.

De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 listopada 2014

tablica pamiątkowa



TABLICA TA UPAMIĘTNIA PRACĘ MARIANA REJEWSKIEGO, JERZEGO RÓŻYCKIEGO I HENRYKA ZYGALSKIEGO - MATEMATYKÓW POLSKIEGO WYWIADU, KTÓRZY PIERWSI ZŁAMALI KOD ENIGMY. ICH PRACA OGROMNIE POMOGŁA KRYPTOLOGOM W BLETCHLEY PARK I PRZYCZYNIŁA SIĘ DO ZWYCIĘSTWA ALIANTÓW W II WOJNIE ŚWIATOWEJ.



JEDNA Z TRZECH
TABLIC
UPAMIĘTNIAJĄCYCH
ZŁAMANIE ENIGMY
W 1932 R. W POLSCE
POZOSTAŁE DWIE
W BLETCHLEY PARK
ORAZ W LONDYNIE

zdjęcia: xbw
Warszawa, plac marszałka Józefa Piłsudskiego 4
ściana budynku Dowództwa Garnizonu
"Dom bez kantów"

sobota, 8 listopada 2014

śmiech i łzy


Prezent urodzinowy od M.: róża, miska latte (serio, to była filiżanka? taka wielka?), magazyn Forbes nr 10 (koniecznie chciał mi coś dać) i bilet do kina. No i mnóstwo słów, uśmiechów. M. to chodząca fabryka radości, dawno się aż tak nie śmiałam. Zatem kino, Luna i 12. WJFF (Warszawski Festiwal Filmów o Tematyce Żydowskiej). Krótkometrażówki.

Las cieni (The Shadow Forest), reż. Andrzej Cichocki, Polska 2014
Młody reżyser i najpiękniej sfilmowany las, jaki widziałam w polskich produkcjach. Jak z Tarkowskiego, Zwiagincewa, cudo. Przepiękne jezioro to nasze Bory Tucholskie. Historia trwa 14 minut. Kłusownik poluje na wilka. A tu Niemcy. Strzały, ucieczka, pogoń, psy. I wystraszony chłopczyk. Mała wielka rzecz. Wtargnięcie chaosu i okrucieństwa wojny do świątyni natury. Czemu film na festiwalu o tematyce żydowskiej? Jak się później dowiedziałam jeden z uciekających miał na ramieniu opaskę z gwiazdą, co w zaaferowaniu akcją przeoczyłam. Po seansie spotkanie z reżyserem, równocześnie scenarzystą i operatorem. Talent w czystej postaci, będzie w przyszłości co oglądać :)

Pożądanie (Longing), reż. Nadav Mishali, Izrael 2014
Trwająca 20 minut fabuła. Piękna młoda mężatka robi wszystko, by być dobrą żoną, pod każdym względem. Podnosi umiejętności kulinarne, modli się o dziecko, przygotowuje starannie do każdej nocy. Jednak mąż pozostaje dziwnie obojętny. Ożywia się podczas studiowania pisma z towarzyszem. Rozwinięcie tematu w filmie "Eyes Wide Open".

Wizyta (The Visit), reż. Inbar Horesh, Izrael 2014
Dziewczyna, bardzo późne dziecko, odwiedza ojca w domu opieki. Podchodzi pod drzwi jego pokoju, młoda, piękna, kwitnąca, pełna życia i widzi zniedołężniałego staruszka. Strasznie smutne 27 minut. Przypomniało mi się zdanie: Byłem kim jesteś, będziesz kim jestem.

Zabawy (Games), reż. Ana Feil, Chorwacja 2014
Mocne 10 minut, silne, narastające napięcie. Zagrzeb, II wojna światowa i skutki niemieckiej propagandy wypalone w głowie dziecka.

Szybkie przemieszczenie się do muzeum POLIN na Anielewicza i dwa dokumenty.

Niespodziewana miłość (Unexpected Love), reż. Paz Schwartz, Izrael 2014
Dziwna historia. Anastazja przybywa z matką na stałe do Izraela. Dziewczynka w wieku 11 lat włóczy się po ulicach w poszukiwaniu stabilności, której bardzo jej w życiu brakuje. Przychodzi stale zwłaszcza do pewnego młodego lekko niepełnosprawnego fryzjera Dorona, odwiedza go w pracy i w domu, gdzie mieszka z rodzicami, widzi tradycyjną żydowską rodzinę i bardzo pragnie żyć tak jak ci ludzie. Doron zostaje oskarżony o molestowanie seksualne i skazany na trzy lata więzienia. Mija kilka lat, Anastazja dorosła, Doron wrócił do normalnego życia. I jakoś tak się dziej, że zostają parą. Nikt nie wie, co ma o tym myśleć, ani matki młodych, ani widzowie. Nawet pani reżyser, z którą po projekcji można było porozmawiać, nie wie, jak wygląda prawda, co się przed laty wydarzyło i czy w ogóle coś. Wydźwięk filmu potężnie optymistyczny, miłość, stabilizacja i uporządkowanie.

