De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.
kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
sobota, 6 sierpnia 2016
filmowo i muzycznie, biegiem
Znowu filmy seryjnie seriami oglądam. Polskie stare, amerykańskie stare, z orkiestrami i big-bandami, z muzyką klasyczną, komedie, horrory, na faktach.
Walc Mefisto (The Mephisto Waltz), amerykański horror z 1971 roku, moim zdaniem, znakomity.
Mefisto Walc, polska fabuła telewizyjna z 1989 roku.
Paweł i Gaweł, polski z Bodo, 1938 roku.
Piętro wyżej, polski z Bodo, 1937 roku.
Serenada w Dolinie Słońca (Sun Valley Serenade), amerykański z 1941 z orkiestrą Glenna Millera.
Orchestra Wives , amerykański z 1942 z orkiestrą Glenna Millera.
Więzienny eksperyment (The Stanford Prison Experiment), amerykańska fabuła z 2015 roku.
Cicha furia: Stanfordzki eksperyment więzienny (Quiet Rage: The Stanford Prison Experiment), dokument z 1991 roku.
Najchętniej podzieliłabym się, jak w Sabinkach u Marcela Ayme, i jedną z siebie oddelegowała do permanentnego oglądania. Drugą oddelegowałabym do permanentnego słuchania, albo nawet ze dwie albo i trzy, bo słucham kilku gatunków równocześnie. Zmieniam płyty w odtwarzaczu, a to Glenn Miller, a to Liszt, a to Daniil Trifonov, a to Denis Kożuchin (Kozhukhin). Są transmisje live z koncertów, na YT, w radiowej Dwójce. Dziś o 2.00 w nocy Daniil Trifonov z Lenox, Massachusetts, USA. Za niecałą godzinę Szymon Nehring z festiwalu w Dusznikach. W środę 10 sierpnia Denis Kożuchin z festiwalu w Dusznikach, live w Dwójce.
Na wiosnę sadziłam drzewka. Inicjatywa obywatelska. Odwiedzam je czasem, jabłonki rosną jak na drożdżach, łąka kwietna też ma się dobrze.
A w piłce ile się dzieje i w ogóle Olimpiada Letnia się zaczęła, całkiem przyjemna dla oka ceremonia otwarcia dziś w nocy, momentami zachwycająca!
Etykiety:
Daniil Trifonov,
Denis Kozhukhin,
drzewa,
Duszniki Zdrój,
Ferenc Liszt,
film,
Glenn Miller,
igrzyska olimpijskie,
Marcel Aymé,
muzyka,
muzyka klasyczna,
piłka nożna,
proza życia,
sport
poniedziałek, 1 sierpnia 2016
gówniarze z Toronta
Ukazała się IV płyta Bad Bad Not Good. Z racji młodego wieku pieszczotliwie chłopaków ochrzciłam po mojemu. Za to, że wielokrotnie nie mogłam wyjść z domu przez ich wcześniejsze płyty. Siedziałam godzinami i niewolniczo słuchałam, zwłaszcza III. Teraz hipnotyzuję się nowością, cudna. A kanadyjskie trio to moje największe muzyczne odkrycie tego roku. Z całego mnóstwa tegorocznych muzycznych odkryć. W ogóle rok jest dziwny, ciekawy, zaskakujący.
Syn wrócił już z Wrocławia po obejrzanych od deski do deski 16. Horyzontach. Trochę tak, jakbym znowu jakąś swoją cząstką tam była. Jego filmowe opinie zawsze cenne, a opisywał wszystko co widział skrupulatnie. Znowu zapełniam notes nowościami, których obejrzenie mocno rozciągnie się w czasie.
