.

De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 sierpnia 2019

schyłek lata


Obejrzałam jakiś czas temu "Piranie" skutkiem czego film rozsiadł się we mnie i spokoju nie daje. Aż książkę na podstawie której popełniono tę wspaniałą dla mnie produkcję, zdecydowałam się pozyskać. Musiałam pojechać po nią dziś, a czasu jakoś mało. Więc na rower i śmig, jako że sieciówka nieaktywna (karta miejska na środki transportu publicznego), aktywuję jutro. Cyklistka nawrócona po kilkunastu latach przerwy. Samochodami już jeździłam, następnym etapem skuter, jak w Neapolu?

Latka lecą. Trzeba jakoś racjonalnie dobę zagospodarować, choć w minimalnym stopniu. Ruch. Rower, siłownia, basen, praca fizyczna jakaś, choćby wyrzucanie śmieci (tak z dziesięć razy dziennie bez windy), ogarnięcie chałupki. Podlanie kwiatków i zrobienie herbaty się nie liczy.

Przez ostatni rok przeczytałam 12 scenariuszy filmowych. I jedno opowiadanie Hena. No to teraz nadrabiam czytając szóstą książkę pod rząd. Teraz czyli w sierpniu. I znowu oglądam sporo filmów, ale to jeszcze i tak nie tyle ile bym chciała.

Przerwa długa? No to co? Teraz będzie częściej. Facet nie sprzyja pisaniu, ale o tym innym razem, albo i nie. Pa, czółko, mam do dooglądania film, do doczytania książkę, a jutrzejsze wstawanie bladym świtem, poniekąd z konieczności.

niedziela, 24 lutego 2019


Nadejszła wiekopomna chwila. Pan Wojtek Smarzowski robi nowy FILM! FABUŁĘ. Zdjęcia będą realizowane w lipcu-sierpniu-wrześniu w okolicach Ciechocinka, okolicach Warszawy oraz na Łotwie. W piątek i sobotę w hotelu TeoDorka w Ciechocinku odbył się pierwszy duży casting, wybierano statystów i epizodystów. Przybyły prawdziwe tłumy : )


W najbliższej przyszłości ma powstać także serial o Słowianach.
Trzymam kciuki i nie mogę się doczekać.

Olli Mäki, 2016 / Bokser i śmierć, 1962



Dziwnym trafem, niezamierzenie, dwie ostatnie fabuły jakie oglądałam, traktowały o pięściarzach. Pierwsza, kilka dni temu, to "Bokser i śmierć" z 1962 roku. Historia na faktach powstała w oparciu o opowiadanie Józefa Hena o tym samym tytule. Polecam, perełka nieodkryta, momentami jak film Kurosawy. Główny bohater niesamowity, jaka TWARZ!
Dwa dni później wybrałam się na film fiński, w ramach Skandynawskiej Akademii Filmowej. Niespodziewanie też o bokserze, również świetnie zrealizowany (choć nieporównywalnie, jednak różnica ponad pół wieku w "dacie urodzenia"), takoż główny bohater fascynujący, z silną osobowością, choć różną siłą rażenia (dosłownie i w przenośni).
Wniosek po obu filmach jednakowy: Nie chcesz być głodny? Zabierz się za boksowanie. Z pewnością zostaniesz nakarmiony. No, chyba że trener przeniesie do lżejszej kategorii wagowej : /
"Olli Mäki" jest czarno-biały specjalnie. Udanie przenosi w czasy minione, jeszcze przed urodzeniem znacznej większości z nas. Inspiruje. Subtelny, specyficzny fiński humor doceni chyba tylko wielbiciel wszystkiego co fińskie, jak ja. No i ten język jedyny w swoim rodzaju. Włączam YLE piste fi

"Bokser i śmierć" (Boxer a smrť)
Czechosłowacja 1962
R: Peter Solan
S: Tibor Vichta, Józef Hen, Peter Solan
Na podstawie opowiadania Józefa Hena "Bokser i śmierć"


"Olli Mäki" (Hymyilevä mies)
Finlandia, Niemcy, Szwecja 2016
R: Juho Kuosmanen
S: Juho Kuosmanen, Mikko Myllylahti

środa, 28 marca 2018

"Piękna i bestie" (Aala Kaf Ifrit), 2017


Film o problemie jaki niektórzy faceci mają z pięknymi kobietami w seksownych sukienkach. Piękno karane. Prawda nieistotna. Metoda manipulacji i zastraszania, wprowadzania w błąd. Bestie żerują. Kraj: Tunezja. Dokładnie Tunis. Dyskoteka studencka, zdarzenie traumatyczne i upokarzające. A przecież Mariam chciała sobie tylko potańczyć i pospacerować z podobającym się jej facetem.