Shoah: nieznane rozmowy (Shoah: The Unseen Interviews), reż. Claude Lanzmann, USA 2011
Na tym filmie nie chciałam już zostać, miałam przeczucie, że będzie strasznie ciężki. Ale zgasły światła i zaczęła się projekcja, więc opatuliłam się kurtką (zimno, ciemno, późno i spać się chce), zacisnęłam zęby i postanowiłam sobie, że wytrzymam. Jeśli nie słyszeliście o filmie Shoah, to koniecznie uzupełnijcie sobie o nim wiedzę, do oglądania nie namawiam, sama nie oglądałam i nie czuję się na to jeszcze gotowa. Shoah: nieznane rozmowy to sceny, których ostatecznie nie umieszczono w głównym filmie z 1985 roku, mimo, że trwa dziewięć i pół godziny. Są na tyle wstrząsające, że nie można było pozwolić, by leżały nieużywane w archiwum. Więc zrobiono z nich odrębny film trwający zaledwie 55 minut. To tylko i aż rozmowy z ocalałymi z obozów zagłady. Między innymi z kobietą, która była w ciąży i trafiła w ręce "doktora" Mengele. Publiczność po seansie opuszczała salę w głębokiej ciszy...

poniedziałek, 3 listopada 2014

spacer po cmentarzu, cd.


zdjęcia: xbw

spacer po cmentarzu




W tym roku 1 listopada wybrałam się na Powązki Wojskowe. Dojazd ZTM bezproblemowy. Chciałam zajrzeć na chwilę na Cmentarz Żydowski, mam ciekawy przewodnik i miałam nadzieję skorzystać, ale sobota, szabat, zamknięte. Więc innym razem. Jarmark u bram cmentarnych akurat nie działa mi na nerwy, rozumiem potrzebę zarobienia grosza, kiedy okazje tłumnie się pchają. Bazarek był uporządkowany i stonowany, zdaje się, że jedynie harmoszka pobrzmiewała. Pogoda doskonała, w miarę ciepło, słonecznie. Nad głowami lata helikopter. Ludzie wyciszeni, zamyśleni, roztacza się atmosfera refleksji, niekiedy płytkiej, niekiedy głębokiej. Światełka migoczą na prawie wszystkich grobach, na niektórych już powygasały, na nielicznych tylko całkiem pusto. Kwiecie tylko czasem harmonizuje z otoczeniem, sztylety w moje odczucia, powiedzmy, kolorystyczne. Czy naprawdę nie da się wprowadzić zakazu hodowli chryzantem żółtych? Pojawia się jednak czasem jakiś krzak róży pnącej wokół starego nagrobka, jakaś gigantyczna paproć. No i drzewa, one ratują całokształt. Aleja znanych. Waldemar Milewicz, Zbigniew Zapasiewicz, Maciek Kozłowski, generał Petelicki, Zbigniew Religa, Władysław Kopaliński, Tadeusz Łomnicki, Elżbieta Czyżewska. Tu żołnierze, tu Francuzi, wreszcie Kwatera Ł, czyli "Łączka". Polak mordował Polaka i zakopywał go pod cmentarnym murem, już po wojnie, już w czasie pokoju. Miejsce obecnie jak najbardziej oddaje atmosferę grozy. Usypany z kamieni kopiec z prostym brzozowym krzyżem, portrety żołnierzy rozsiane co kilka metrów z napisami W TYM MIEJSCU ZOSTAŁEM ODNALEZIONY lub JESZCZE NIE ZOSTAŁEM ODNALEZIONY, z wypisanymi kredą na asfalcie nazwiskami. Nogi się uginają, podobnie mam, kiedy chodzę po terenach Warszawskiego Getta, zwłaszcza w pobliżu zachowanych murów. Nie potrafię przejść przez Powązki Wojskowe bez zaangażowania emocjonalnego. Mijam pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej, szereg miejsc wiecznego spoczynku ludzi których widziałam wracających do kraju w trumnach (tego widoku nie da się już nigdy wymazać z pamięci). Grażyna Gęsicka. Paweł Janeczek "Janosik". Dosyć. Pora wyjść cmentarnych murów do świata żywych.


zdjęcia: xbw

poniedziałek, 20 października 2014

zielone słońce, niebieski księżyc


Krakatau, wyspa wulkaniczna, Ocean Indyjski. W 1883 roku nastąpiła erupcja wszystkich trzech wulkanów, z których złożona była wyspa. Wybuchów było kilka, jeden po drugim w odstępach kilkugodzinnych. Ich potęga była niewyobrażalna. Spowodowały falę tsunami dochodzącą do 40 metrów (dziesięciopiętrowy blok ma około 30 metrów). Fala zdążyła obiec połowę kuli ziemskiej, zanim wygasła. Zginęło łącznie około 35-40 tysięcy ludzi. Kataklizm dotarł do Jawy i Sumatry. Był widoczny słyszalny i odczuwalny w promieniu kilku tysięcy kilometrów. Wyrzucany z kraterów popiół sięgał stratosfery. A gazy, które dostały się do atmosfery powodowały zielone zachody słońca i niebieską barwę księżyca przez około trzy lata. Może jest na ten temat jakaś książka, publikacja? Chciałabym przeczytać o tym wydarzeniu coś więcej niż notkę w Wikipedii.