Auć, wróciłam do III i słucham saksofonu. Leland Whitty w Confessions :) :) :)
Zaliczyłam 26 godzinne niespanie, tak się ułożyło, ciężkie doświadczenie. Miałam chwilę na krótką drzemkę, ale zaczęłam oglądać drogę krzyżową w tv z okazji wizyty Franciszka papieża, no i tylko poleżałam. W ogóle ciekawa oprawa muzyczna i wizualna tej wizyty, z zauważonych i zapamiętanych fragmentów jeszcze aranże muzyczne śpiewów chóralnych (na przykład Z dawna Polski Tyś Królową). Słowa Franciszka też warte zapamiętania, oczywiście. Zamieńcie kanapę na buty. Świetne! I z tą radością i smutkiem i marzeniami też takie bardzo moje, fajnie, że ktoś jeszcze myśli tak samo jak ja ;)
Zawyły syreny, 17.00.W.
środa, 8 czerwca 2016
End & Ends czyli zbieraninka
Po Teneryfie została ino opalenizna i wspomnienia. Czarny piasek! Następnym razem zabiorę trochę ze sobą na pamiątkę. Trochę? Usypię sobie warstwę na podłodze w salonie, kilkucentymetrową, nawet pod fortepianem. A, tak, nie mam fortepianu, salonu też nie. No i transport tony piasku z Teneryfy byłby za drogi.
Zapamiętałam z filmu Love & Mercy scenę, kiedy Paul Dano jako Brian Wilson siedzi przy fortepianie a u bosych stóp pełno piasku. Ale skoro to film o Beach Boys...
Co by tu napisać, tyle się dzieje. Prędkości kosmiczne. Woda się gotuje. Czerwona herbata z sokiem jabłkowym. Przepyszna. Teraz obok mnie pół litra :) Pralka świeci: End. Wieszam pranie. Kicham, przeziębiona, dlatego w domu. Rozpoczęłam sezon truskawkowy pochłonięciem dwóch kilogramów truskawek, na raty. Jutro kontynuacja, dziś przez katar nie chciało mi się wyjść nawet po truskawki. W kolejce do czytania Dziewczyna z pociągu. Dziś na CBS Europa o 21.00 druga część sfilmowanego Williama Goldinga, To the Ends of the Earth. Pisałam o nim dwa lata temu, wtedy też czytałam. Perełka.
Jakiś czas temu zgłosiłam inicjatywę obywatelską. Po masakrycznym okrojeniu skierowano ją do realizacji! Trochę biurokracji i sadziliśmy późną wiosną drzewa owocowe i łąkę kwietną. Teraz mam w środku miasta coś na kształt "prywatnego" sadu. Jabłonie rosną dzięki mojemu pomysłowi i fartowi przy realizacji. Nieformalny spadek po moim ojcu, zapalonym sadowniku, "genu nie wydłubiesz" :)
W Berlinie byłam niedawno, między innymi na festiwalu Berlin Music Video Awards. Mieliśmy darmowy wstęp na pierwsze trzy dni. Wspaniała atmosfera, rewelacyjna muzyka, kolejne ciekawe przeżycia i wspomnienia. Zachwyt miastem, dzielnicą Kreuzberg, komunikacją, szerokością. Tylko trzy dni, dwa noclegi, ale wypad intensywny.
W Empiku byłam, w Jankach pod W-wą. Rzuciłam okiem na muzykę. TOP, miejsce trzecie: Gang Albanii. O czasy, o obyczaje. Zostałam niedawno zapoznana z twórczością Popka, znam, słuchałam, zjawisko ciekawe, ale nie miałam pojęcia, że AŻ TAK. W czołówce także O.S.T.R., nie przepadam. Dalej, ale jeszcze w dwudziestce, Łona i Webber z płytą Nawiasem mówiąc. Lubię Błąd. Kawałek o czytelnictwie ;) Słuchanie hip hopu nie przeszkadza mi w słuchaniu Chopina, nic a nic. Biegam do Łazienek w niedziele na koncerty chopinowskie pod pomnik kiedy tylko mogę. Przedostatnio pobiegłam aż dwa razy, koncerty są o 12.00 i o 16.00. Ostatnio nie mogłam, SYN PRZYJECHAŁ. Od września w kontakcie na odległość. Łzy pociekły, owszem. Urósł, jakiś szerszy się zrobił, normalnie dorosły facet... A ja nadal młoda :)
Jeszcze o monodramie, bo świetny widziałam, autorstwa Joanny Pawluśkiewicz w reżyserii Agaty Puszcz. Co modna pani wiedzieć powinna w wykonaniu Katarzyny Kołeczek. Mistrzostwo świata, spłakałam się ze śmiechu. "Ja w ogóle teraz nie mogę zaczynać o tym myśleć, bo wtedy mi się dzieje tak jakbym myślała o kosmosie.."