- Kobieto, okryj się chustą i idź do domu spać - takie mniej więcej uzyskuje Mariam odpowiedzi od wszystkich poproszonych o pomoc.

Koleżanka z fotela obok wyszła z kina wściekła, metoda dotarcia głębokiego do widza (widzki) zadziałała. Ja spędziłam 100 minut w sporym napięciu, ale produkcji nie udało się dobrać porządnie do mojego systemu nerwowego.



"Piękna i bestie"
Aala Kaf Ifrit
Francja, Norwegia, Szwajcaria, Szwecja, Tunezja, Liban, Katar 2017
R: Khaled Walid Barsaoui, Kaouther Ben Hania
S: Kaouther Ben Hania

poniedziałek, 4 grudnia 2017

ARTE Kino Festival - ONLINE!




1-17 grudnia 2017. Online.


Bright Nights (Helle Nächte) – Thomas Arslan (2017, Niemcy) - 8/10. Piękności mastershot w 4,5 min., yeah! Treść: ojciec i syn w północnych górach, trochę slow, trochę kino drogi. Lubię!

Godless (Bezbog) – Ralitza Petrova (2016, Bułgaria/Francja) - 6/10. Jest czego posłuchać (Konstantin Shvedov, Liturgy 5), sporo znakomitych kadrów. Ale przeważa szaroburość


The Giant (Jätten) – Johannes Nyholm (2016, Szwecja/Dania) - 8/10. CUDO! Rikard na trójkołowym rowerku zasuwa przez most i nagle obok niego pojawia się mewa w locie. Komediowa scena roku.


Scarred Hearts (Inimi Cicatrizate) – Radu Jude (2016, Rumunia/Niemcy) - 6/10. Obraz wysmakowany, piękna muzyka. Zagipsowany syn gaśnie w sanatorium na gruźlicę kości a matka martwi się że nie jada koszernie.


Sunbeat – Clara and Laura Laperrousaz (2017, Francja) - 6/10

Living and other fictions (Vivir y otras ficciones) – Jo Sol (2016, Hiszpania) - 4/10. Produkcja o
 niepełnosprawności i innych problemach, ale głównie o radzeniu sobie z życiem, w tle flamenco.


Wszystkie filmy widziałam w oryginale, z angielskimi napisami. Oczywiście oceny dodałam po obejrzeniu w terminie późniejszym metodą edycji ;)

NY Portuguese Short Film Festival





Program:

Ładunek (14 min.), reż. Luís Campos
Snycerz bądź Najpiękniejszy Warsztat Świata (10 min.), reż. João Vasco
Instalacja Strachu (14 min.), reż. Ricardo Leite
Ty (11 min.), reż. Hugo Pinto
Była sobie nitka (5 min. film gościnny), reż. Patrícia Figueiredo

Pokój w Lizbonie (15 min.), reż. Francisco Carvalho
Alvanéu (7 min.), reż. André C. Santos
Manuel (7 min.), reż. Bruno Carnide
Niesamowity Zwyczajny Mężczyzna (4 min.), reż. Paulo Portugal
Ribbon Tooth (5 min.), reż. Sara Gouveia
Długi dzień (16 min. film gościnny), reż. Sérgio Graciano

Wstęp – 10 zł

niedziela, 19 listopada 2017

75 rocznica zastrzelenia Brunona S.



75 lat temu, w tzw. "czarny czwartek", zastrzelono Brunona Schulza. Dziś w 100 kinach na świecie pokazany został dokument "Bilder finden" - "Odnaleźć obrazy" Benjamina Geisslera. Warszawski pokaz odbył się w kinie Elektronik. Kto nie zna historii, warto poczytać o odkrytych w Drohobyczu freskach w willi zamieszkanej w czasie wojny przez Landaua i o akcji wywiezienia ich do Izraela.