niedziela, 12 października 2014

kamień milowy: Polska - Niemcy 2:0


NajMILsi moi MILusińscy. No i jak tu nie kochać i nie wielbić tych naszych biało czerwonych. Wojtuś Szczęsny powinien dostać order, medal za zasługi dla kraju. Lewandowski i Piszczek, wielkie brawa za asysty, Milik i Mila cześć i chwała za skuteczne kopniaki. Wszyscy zagrali, piłkarze, trenerzy, publiczność. Święto narodowe przenieść na październik, też 11. Warszawa, Stadion Narodowy, Dach Otwarty. W 51 minucie wywiało strach z serc Polaków.

Przed meczem zastanawiałam się po cichutku czy Niemcy nie potraktują nas jak my Gibraltar. Już same nazwiska przyprawiały o drżenie nóg. Mario Götze, biegające 37 milionów euro, Thomas Müller, boiskowy zakapior o wyglądzie prymusa klasowego, "Hightower" Boateng, Manuel Neuer, Mats Hummels, no i co, że po kontuzji, Toni Kroos, Schürrle, no i "nasz" Lukas Podolski. Najgroźniejszy okazał się Podolski, przy jego poprzeczce Szczęsny nie zdążył mrugnąć, ale Opatrzność czuwała :)

Nasi popełniali błędy, komentatorzy je wytykali, a ja wytykałam komentatorom, żeby przestali narzekać, bo dobrze jest, przecież wynik jak złoto, NADAL REMIS. Pierwsza połowa nie zapowiadała niczego dobrego, może nikłą szansę na utrzymanie remisu. Zaświtała mi, mocno i wyraźnie, myśl: kto strzeli pierwszą bramkę, ten wygra. Emocje nie dla mnie, nie na moje nerwy. Włączam Sherlocka Holmesa. Ale zerkam. 1:0 dla nas, nawet nie wiem, kto ani jak. Twardo usiłuję oglądać film. Jak mysz pod miotłą. Odważam się sprawdzić. Koniec, dwa dla nas, Milik, Mila, oglądam bramki, potem powtórkę prawie całego meczu. Nawet przy powtórce serducho mocno pompuje, co za końcówka. Spełnione marzenia, na boisku "mój" Sobota, "mój" Mila, ten drugi zrekonstruowany, Mila reaktywacja. Złote lata Śląska Wrocław. A Milik zapowiadał się od dawna. W Ajaxie w jednym meczu pucharowym tak się zapędził, że rachubę stracił, ile strzelił. A trafił razy sześć plus dwie asysty. A teraz asysta idealna Piszczka, rozumna, z premedytacją, przemyślana, prosto na główkę Milika. I naród odetchnął i nabrał nadziei. I pięknie Lewandowski do Mili i jest takie małe niepozorne, skromne ale radosne 2:0.

Wcześniej pojawiła się myśl, coś na kształt "a może jednak", kiedy Kazachstan strzelił Holandii i długo trzymał wygraną, aż do 63 minuty, a w 64 już stracił gracza i dopiero wtedy wielka Holandia, w bólach, pod koniec czasu gry, dorzuciła dwa gole przewagi i ostatecznego zwycięstwa.

Posiadanie piłki: my 38%, oni 62%. Joachim Löw jak Mona Lisa. Wypadek przy pracy. Rewanż za rok.

51' Milik, główka, asysta Piszczka
88' Mila, asysta Lewandowskiego


środa, 13 sierpnia 2014

"Kamień milowy"





Odznaczenie Milestone (Kamień milowy), nareszcie dla Polaków. Przyznawane jest "za przełomowe odkrycia, które zmieniły cywilizację". Mała kropelka pośmiertnego uznania dla Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego. Pamiątkowy kamień umiejscowiono przy ul. Śniadeckich 8 w Warszawie.

Jerzy Różycki zginął (zaginął) w dość tajemniczych okolicznościach w 1942 roku, mianowicie zatonął na pasażerskim statku Lamoricière na Morzu Śródziemnym w okolicy Balearów.



zdjęcia: xbw

wtorek, 12 sierpnia 2014

nie ma i już nie będzie


zdjęcie: xbw

Smyka nie ma, stosunkowo niedawno zamknęli. Kupowałam w nim przez lata buty dla syna. Na dole znajdował się duży spożywczy, zmieniał nazwę, pamiętam jeszcze szyld Rema 1000. Wpadałam często, specyficzny klimat, niedzisiejszy. A teraz jeszcze Sezam zamknięty. W zeszłym tygodniu wpadłam po chałeczki, w ogóle nie zorientowałam się, że całość powoli zwijają. I gdzie ja teraz żarówki kupię? Nowoczesność w domu i zagrodzie, tylko PO CO? Lepsze wrogiem dobrego.