I teatr jeszcze polecam, wspaniale wyreżyserowany przez Agnieszkę Glińską Pieniądze i przyjaciele, z 2005 roku. Obejrzałam w poniedziałek i trwam w zachwycie!
Widziałam ostatnio masę filmów i klipów, wydeptałam własne ścieżki nad Wisłą, głównie w celu dotlenienia i utrwalenia słońca na skórze, rozwiązałam milion Jolek i Sudoku. I cieszę się, że mnie katar dopadł, bo nareszcie znalazłam chwilę by tu zajrzeć!
Etykiety:
Beach Boys,
Berlin,
Brian Wilson,
film,
herbata,
klipy,
Kreuzberg,
książki,
muzyka,
Niemcy,
Paul Dano,
podróże,
proza życia,
serial,
teatr,
Teneryfa,
William Golding
środa, 2 marca 2016
w głośniczkach dziś Fintelligens
Upolowałam komórką nowe buty, to znaczy znowu znalazłam na mieście fajne buty na człowieku i je utrwaliłam, ale nadal nie mam kabelka do ściągania zdjęć z mobilu i one wszystkie ciasno upakowane sobie tkwią milcząco w magazynie na karcie. Jakość zapewne tragiczna tych foć komórkowych, ale nie przekonam się, póki nie ściągnę. Gdzie w ogóle taki kabelek pozyskać?
Poszłabym jutro na wykład o akceleratorach, ciekawe, czy Baba J. mnie puści. Jeśli się mocno szarpnę to powinno się udać.
Oglądam filmy, NIE czytam książek. Straszne. Podczytuję książki po kawałku, ale taka forma nie zasługuje na miano CZYTANIE.
W kuchni królują ziemniaki w mundurkach, pozyskane z Kooperatywy, więc pyszne. Obieram je po ugotowaniu i podpiekam w piekarniku, na sucho. Robią za najpyszniejsze ciasteczka świata.
Fińskiego rapu słucham, odkryłam Fintelligens :)
czwartek, 25 lutego 2016
komplik
Nie mierz innych swoją miarą. Ale i nie mierz siebie miarą innych...
Pojazdem marki życie nie dojedziesz szczęśliwie do końca trasy bez wspomagania.
Kto wymyślił białe króliki i tym samym tak pogmatwał i pokomplikował mi życie ;)
Tego słucham:
Tego słucham:

wtorek, 23 lutego 2016
sobota, 12 grudnia 2015
dziś bez tytułu
Nadciąga powoli nieubłaganie fin de año. Cykle umowne. Jeden z moich rozpoczął się 7 listopada, pod hasłem przewodnim 47. Dobrze mi z tymi cyferkami, pod warunkiem niespoglądania w lustra. Dopadłam Różewicza i odkleić się nie mogę, co wiersz, to małe trzęsienie świata wokół. W liceum już się zachwycałam, ale bardzo inaczej. Teraz, po dekadach, nawrót spotęgowany. Bitwa z własnym aniołem.
Lubię teatry telewizyjne i teraz pora na Smarzowskiego przyszła. Klucz, Kuracja, Małżowina. Znalazłam jeszcze Grzechy starości Macieja Wojtyszki.