                                                                     


sobota, 4 listopada 2017

3. WKFF 2017



Wkrótce 3. Warszawski Festiwal Filmów Koreańskich. Byłam w zeszłym roku i dwa lata temu. Warto! Szczegółowe info TUTAJ.

Festiwalowe tytuły:

Miłość i kłamstwa/Love, Lies / Hae-eohwa, reż. Park Heung-sik, 2016
Spotkanie/The Appointment/Man-nam, reż. Kim Hee-jung, 2000
Ścieżki na śniegu/SnowPaths/Seol-haeng_Nun-gil-eulgeot-da, reż. Kim Hee-jung, 2015
Samotnie na plaży pod wieczór/On the Beach at Night Alone/Bam-uihae-byeon-e-seo hon-ja, reż. Hong Sang-soo, 2017
Kiedyś/Once…Someday/Eon-jen-ga, reż. Kim Hee-jung, 2001
Cudownelata/The Wonder Years/Yeol-se-sal, Soo-ah reż. Kim Hee-jung, 2007
Pierwszeokrążenie/The First Lap/Cho-haeng, reż. Kim Dae-hwan, 2017
Prawda jest inna/The Truth Beneath/Bi-mil-euneop-da, reż. Lee Kyoug-mi, 2016
Miłość i kłamstwa/ Love, Lies/Hae-eohwa, reż. Park Heung-sik, 2016
Pani Zło/The Villainess/Aknyeo, reż. Jung Byung-gil, 2017
Pokojówka/The Housemaid/Hanyeo, reż. Kim Ki-young, 1960
Całynaszświat/The World of Us /U-ri-deul, reż. Yoon Ga-eun, 2016
Tunel/Tunnel/Teo-neol, reż. Kim Sung-hoon, 2016

piątek, 17 marca 2017

z dziejów pary



Obejrzałam film ze Zbigniewem Cybulskim z 1963 roku. Ich dzień powszedni. Kilkukrotnie nie wskakuje w nim do pociągu. Piękne kobiety mu partnerują, Aleksandra Śląska, Pola Raksa, Barbara Krafftówna, Barbara Brylska. Wniosek z filmu jakoś taki: jedna zdrada to nie zdrada, a on i ona zawszę będą w jakimś stopniu skonfliktowani.

Wcześniej obejrzałam krótkometrażówkę nominowaną do Oskara w 2013 roku, także o organicznej niemożności porozumienia się jego i jej i o próbie pokonania tego powszechnie obowiązującego prawa ziemskiego. Oba przypadkowo niezamierzenie po kolei się ustawiły do obejrzenia, a są jakby swoją kontynuacją. Poniekąd. Head Over Heels (Po uszy). Bardzo gorąco polecam!



niedziela, 22 stycznia 2017

jaszczurka za telewizorem


Dowiedziałam się dziś, że 7 listopada jest dniem uznawanym za rocznicę urodzin Platona. Ale reszta z Zupełnie Innej Beczki.

Przed świętami telefon: "Becia, lecimy, jeszcze nie wiem dokąd". Paszport nówka czeka, spoko, lecimy. Kilka dni przed Sylwestrem dowiedziałam się, że Mauritius. Ciut po Nowym Roku lecimy. Lotnisko, 6 rano, czas start, 11 godzin non stop. Wsiadłam do samolotu przez rękaw, na środkowy fotel, zapięłam pasy i usnęłam jak zabita. Nie pamiętam startu. Po przecknięciu obejrzałam na telewizorku wmontowanym w fotel przede mną "Słabą płeć" i "Moje córki krowy". Oba słabe, krowy kiepskie. Na Mauritiusie +3 godziny. Lądujemy chwilę po zachodzie słońca. Ciemności mauritiuskie. Lotnisko na południu wyspy, przesiadamy się w autokar i jedziemy 1,5 godziny do hotelu na północy, za stolicę Port Louis, do Trou aux Biches, w ciemnościach. Są jakieś latarnie gdzieniegdzie, ale słabo świecą. Docieramy do hotelu, trzy gwiazdki, kuchnia zamknięta, do pokoju wstawiają nam zafoliowane na talerzu "danie". Mięsko, jajko, zeschły ser, łyżeczka surówki, buteleczka wody. Obrzydliwe, ale głodny zje co dadzą, oprócz mięska, wsuwam obie porcje bo O. odrzuciło bardziej niż mnie. A w samolocie tylko herbata i kanapka. Pokój jakiś taki spartański, piwniczny chłód od klimatyzatora. Balkon i widok na palmy, za nimi rogalik księżyca. Powalające. Duszno, parno, wilgotność 70%. Temperatura nocna nie spada poniżej 23 stopni, w dzień ma być ponad 30. Telewizor z kilkoma kanałami lokalnymi, wiadomościami Euro i World. Przez ścianę przebiegła jaszczurka, malutka, utknęła za telewizorem. Owinięta w prześcieradło usnęłam na gigantycznym łożu z zaciekawieniem oczekując mauritiuskiego dnia.