Wyczytałam, że na Marsie będzie się budować z cegły, produkowanej tam na miejscu, to najprostszy i najłatwiejszy sposób. Szkoda tylko, że na Ziemi powszechnie nie stosowany, tyle ludzi bezdomnych, na ulicy albo w budach, przyczepach czy kontenerach.

Zszedł był wczoraj, zdaje się, dobrowolnie, jedynie pod przymusem depresji, Robin Williams. Udało mu się przeżyć 63 lata. Przypominał mi czasem z wyglądu mojego ojca. Dziwnie teraz będzie oglądać Good Morning, Vietnam, Świat według Garpa, Fisher King, Bezsenność. Lubiłam jego role w Zdjęciu w godzinę i Między piekłem a niebem. No i Stowarzyszenie Umarłych Poetów .................................................................... ..............................................................................


Przebierańcy, aktorzy Wielkiego Teatru Wschodniego, w spektaklu Pomoc Humanitarna w drodze na tournée po Ukrainie. Przewidywana transmisja wybranych fragmentów przez większość światowych stacji telewizyjnych. A Korea Północna wygrała tegoroczny Mundial.

piątek, 1 sierpnia 2014

1 sierpnia 2014


zdjęcie: xbw

Jakie to patriotyczne - jedzenie jabłek. Tego typu patriotyzm uskuteczniam na co dzień, od lat. Jeśli tylko mam jakieś "wolne środki", biegnę do warzywniaka i znoszę składniki na surówki. A jabłka od zawsze mogę jeść tonami. Łatwo mi przychodzi bycie patriotką. Od rana zawisł nade mną smętek, za dużo strzępów i rykoszetów mnie dopadło powstańczych. Wdrukowane w podstawówce słowa pieśni patriotycznych zaczęły się odtwarzać automatycznie, bardziej niż u innych w moim wieku, bo utrwalane przez kilka lat występami w szkolnym chórze (niezliczone ilości akademii). I dodatkowo zeszyt do chóru sam w ręce wpadł, a w nim 42. piosenka "Pałacyk Michla, Żytnia, Wola, bronią się chłopcy od Parasola". Następna pozycja w kajeciku 43. "Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój, za każdy kamień Twój, Stolico, damy krew". Ciężko znoszę okolice pierwszosierpniowe. I mam pewność, że tak czy inaczej do wybuchu powstania warszawskiego musiało dojść, tak jak musiało dojść do bitwy pod Termopilami. Gdyby nie musiało, to by nie doszło. Howg.

Tak czy inaczej, mam nastrój coraz bardziej przeciwwojenny. Albo trafniej powiedzieć, jednostajnie i niezmiennie przeciwwojenny. Przypomniało mi się opowiadanko uwielbianego Marcela Aymé, wyśmiewające poniekąd wojenne ruchy narodów.


"Od dawna lud połdawski żył w niezgodzie z sąsiednim ludem małmuckim. Nowe spory wybuchały co chwila między dwoma wielkimi państwami, a szanse na porozumienie były tym mniejsze, że obydwa miały rację. Sytuacja była już bardzo napięta, kiedy poważny incydent dopełnił czary. Chłopczyk z Małmucji beztrosko nasikał przez granicę i zrosił terytorium połdawskie. Tego było za wiele dla połdawskiego ludu - jego honor został zbeszczeszczony i natychmiast ogłoszono mobilizację"

Marcel Aymé - "Legenda połdawska"
w zbiorze opowiadań "Przechodzimur" (Le Passe-muraille)
Książka i Wiedza 1979, tłumaczyła Maria Ochab, str. 171



Dla dopełnienia ogólnego pierwszosierpniowego idealny Rachmaninow.

Nikolai Lugansky (Николай Луганский)
Siergiej Rachmaninow - Wariacje na temat Chopina op. 22




czwartek, 5 czerwca 2014

"Zabić króla", 2003



Fragment zawiłej historii Anglii, Cromwell, kęsim kęsim. Musiałam wspomóc się informacjami z sieci, by, mniej więcej, umiejscowić jakoś filmowe wydarzenia.