W nocy dokument o Charlesie Bradleyu, muzyku, który pierwszą płytę nagrał w wieku 62 lat, niezła historia, co najmniej tak dobra jak Sugar Man. Kilka dni temu udało mi się nareszcie dokończyć oglądanie Fausta z 1926 roku, świetny, a rola Mefista bezbłędna, Emil Jannings idealny, zachwycający. Odkryłam Olbrychskiego jakiego nie znałam albo już nie pamiętałam w trzecim Dekalogu Kieślowskiego. Tak sobie siedzę i oglądam i żadnej książki nie mogę od początku do końca przeczytać, co mnie trochę martwi. Czy ktoś opracował metodę na równoczesne czytanie i oglądanie? A, i jeszcze słuchanie muzyki, rzecz jasna. Każdy się ratuje, jak może, ja postanowiłam zanurzyć się w mój świat najukochańszy, przekazu artystycznego. Tyle tego, że cztery lata przetrwam bez problemu. Tak, także słuchając Chopina, bo co? Tyle, że między innymi.
W przyszły weekend dzień z krótkim metrażem. W zeszłym roku nie byłam i żałuję, w tym okopię się na stanowisku i oglądam od początku do końca. Nabrałam apetytu na minionym dopiero Warszawskim Festiwalu Filmów Koreańskich, zdążyłam obejrzeć cztery z siedmiu prezentowanych filmów, zachwyt. Za rok rzucam wszystko i idę na cały, jest króciutki, więc tym bardziej warto.
Czy zostaliście kiedyś pobłogosławieni ptasim odchodem? Pamiętam, że zdarzyło mi się tuż przed wejściem na egzamin maturalny, ustny, bodaj z biologii czy niemieckiego. Musiałam zdawać w pożyczonej w trzy minuty od najbliżej stojącej dziewczyny nie maturzystki spódniczce. Zdałam. Kilka dni temu, na Placu Konstytucji, znów mnie ta przyjemność dopadła, jak delikatny strzał z wiatrówki, znak z nieba. Udawałam się jedynie na masaż stóp, więc żadnej paniki z przebieraniem, po prostu starłam chusteczką.
Dziwne życie, fajne życie.
Summary:
- komu po drodze 2o grudnia warszawskie kino Kultura - krótkometrażówki !!!
- Różewicza poczytać
- teatry Smarzowskiego obejrzeć
piątek, 4 grudnia 2015
"pisałem"
Pisałem
chwilę albo godzinę
wieczór noc
ogarniał mnie gniew
drżałem albo niemy
siedziałem obok siebie
oczy zachodziły mi łzami
pisałem już bardzo długo
nagle spostrzegłem
że nie mam w ręku pióra
Tadeusz Różewicz "Pisałem"
Sokół / Hades / Sampler Orchestra
wtorek, 1 grudnia 2015
nic nigdy
Nic nigdy nie zostanie
wytłumaczone
nic wyrównane
nic wynagrodzone
nic nigdy
czas niczego nie uleczy
rany nie zabliźnią się
słowo nie wejdzie
na miejsce słowa
groby nie zarosną trawą
umarli umrą
i nie zmartwychwstaną
świat się nie skończy
poezja powlecze się dalej
w stronę Arkadii
albo w stronę drugą
Tadeusz Różewicz - "Wiedza"
z tomu „Na powierzchni poematu i w środku. Nowy wybór poezji”, 1983
Sokół / Hades / Sampler Orchestra
piątek, 26 grudnia 2014
"little knowledge is dangerous"
Budowałem na piasku
I zwaliło się.
Budowałem na skale
I zwaliło się.
Teraz budując zacznę
Od dymu z komina.
I zwaliło się.
Budowałem na skale
I zwaliło się.
Teraz budując zacznę
Od dymu z komina.