sobota, 6 sierpnia 2016

filmowo i muzycznie, biegiem


Znowu filmy seryjnie seriami oglądam. Polskie stare, amerykańskie stare, z orkiestrami i big-bandami, z muzyką klasyczną, komedie, horrory, na faktach.

Walc Mefisto (The Mephisto Waltz), amerykański horror z 1971 roku, moim zdaniem, znakomity.
Mefisto Walc, polska fabuła telewizyjna z 1989 roku.
Paweł i Gaweł, polski z Bodo, 1938 roku.
Piętro wyżej, polski z Bodo, 1937 roku.
Serenada w Dolinie Słońca (Sun Valley Serenade), amerykański z 1941 z orkiestrą Glenna Millera.
Orchestra Wives , amerykański z 1942 z orkiestrą Glenna Millera.
Więzienny eksperyment  (The Stanford Prison Experiment), amerykańska fabuła z 2015 roku.
Cicha furia: Stanfordzki eksperyment więzienny (Quiet Rage: The Stanford Prison Experiment), dokument z 1991 roku.

Najchętniej podzieliłabym się, jak w Sabinkach u Marcela Ayme, i jedną z siebie oddelegowała do permanentnego oglądania. Drugą oddelegowałabym do permanentnego słuchania, albo nawet ze dwie albo i trzy, bo słucham kilku gatunków równocześnie. Zmieniam płyty w odtwarzaczu, a to Glenn Miller, a to Liszt, a to Daniil Trifonov, a to Denis Kożuchin (Kozhukhin). Są transmisje live z koncertów, na YT, w radiowej Dwójce. Dziś o 2.00 w nocy Daniil Trifonov z Lenox, Massachusetts, USA. Za niecałą godzinę Szymon Nehring z festiwalu w Dusznikach. W środę 10 sierpnia Denis Kożuchin z festiwalu w Dusznikach, live w Dwójce.

Na wiosnę sadziłam drzewka. Inicjatywa obywatelska. Odwiedzam je czasem, jabłonki rosną jak na drożdżach, łąka kwietna też ma się dobrze.

A w piłce ile się dzieje i w ogóle Olimpiada Letnia się zaczęła, całkiem przyjemna dla oka ceremonia otwarcia dziś w nocy, momentami zachwycająca!

niedziela, 24 lipca 2016

"Palo Alto"