Jest rok 1645. Król Karol I Stuart usiłuje utrzymać się na tronie. Przeciwko niemu i rojalistom występuje Armia i Parlament. Przy okazji dowiedziałam się, skąd wzięła się nazwa zespołu New Model Army. Oliver Cromwell przyjaźni się z Thomasem Fairfaxem, obaj są dowódcami, teoretycznie po tej samej stronie, jednak różnica temperamentów, charakterów i poglądów powoduje starcia pomiędzy nimi. Król pod strażą. Parlament nie chce być posłuszny Cromwellowi, więc ten przemocą zmusza jego członków do uległości. Zbiera się sąd i pod naciskiem Cromwella podejmuje decyzję o ścięciu Karola. Fairfax nie bierze udziału w posiedzeniu. Król Karol I zostaje ścięty, a jego ostatnim słowem było "Remember". To jedyny taki przypadek w historii Wielkiej Brytanii. To w dużym skrócie i uproszczeniu, ale podobnie jest w filmie. Akcja skupia się na wzajemnym stosunku Cromwella i Fairfaxa, który z kolei bardzo silnie związany jest ze swoją młodą żoną Lady Anną. Cromwell jest okrutny i bezwzględny, używa przemocy na każdym kroku, Thomas i Anna są ludźmi łagodnymi, szanującymi ludzkie życie. Pojawia się między nimi coraz silniejszy rozdźwięk grożący konfliktem. Jednak przyjaciele cały czas stoją ramię w ramię, jeden u boku drugiego. Do czasu egzekucji dokonanej na Karolu I, kiedy władzę obejmuje niezbyt wielbiony Cromwell. Fairfax przygotowuje zamach na Cromwella, jednak w ostatniej chwili ratuje mu życie, przyjaźń okazuje się silniejsza.

Pojęcia nie mam ile w filmie ubarwień i odkształceń od faktów, ale ogląda się świetnie. W tle siedemnastowieczna architektura. Zarówno rozgrywki wojskowo-polityczne, jak i dylematy ludzkie pokazane zajmująco. Świetni aktorzy: Tim Roth, Dougray Scott, Olivia Williams, Rupert Everett. Doczytałam się, że ta córeczka Fairfaxów urodziła się o wiele wcześniej, ale dramaturgia filmowa zyskała. Nie rozumiem tylko kompletnie, czemu najniższego w historii Wielkiej Brytanii króla (5 foot 4 inches) zagrał aktor mający 193 cm wzrostu, czyli około 30 cm więcej niż powinien.


"Zabić króla"
(To Kill a King)
Niemcy, Wielka Brytania 2003
Reżyseria: Mike Barker
Scenariusz: Jenny Mayhew
 

wtorek, 25 marca 2014

Mrożek - "Miłość na Krymie"


Pierwszy akt - rok 1910, drugi akt - 1928, trzeci akt - współczesność. W każdym ci sami bohaterowie, w tym samym wieku lub postarzeni. Klimat "rosyjskości" unosi się wokół postaci, jakby autorem sztuki był ktoś znający kraj. Ale Mrożek był w Rosji tylko jako turysta w 1956 (później chyba też był ale już po napisaniu Miłości na Krymie). Ale Polakowi w pewnym wieku stosunkowo łatwo załapać "rosyjskiego ducha", zwłaszcza jeśli się podeprze pieśniami, literaturą.

Krym. Bohaterami głównymi są Tatiana, Lily, Sjejkin, Zachedrynski, Wolf, Czelcow, Czelcowa i Zubatyj, do bohaterów przemykających należy na przykład Lenin. Ból egzystencji w akurat tym miejscu i czasie, w takich a nie innych realiach politycznych plus damsko-męskie i męsko-damskie nadzieje przeplatane bezpośrednimi nawiązaniami do Czechowa (wiśniowy sad, trzy siostry Prozorow, wujaszek Wania) tworzą zaskakującą mieszankę, rozśmieszającą i zmuszającą do refleksji na kilku płaszczyznach. Na doczepkę mamy Szekspira w niedosłownym tłumaczeniu autorstwa samego Mrożka, w postaci wyjątków z Hamleta, Otella i Snu nocy letniej.

Rozmowy bohaterów, pozornie o niczym, leniwe, nagle okazują się błyskotliwą szermierką słowną z wysoce filozoficznymi wnioskami. Logika pojawia się i znika, metafizyka znika zanim pojawi się na dobre. A zgroza ogarnia częściej niż nastrój wesołości.

Punktowo pojawiają się wzmianki o różnych momentach historycznych (rewolucja, strzał z Aurory...). W akcie trzecim wspomniany jest generał Wrangel (1878-1928), który postrzegał przyszłą Rosję jako dobrowolną federację narodów i uznawał Polskę i Ukrainę za kraje niepodległe.

Powaliły mnie "barokowe adidasy" z opisu sceny aktu trzeciego. I odpowiedź na pytanie, co jest nieomylnym znakiem w ekonomii, że jest dobrze.

Sztukę akurat pokazywała TV, ale usnęłam już w pierwszym akcie (ze zmęczenia, nie z nudów), przy wersji książkowej za to doskonale się bawiłam, a teatr za kilka dni pojawi się w NINATECE, obejrzę i wysłucham nareszcie tych rosyjskich pieśni (Jamszczik, Pietuch...).

Utwory Mrożka to nie romanse i nie kryminały. Nie powinniśmy czytać Mrożka. Powinniśmy go namiętnie studiować. 