Leopold Staff - "Podwaliny"
Kolędy powoli cichną, dzwoneczki wybrzmiewają, rytmy stają się bardziej taneczne. Przyklejona do radia przesuwam pokrętło po stacjach w poszukiwaniu pięknych dźwięków, a to chili, a to klasyczna, a to stare dobre umpa umpa, a piękna w eterze zatrzęsienie. Otoczyłam się mową hiszpańską w wydaniu meksykańskim i zauważam efekty, ciekawe jak długo się utrzymają, umocnią się czy przepadną niedługo w otchłaniach zapomnienia. Czas tańców nadciąga.
Dr. Alban - "It's My Life"
niedziela, 14 grudnia 2014
doraźne wybory
Upodobanie do muzyki punk wyklucza mnie z grona intelektualistów, trudno ;) Nieopatrznie obejrzałam "Pod Mocnym Aniołem", a tam Jakubik Siekierę w tirze śpiewa. Wpadłam w otchłanie przeszłości i już nie wiem który raz słucham w kółko "Nowej Aleksandrii". Rzuciwszy w kąt odsłuchiwanie perełki - recitalu Daniila Trifonova z Carnegie Hall.
Cienka książka w torebce rozśmiesza w najmniej odpowiednich momentach, ale słowo się rzekło, będę czytała niezależnie od okoliczności.
sobota, 15 listopada 2014
hang - meczyki - kometa
Meczyk z Gruzją wygrany do 4, (Niemcy strzelili Gibraltarowi tylko 3, czwarty to samobój), tabela nadal uwieńczona nazwą naszego kraju. Łukasz Kubot w deblu idzie jak burza, wczoraj w parze z Robertem Linstedtem wygrali już trzeci meczyk w ATP World Tour Finals, za chwilę kolejna walka na korcie. Ludzkość podbiła kometę 67P/Czuriumow-Gierasimienko. Sonda Rosetta leciała dziesięć lat i pięć miesięcy i uszkodził się tylko jeden element mający wspomagać lądowanie. Philae, lądownik, trzaska zdjęcia i wierci powierzchnię kamyczka kosmicznego, a jego składową ustrojstwo z biało-czerwonym znaczkiem. A ja sobie siedzę i oglądam krótkometrażówki, w przerwach Kafka w małych dawkach. Czego i Wam życzę.
poniedziałek, 10 listopada 2014
"Requiem ludowe" - premiera
Naprawdę bardzo dziwnym trafem, bez cienia premedytacji, znalazłam się wczoraj w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego. Znajoma gdzieś szybko w biegu namawiała, żebym koniecznie przyszła, że Strug i coś niesamowitego. Wyczytałam potem, że nie będzie to recytacja wierszy poety Andrzeja, ale występ pieśniarza Adama Struga. Ponieważ blisko mam i lubię sobie do S-1 pojechać nawet bez powodu, byle pobyć, pospacerować w okolicy (są takie miejsca ze specjalną niecodzienną atmosferą), wpadłam powiedzieć znajomej "cześć" i życzyć miłego koncertu. W planach miałam zakończenie WJFF. Ale niestety ;) Dobra kobieta miała dla mnie bilet gdzieś wydzwoniony i z założenia do oddania komuś. I daję słowo, bilet się nie zmarnował. Koncert wchłonęłam na wszystkie możliwe sposoby. Dziś sobie odtwarzam w głowie, co prawda nie dźwięki wygrywane przez Kwadrofonik, ale te śpiewane przez Adama Struga lekko zawodzącym głosem, jak dusza z zaświatów. Koncert był całością bez przerw, cyklem dotyczącym śmierci, odchodzenia. Takie głosy zza grobu, przejmujące. Wokal niespotykany. Sala wypełniona po brzegi.
Kwadrofonik to Emilia Sitarz, Bartek Wąsik, oboje grający na fortepianach oraz Magdalena Kordylasińska, i Miłosz Pękala grający na instrumentach perkusyjnych.