Jest coś takiego w tym filmie, że pod upływie dwóch lat wezwał mnie do ponownego obejrzenia. Uległam i ponownie rozpłynęłam się w jego nicniedzianiu się. Jest to coś, jest TEN klimat. Tytuł kojarzący się z nazwę obrazu: Bil Gates i Steve Jobs dyskutują o przyszłości informatyki (podtytuł: Konwersacja w Palo Alto) z książki  Houellebecqa "Mapa i terytorium". Psopodobna istota wielkości myszy o oczach jak młyńskie koła, w kubraczku. Stary Kilmer, w pigułce ale to mała wielka rola. I młodzież. Teddy, młody Kilmer o imieniu Jack. Okrągła dziecięca buzia, trochę jak Julian Assange, praca w bibliotece dziecięcej. Chłopak idealnie umoszczony pomiędzy regałami z bajkami. Już go uwielbiam, po jednej roli. Amber, młoda Roberts, siostrzenica tej słynnej. Nawet marszczenie noska przyswoiłam, takie królicze trochę. Gdzieś w tle córka Andie MacDowell. Całość reżyserowała Gia Coppola, wnuczka TEGO FF. Akcja się wlecze, dynamika na wstecznym, pozorna pustka. A w niej gęsto od podtekstów i niedomówień. Zło dzieje się niemal bezszelestnie, pełza po zakamarkach filmu a jego skala pozostawiona wyobraźni odbiorcy. Skontrastowana niemal karykaturalnie powierzchowna poprawność świata dorosłych. Wyolbrzymiane są drobne nieistotne przewinienia, rzeczywiste problemy najcięższego kalibru pozostają niezauważone. Witaj, młodzieży, w absurdalnym świecie dorosłych...

Palo Alto
USA, 2013
Reżyseria: Gia Coppola
Scenariusz: Gia Coppola
Na podstawie opowiadań Jamesa Franco


czwartek, 9 czerwca 2016

siedem dni z katarem


Jest, co jest.
Jest, jak jest.
Tak sobie siedzę i myślę.
Każdy żyje tak, jak chce żyć.
Każdy ma to, co chce mieć.

Oglądałam wczoraj film Wieczny student z Ryanem Reynoldsem przekonana, że to ten aktor z hiszpańskiego Trzy metry nad niebem, Mario Casas. W filmie na imprezie drinkowano Jägermeistery. W Berlinie na festiwalu częstowano nas tym specjałem przy wejściu na powitanie, mniam. W Berlinie piliśmy piwo w parku, nie ma zakazu, zaskoczenie. Nie piję piwa, w ogóle jestem ledwo co alkoholowa, ale wśród rozmaitości teraźniejszej nawet ja mogę znaleźć coś co mi smakuje. Nareszcie. Różnorodność dobra. No i w końcu nic co ludzkie nie jest mi obce. Siedzę w dwóch różnych, choć podobnych, skarpetkach, w porannym zamroczeniu sięgałam, świtem bladym wyglądały identycznie. Śniadanie wyjadam prosto z garnuszka, zimne, wczoraj ugotowane. Oglądam Diabły, diabły Doroty Kędzierzawskiej, zachwycona!

środa, 8 czerwca 2016

End & Ends czyli zbieraninka


Po Teneryfie została ino opalenizna i wspomnienia. Czarny piasek! Następnym razem zabiorę trochę ze sobą na pamiątkę. Trochę? Usypię sobie warstwę na podłodze w salonie, kilkucentymetrową, nawet pod fortepianem. A, tak, nie mam fortepianu, salonu też nie. No i transport tony piasku z Teneryfy byłby za drogi.

Zapamiętałam z filmu Love & Mercy scenę, kiedy Paul Dano jako Brian Wilson siedzi przy fortepianie a u bosych stóp pełno piasku. Ale skoro to film o Beach Boys...

Co by tu napisać, tyle się dzieje. Prędkości kosmiczne. Woda się gotuje. Czerwona herbata z sokiem jabłkowym. Przepyszna. Teraz obok mnie pół litra :) Pralka świeci: End. Wieszam pranie. Kicham, przeziębiona, dlatego w domu. Rozpoczęłam sezon truskawkowy pochłonięciem dwóch kilogramów truskawek, na raty. Jutro kontynuacja, dziś przez katar nie chciało mi się wyjść nawet po truskawki. W kolejce do czytania Dziewczyna z pociągu. Dziś na CBS Europa o 21.00 druga część sfilmowanego Williama Goldinga, To the Ends of the Earth. Pisałam o nim dwa lata temu, wtedy też czytałam. Perełka.