- Pan jest w złym humorze.
- Ja tylko myślę logicznie.
- Ale po co aż tak logicznie!
Sławomir Mrożek
"Miłość na Krymie"
rok wydania: 1993

czwartek, 20 marca 2014

"The Fifth Estate"



Forma: film bardzo dobrze zrealizowany, wciągający do spodu, oglądając zapomniałam, że to ujęcia, aktorska gra, że kamera, akcja, klaps. Szczytem wszystkiego było, że całkowicie zignorowałam Cumberbatcha (naprawdę!), przestałam zwracać na niego uwagę, wskoczyłam do filmu na całego, tak jakbym wyszła na ulicę. Oprócz ostatnich ujęć, kiedy Julian Assange przemawia, wtedy już całkowicie był znowu Benkiem C.

Treść: na pewno pokrywająca się z faktami, niewątpliwie, pytanie, w jakim stopniu i w których momentach. Julian Assange prosił Benedicta, by nie brał udziału w tym projekcie filmowym. Bezskutecznie.

Dylematy, wybory, ustępstwa, kompromisy, bezkompromisowość, dążenie do celu, geniusz, wady, cechy charakteru, wyczucie drugiego człowieka, brak wyczucia drugiego człowieka, manipulacja. Prawda. Wartościowanie. Prawda obiektywna. Prawda prawdziwa. Poświęcenie?

Zapytałam dwie zaprzyjaźnione osoby, dorosłe, wykształcone czy wiedzą co to WikiLeaks i kto to Julian Assange. Nie wiedziały.

Piąta władza
The Fifth Estate
Belgia, USA, Wielka Brytania 2013
Reżyseria: Bill Condon
Scenariusz: Josh Singer


poniedziałek, 3 marca 2014

690 kilometrów


Słyszałam dziś rano, że wojny nie będzie, a jeśli, to taka "łagodna" i szybko się skończy. Nie cytuję, przetworzyłam sobie czyjąś wypowiedź z telewizora. Polacy w 39. też tak mówili, że jeżeli w ogóle to szybko się kończy. Byłam pod ambasadą Ukrainy, morze zniczy i kwiatów, także wiele zdjęć "w czarnych ramkach". Kiedy spojrzałam w twarz na pierwszym z brzegu, pociekły mi łzy i nie mogłam ich długo pohamować. Przypomniało mi się miejsce pamięci z Belfastu, gdzie na wielkiej tablicy znajdują się zdjęcia osób, które zginęły w zamachach, często przypadkowo, a poniżej wykute w kamiennej płycie widnieją nazwiska i daty. Groza, bardziej namacalna, kiedy się spogląda w te twarze, w oczy. I tam wtedy, i tu teraz. Siedziałyśmy z koleżanką kilka godzin, jedna przed portalem internetowym, druga przed stacją informacyjną w tv. Ale to niczego nie zmieni, że będzie się wiedziało na bieżąco. Mam wrażenie istnienia rzeczywistości alternatywnej, jedna jest taka zwykła, z wszelkimi drobiazgami dnia codziennego, radościami, smutkami plus fizjologia, obowiązki, schemat dnia, przyjemności, stałe problemy do pokonania, i druga - ta z telewizora ale nie tylko. Na Majdan stąd 690 kilometrów.



A w Warszawie życie toczy się jak zwykle, marsz z pochodniami w Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych, przerwany mecz Legii z Jagiellonią, na deskorolce jakiś koleś w jaskrawym kombinezonie zjeżdża od Bagateli w dół do Ambasady Rosyjskiej, ulicą, kiedy długie czerwone światła na skrzyżowaniu, przybywają kibice Szkockiej drużyny, niektórzy w spódniczkach, na pojutrzejszy meczyk na Narodowym, stelaż od tęczy na Placu Zbawiciela wykopany, niestety nie na stałe, wolałabym drugą palmę (zdanie jak z Joyce'a, niestety pod względem długości, nie jakości). 

Mam wrażenie, że "dzianie się" jest samonapędzające, kiedy się rozhula, ma formę wirującego leja zasysającego wszystko co napotka, karmi się i rośnie.

sobota, 9 listopada 2013

Checkpoint Charlie


Dwa tygodnie po upadku Berliner Mauer wylądowałam w Berlinie, przez przypadek. Syn właścicielki mojego poznańskiego studenckiego pokoiku wpadł w odwiedziny do mamy i okazało się, że wybiera się w krótką podróż do kolegi za zachodnią granicę i stanęło na tym, że ja z nim. Bez grosza przy duszy, ale zawsze żądna przygód ;) Mama zadzwoniła, kiedy wychodziłam na dworzec, oczywiście coś ją tknęło, ale nie wygadałam się, że właśnie jadę nach Berlin. Artur dał konduktorowi pociągu jakieś dolary, ten nas wpuścił do kuszetki i przekimaliśmy sobie bezstresowo całą podróż. Dzikość na Checkpoin Charli, przejściu granicznym pomiędzy Wschodem a Zachodem, tłum, żywioł. Jakby ludzie się bali, że niedługo znów zamkną, że to tylko na chwilę. Pierwsze spojrzenie na nieznane, zachwyty, oczy pożerały wystawy, autobusy piętrowe. Zatrzymaliśmy się u kolegi Artura mieszkającego na squacie tuż przy Murze. Zapisałam sobie wtedy:

"Parę dni na Zachodzie. Klimat chwilowej emigracji polskiej. Muzycy, malujący, dusze wyzwolone lub na pograniczu wystraszenia i wolności. Raczej z przechyłem na wystraszenie".


Jedliśmy chleb turecki na jedną markę z keczupem i owoce uzbierane na bazarze. Słuchaliśmy The Clash. Ludzie przy Murze łupali ile się dało, każdy chciał mieć dla siebie i na zaś. My tylko patrzyliśmy, nie mam fragmentu. Robiłam zdjęcia, ale do dziś większości nie wywołałam i nie wiem czy jeszcze się da. Sprawdzę.


W drodze powrotnej zgubiliśmy się na przejściu w tłumie. Kilka godzin przesiedziłam na Hauptbanhof czekając na pociąg do Poznania. Dwoje Rosjan, Murzyn i cała masa Polaków. Znalazł się Artur, Berolina 15.30 nam uciekła, pojechaliśmy dopiero wieczornym. Do Kunowic jechałam na gapę, kiedy sprawdzano bilety wyszłam do toalety. W Kunowicach zgłosiłam brak biletu i wykupiłam u konduktora za 4500 zł. To jedyny koszt jaki poniosłam, cała wyprawa w sumie spadła mi z nieba.

Tak mi się przypomniało rocznicowo, po 24 latach.

środa, 11 września 2013

ze środka tygodnia


Szarości znów nastały, słońce zgasło na dłużej, pewnie aż do wiosny. Relaks balkonowy czas zwijać, choć jeszcze nie na stałe, jeszcze liczę na przeplatanki słoneczka i (jego) ciepełka. Sandałki czas pakować. Zaczynam jak głupio do dzieci zdrobnieniami. Dziecinnieję czy jeszcze nie dorosłam?

Wyszłam na miasto, maszerowali protestujący związkowcy akurat, grzecznie, równiutko, porządnie, hałasując umiarkowanie, pozdrawiając mieszkańców Warszawy. Dziwne uczucie, wielka siła ludu pracującego, można by pomiarów dokonać, wskaźniki osiągnęłyby ogromną wartość. Prawie żywioł. Może i bez prawie. Tramwaje nie jeździły tylko przez chwilę. Reakcje na wędrówkę gromadną czasem negatywne, czasem agresywne. Czemu? Czasem trzeba wyjść na ulicę, jeśli nie można inaczej. Teraz można wychodzić z protestem na ulicę, taki rodzaj wolności.

Rosja mówi ustami Putina o Ukrainie jak o swojej, nieprawdopodobne ale prawdziwe. Putin znalazł proste rozwiązanie sytuacji z bronią chemiczną w Syrii, ale to nie on dostał pokojową Nagrodę Nobla. Czernie i biele mieszają się nie tworząc odcieni szarości, color blindness szerzy się na potęgę. Lekarstwa jeszcze nie wynaleziono.

Nowojorski uso pen skończony i dobrze, bo kiedy jechała karetka słyszałam Azarenkę. Waleczny Stanislas mieszany czesko-niemiecko-szwajcarski Wawrinka pięknie wojował i aż szkoda, że tylko do półfinału. Ale i finał zajmujący, jako człowiek kobieta stanowczo wolę męski. Nadal, Rafael Nadal, przeszedł samego siebie wygrywając osiem z dziewięciu ostatnich gemów. I operatorzy dostają ode mnie Oscara za ujęcia kortów.

San Marino, number FIFA 207 zmieniło bilans bramkowy z 0-38 na 1-43, za naszych kopaczy, nie chwaląc się, przyczyną. Anglicy wzięli i zremisowali z Ukrainą, jakoś chyba na przekór, na złość. Trzeba będzie jeszcze pobiegać w październiku, jeszcze nie o pietruszkę. "Futbol jest okrutny" - taka książka powstała, mam nadzieję kiedyś upolować, przeczytać. Oprócz eseju Orwella nie czytałam jeszcze żadnej piłkarskiej książki, a ciągnie mnie w te rejony. Jak ludziom może wystarczyć jedno życie. Chyba wyjdę na ulice protestować. Chcę więcej, na początek kilkanaście. Żeby wszystko zdążyć.

piątek, 3 maja 2013

"Mam sześć lat" - powiedział mój blog


Latka lecą, mój blog się starzeje (a ja wraz z nim). Trzeciego maja 2007 roku zaczęłam pisać i ciągnę ten wózek uparcie.