Na FB znalazłam opis tego wydarzenia:
Requiem Ludowe (...) - najnowszy projekt zespołu Kwadrofonik inspirowany muzyką tradycyjną, do którego kwartet zaprosił znawcę tematu, śpiewaka - Adama Struga. Tym razem kwartet mierzy się z polską ludową muzyką żałobną, odnajdując w niej pierwiastek śmierci zawarty w melodiach i słowach pieśni towarzyszących ludowi w chwilach ostatecznych. Dzięki wyjątkowemu instrumentarium i interpretacjom Kwadrofonik i Adam Strug tworzą opowieść o odchodzeniu, i o tym, co może nas spotkać „po tamtej stronie”.
niedziela, 24 sierpnia 2014
Adam Bahdaj "Stawiam na Tolka Banana"
Sierpień, jeszcze pora wakacji, ciągnie do starych lektur. Naszło mnie na Tolka Banana i nie było zmiłuj, pojechałam do biblioteki dla dzieci i wzięłam specjalnie stary egzemplarz wydany przez Naszą Księgarnię w 1974 roku z ilustracjami Juliusza Makowskiego. "Gang" dzieciaków z warszawskiej Saskiej Kępy, szwendający się po ulicach pod wodzą Karioki zostaje zaopiekowany przez harcerza Szymka Krusza, który podaje się za słynnego na cały kraj uciekiniera z poprawczaka, dobroczyńcę, Tolka Banana. Wyznacza dzieciakom zadania, a oni, wpatrzeni z podziwem w swojego "szefa" wykonują bez szemrania owinięte w bawełnę prace pomocnicze dla potrzebujących, przekopują ogródek (szukając zaginionej puszki z tajemniczymi instrukcjami), sprzątają na błysk mieszkanie staruszki, remontują dla siebie Klub. Cegiełka, Cygan, Filipek, Julek (Luluś) i Karioka tworzą zorganizowaną i zgraną "pakę". Cegiełkę potrąca szary volkswagen. Chłopak ląduje w szpitalu, a reszta "wiary" postanawia odszukać zbiegłego z miejsca wypadku kierowcę. Po skutecznej akcji ujęcia złoczyńcy wychodzi na jaw prawda o Szymku. "Szef" wyjawia swojemu "gangowi", że nie jest legendarnym Tolkiem.
Z książki, napisanej w 1966 roku, zrobiono kultowy siedmioodcinkowy serial. Rozbudowano fabułę, uatrakcyjniono postaci. W Tolka Banana wcielił się Jacek Zejdler, choć głos podkładał Andrzej Seweryn. Karioka też mówiła podłożonym głosem Joanny Jędryki. No i dodano piękną "Balladę o Tolku Bananie".
I normalnie uwierzyć nie mogłam, że odtwórca roli Tolka/Szymka umarł w wieku 25 lat. Paskudnie się czasem życie układa.
Adam Bahdaj
"Stawiam na Tolka Banana"
pierwsze wydanie: 1967
wtorek, 10 czerwca 2014
bez granic Twój świat
Breakout
Póki jeszcze umiesz ruszyć drogą pod prąd.
Póki jeszcze wierzysz, że gdzieś nowy jest ląd.
I jak echo Ci odpowie
Twoim słowom inny człowiek.
Póki jeszcze tak się zdarza,
warto żyć.
Póki jeszcze wierzysz, że bez granic Twój świat.
Póki jeszcze wierzysz, że dościgły jest wiatr.
Póki wierzysz, że gdzieś w ciszy
jest ktoś, kto Twój głos usłyszy.
Póki jeszcze tak się zdarza,
warto żyć.
Póki jeszcze wierzysz, że bez granic Twój świat.
Póki jeszcze myślisz, że są okna bez krat.
Póki uśmiech ma twarz dziecka
i nadzieja w tobie mieszka.