Jakiś czas temu zgłosiłam inicjatywę obywatelską. Po masakrycznym okrojeniu skierowano ją do realizacji! Trochę biurokracji i sadziliśmy późną wiosną drzewa owocowe i łąkę kwietną. Teraz mam w środku miasta coś na kształt "prywatnego" sadu. Jabłonie rosną dzięki mojemu pomysłowi i fartowi przy realizacji. Nieformalny spadek po moim ojcu, zapalonym sadowniku, "genu nie wydłubiesz" :)

W Berlinie byłam niedawno, między innymi na festiwalu  Berlin Music Video Awards. Mieliśmy darmowy wstęp na pierwsze trzy dni. Wspaniała atmosfera, rewelacyjna muzyka, kolejne ciekawe przeżycia i wspomnienia. Zachwyt miastem, dzielnicą Kreuzberg, komunikacją, szerokością. Tylko trzy dni, dwa noclegi, ale wypad intensywny.

W Empiku byłam, w Jankach pod W-wą. Rzuciłam okiem na muzykę. TOP, miejsce trzecie: Gang Albanii. O czasy, o obyczaje. Zostałam niedawno zapoznana z twórczością Popka, znam, słuchałam, zjawisko ciekawe, ale nie miałam pojęcia, że AŻ TAK. W czołówce także O.S.T.R., nie przepadam. Dalej, ale jeszcze w dwudziestce, Łona i Webber z płytą Nawiasem mówiąc. Lubię Błąd. Kawałek o czytelnictwie ;) Słuchanie hip hopu nie przeszkadza mi w słuchaniu Chopina, nic a nic. Biegam do Łazienek w niedziele na koncerty chopinowskie pod pomnik kiedy tylko mogę. Przedostatnio pobiegłam aż dwa razy, koncerty są o 12.00 i o 16.00. Ostatnio nie mogłam, SYN PRZYJECHAŁ. Od września w kontakcie na odległość. Łzy pociekły, owszem. Urósł, jakiś szerszy się zrobił, normalnie dorosły facet... A ja nadal młoda :)

Jeszcze o monodramie, bo świetny widziałam, autorstwa Joanny Pawluśkiewicz w reżyserii Agaty Puszcz. Co modna pani wiedzieć powinna w wykonaniu Katarzyny Kołeczek. Mistrzostwo świata, spłakałam się ze śmiechu. "Ja w ogóle teraz nie mogę zaczynać o tym myśleć, bo wtedy mi się dzieje tak jakbym myślała o kosmosie.."

I teatr jeszcze polecam, wspaniale wyreżyserowany przez Agnieszkę Glińską Pieniądze i przyjaciele, z 2005 roku. Obejrzałam w poniedziałek i trwam w zachwycie!

Widziałam ostatnio masę filmów i klipów, wydeptałam własne ścieżki nad Wisłą, głównie w celu dotlenienia i utrwalenia słońca na skórze, rozwiązałam milion Jolek i Sudoku. I cieszę się, że mnie katar dopadł, bo nareszcie znalazłam chwilę by tu zajrzeć!

wtorek, 22 marca 2016

w.brrr.i.brr.o.brrr.s.brr.n.brr.a?!.a.a.a.psik!!


Udało mi się. Zarazić. I ja też, a co, pozazdrościłam. Kaszelek. Dopadł. Zaledwie. Reszta spoko, na szczęście. Obejrzę kilka filmów więcej niż zazwyczaj. Opatulona na filmowej leżance patrzę i wchłaniam obraz za obrazem. W przerwach wynurzam się po coś do picia, jedzenia, do kuchni albo sklepu, albo i po fundusze jakoweś, by było za co jeść i pić. Byle do świąt, bo po świętach... Spokojnie, wszystko we właściwym czasie. A filmy ostatnio setkami. Oprócz fabuł krótkie metraże, ale i tak potrafię oglądać z powtórkami sporych fragmentów, czasem wielokrotnie powtarzam jakiś niesamowity urywek. Obudził się z drzemki filmomaniak w xbw. Ale z kolei usnął czytelnik. Gorąca herbata z sokiem jabłkowym, jabłko, kiwi i cytryna, żelazny repertuar. I odwieczne pytanie, iść do apteki czy obędzie się bez? Jutro ulegnę zapewne i podrepcę do farmaceutki najbliższej. A póki co, zanurzam się w OBRAZ. Jaki tym razem? Nie powiem, nie napiszę. Ale inicjały PPP.

Umilająco: obrazki z Wiosennych przygód krasnala Hałabały, filmik z 1959 roku do obejrzenia w Ninatece.