Sześć lat temu mój kolega Pendragon wyjechał do Irlandii i zaczął opisywać blaski i cienie emigranta na blogu. Tak sobie poczytałam i pozazdrościłam i też sobie bloga założyłam, ojcze chrzestny Pendragonie. Skoro nie mogłam zostać emigrantką ;)

Miałam zamiar skrobnąć jakąś notkę okolicznościową, ale pogoda wespół z porażką dokumentną "mojego" Śląska we wczorajszym PP wytrąciły mnie z doskonałego jeszcze przed meczem nastroju, łamie mnie we wszystkich kościach, chyba po prostu pójdę spać uprzednio poczytawszy, a czyje tomiszcze, dowiecie się wkrótce, oczywiście.

Chyba nie lubię rocznic. Wolę świętowanie/czczenie/pamiętanie rozłożone równomiernie.  Rok ma 365/6 dni. Ale czasem napomknąć nie zawadzi.





Kazimierz Wojniakowski
Widok Sejmu w czasie uchwalania Konstytucji 3 maja
1806, Muzeum Narodowe w Warszawie.


poniedziałek, 29 kwietnia 2013

skojarzenie



Wpis dla ludzi o mocnych nerwach. Wrażliwych uprasza się o kliknięcie w post następny albo poprzedni. Czytanie na własne ryzyko.

Czytałam jakieś dziesięć lat temu dwie książki o Azji. Tamerlan i jego czasy Mariana Małowista oraz Dzieje i kultura ludów Azji Centralnej Babodżana Gafurowa.

Oglądając i czytając o niedawnych wydarzeniach w Bostonie i okolicach przypomniał mi się Timur czyli Tamerlan, ten azjatycki czternastowieczny okrutnik. Był analfabetą, ale kazał spisywać o sobie szczegółowe kroniki. Na Chiny nie napadł tylko dlatego, że nie zdążył.

Kazał ścinać swoim żołnierzom głowy cywilów i wznosić z nich piramidy. Tysiącami. I nie mówimy o kilku tysiącach. W 1387 roku było to 70 tysięcy. W 1401 roku ściął 90 tysięcy głów kobiet, dzieci i niewolników. Inną jego praktyką było puszczanie zaprzęgów po dzieciach lub budowanie ścian przez zasypywanie żywych ludzi tłuczoną cegłą i zalewanie wapnem.

Na tym przerwałam czytanie o Timurze, nie byłam w stanie dłużej zapoznawać się z historią Azji wieków średnich.

Takie właśnie mam skojarzenia z imieniem Tamerlan.


środa, 1 sierpnia 2012

1 sierpnia


I znowu TA rocznica. Siedzę przy komputerze zamiast machać na pożegnanie na lotnisku. O tej bladej porze. Nie każdy jest rannym ptaszkiem, izwinitie pażałsta. Chciałam posłuchać fragmentu "Zakazanych piosenek", ale mnie zablokowało i nie mogę, nie dziś.


Rok temu o 17.00 byłam w banku. Młoda "dzidzia" przy moim okienku zdziwiła się i pytała, co to za syreny, co się dzieje. Uświadomiłam, że to przecież właśnie Godzina W. "Aaa".

sobota, 25 lutego 2012

polskie drogi




Obejrzałam niedawno, przypadkowo, odcinek serialu "Polskie drogi" i spłakałam się jak bóbr. Jacy ci przedwojenni ludzie byli ufni, jacy naiwni, jak dzieci, wierzyli, mieli nadzieję na przestrzeganie zasad postępowania międzyludzkiego. Nawet profesorowie uniwersytetu wierzyli, że Niemcy pozwolą nauczać... A dzień później dołożyłam sobie, również w sposób niezamierzony, końcówkę filmu "Jutro idziemy do kina". Trzęsie mnie i telepie, choć minęło ponad siedemdziesiąt lat. Bo ja, tu i teraz, całe życie ponoszę konsekwencje. I mój syn ponosi. A ludzie nie uczą się na błędach, ani w wymiarze jednostkowym ani na poziomie narodów, społeczeństw, krajów. 


czwartek, 17 września 2009

70 lat minęło - Orzeł ucieka z Estonii


No, i czy ktoś o tym jeszcze dziś pamięta oprócz nielicznej garstki ludzi?

Kto nie wie, o co kaman, polecam obejrzenie filmu Leonarda Buczkowskiego z 1958 roku pod tytułem "Orzeł" lub poczytanie sobie w sieci. Albo powieść historyczną Michaela Guntona "Orzeł. Tajemnice okrętu podwodnego". Cała sprawa to jedno z ciekawszych wydarzeń w historii Polski, moim skromnym zdaniem.

Po co o tej ucieczce pamiętać? Ano, bo była mistrzostwem świata i dokonaniem niemożliwego, wraz ze wszystkim co działo się z Orłem po ucieczce.
Nie chcę wiedzieć, kto zabił Kennedy'ego, kiedy będzie koniec świata, gdzie ukryto bursztynowa komnatę.

Ale bardzo bardzo chciałabym wiedzieć, jak na prawdę wyglądało zatopienie okrętu podwodnego ORP Orzeł...

Chwała załodze za ucieczkę, chwała i podziw za wszystko, czego dokonali potem, aż do końca. Należy im się szacunek i wieczna pamięć.