Póki jeszcze tak się zdarza,
warto żyć.
czwartek, 15 maja 2014
"Sugar Man", (dokument) 2012
Polecano mi gorąco obejrzenie, tylko z grubsza mówiąc, o czym opowiada. Żeby nie czytać recenzji, i tak z kilku źródeł, z moim synem włącznie. Że o takim jednym nieznanym muzyku z dawnych czasów. Obejrzałam, to dokument! Dziwny, ale OK, historia ciekawa, warta poznania. Zdobywca Oscara w 2013 roku, także innych nagród filmowych. A teraz słucham płyty "Cold Fact" z 1970 roku. I rozmyślam o podanej wczoraj informacji o zejściu z tego świata reżysera Sugar Mana. Miał 36 lat. Zrobił tylko ten jeden film.
"Sugar Man"
(Searching for Sugar Man)
film dokumentalny
Szwecja, Wielka Brytania 2012
Scenariusz i reżyseria: Malik Bendjelloul
(14 września 1977 - 13 maja 2014)
poniedziałek, 12 maja 2014
ręka na pulsach
Skutkiem ubocznym odwiedzin Benedicta Cumberbatcha w naszym peryferyjnym kraju było zarejestrowanie offowego festiwalu, który, pod nieobecność mojego filmowego syna, pewnie w ogóle bym przegapiła. W zaistniałych okolicznościach posiadam nawet wiedzę o zwycięzcy. "Eastern Boys". Zdecydowanie przekierowałam się na Europę, jeśli chodzi o kulturę i amerykański tłuściutki bestseller, który dziś do mnie trafił na krótko, jest mi całkowicie nie po drodze.
Świat wkoło wiruje jakoś szybciej i szybciej, jakby ktoś nieustannie podkręcał tempo, jakby manipulował czasem skracając go niepostrzeżenie codziennie o parę sekund, czasem minut. Tym kimś jesteśmy my sami. Ciągle chcemy trzymać rękę na pulsie, tylko tych pulsów zatrzęsienie, a ręka jedna, no dobrze, dwie, ale druga potrzebna do innych czynności. Stroję ucho, łowię to co dla mnie najistotniejsze i tam podążam, resztę bez żalu lekceważąc.
Śnił mi się dziś rok mojej śmierci, dziwne. Szmat czasu przede mną, jeśli wierzyć snom. Chyba pora najwyższa zacząć sobie organizować długą emeryturę.
Arnaud Rebotini - "Whos Gonna Play This Old Machine"
czwartek, 8 maja 2014
"Starter for 10" (Miłosna układanka), 2006
W filmie sporo elementów komediowych, w których prym wiedzie zdecydowanie Benedict, przylizany prymus, samozwańczy przywódca, w obciachowym sweterku i marmurkowych dżinsach, obsesyjnie dokładny, pedantyczny, mający o sobie wysokie mniemanie.
W niewielkiej roli prowadzącego teleturniej Bambera Gascoigne lubiany i ceniony przeze mnie coraz bardziej Mark Gatiss.
Dużo w Starter for 10 muzyki z lat mojej młodości, między innymi The Cure, New Order, Yazoo, The Smiths, Tears for Fears, Bananarama.
Oryginalny tytuł filmu to tekst często padający w quizie University Challenge, jego polskie tłumaczenie - ni przypiął, ni przyłatał.
"Miłosna układanka"
(Starter for 10)
USA, Wielka Brytania 2006
Reżyseria: Tom Vaughan
Scenariusz: David Nicholls
czwartek, 24 kwietnia 2014
świat demaskowany
Matka to po fińsku podróż. Matką jestem od 22 lat. Równiutko. Funkcja rodzica korespondencyjnego - małe ciche bohaterstwo, przez nikogo nie zauważone, przez nikogo nie docenione. Po raz pierwszy jestem matką na dystans, Gniozdurek poszedł w świat.
Świat, który zdejmuje kolejne maski i warstwy otuliny, odziera człowieka z kolejnych złudzeń. My odarci, świat coraz bardziej zdemaskowany. Łuski w oczy wciskamy jak szkła kontaktowe, byle jeszcze trochę przesłonić całą prawdę niepiękną. Zawsze tak było, tylko bez Internetu, łatwiej było trzymać się z daleka od drzewa poznania dobra i zła. Technologie galopują, już prawie nikt nie nadąża, a to dopiero początek.
Świat żegna Marqueza, Polska żegna Różewicza, Machulski napisał sztukę o Machiavellim. "Machia" będzie wystawiana w kilku teatrach, może uda mi się jakoś pójść, albo choć przeczytać wersję pisaną. Polski teatr nadąża za rzeczywistością, głęboki ukłon.
W odległości mniej więcej dłuższej przekątnej Polski, na wschód, miękko pełznie cicha wojna. Reakcje równie ciche, eteryczne, jak cienie na ścianie (jaskini?).
Idę, poopowiadam sobie bajki. "Coś zróbmy, coś zaróbmy, trochę żywności kupmy!" (Jan Brzechwa)
PA! CZÓŁKO.
"Happy" z Belfastu, szczególnie przywiązałam się do tego właśnie wykonania.
wtorek, 18 marca 2014
Stuart & Alexander
Historia prawdziwa, sfilmowana dla BBC. Alexander zajmuje się bezdomnymi. Poznaje Stuarta i postanawia napisać o nim książkę. Stuart jest niewątpliwie inteligentny, bystry, dowcipny, choć mieszka pod drzewem i jest uosobieniem menela. Dziwnie mówi, dziwnie chodzi i jest "nieco" nieobecny. Alkohol i nie wiadomo co jeszcze. Ma dopiero 33 lata, dziadków, mamę, siostrę, nawet syna. Zaliczył już kilkadziesiąt odsiadek. Można by powiedzieć, że świr, ale przecież przeważnie normalny. Prowadzi auto nie przekraczając 30. Chłopaki zaprzyjaźniają się w pewnym sensie, książka powoli powstaje, tyle, że od tyłu, Stuart opowiada kolejne etapy swojego życia od teraz wstecz, aż do dzieciństwa. Poznajemy stopniowo fakty, historie. Coraz bardziej niepokojące.
Obaj przyjaciele mają na siebie dobry wpływ, spędzają ze sobą sporo czasu. Tolerują się takimi, jakimi są. Grzeczny i ułożony Alexander momentami zaczyna ciut więcej swawolić, niepokorny Stuart jakby wraca coraz bardziej do zwyczajności, lepiej wygląda.
Twórcy filmu ciężki temat jakoś tak przetworzyli, że podany jest w niesamowicie lekkiej formie, nie przygniata, nie przydusza, lekko nas muska, ale i w takiej postaci przekaz jest pełny i trafiający do celu. Książki wg której produkcja tv powstała jeszcze nie czytałam, poza zasięgiem, ale poszukam. Znalazłam fragment, boing, boing, whoosh ;)
Moja ulubiona scena - kiedy Stuart po rajdzie na kosiarce pije herbatkę Lapsang souchong (very tasty, yeah) :)
Tom Hardy jako Stuart - brilliant, Benek Cumberbatch w roli Alexandra, wyluzowanego ale bez przesady (middle class) inteligenta w okularkach, na rowerze - całkiem całkiem :) Obaj panowie wystąpili razem w jeszcze jednym filmie, już widziałam, ale opiszę, jak przeczytam książkę i obejrzę ponownie.
Babybird - You're Gorgeous
Stuart: Spojrzenie w przeszłość
Stuart: A Life Backwards
Wielka Brytania 2007
Reżyseria: David Attwood
Na podstawie książki Alexandra Mastersa "Stuart. Życie do tyłu" (Stuart: A Life Backwards)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






