękczynne paciorki. Jaka cisza, jaki świat piękny, ja uszczęśliwiona, głowa leciutka.

zdjęcia: xbw

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz