.

De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisaninka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisaninka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 listopada 2016

długo długo nic


Cisza na blogu, życie intensywne. Może to i dobrze, że aż tak dobrze, że nie ma kiedy pisać. Wróć, jest kiedy pisać i pisane jest, ale na papierze. Oglądane jest, czytane mniej ale też jest, choć chaotycznie, a preferuję systematycznie. Słuchane jest. Poezji dużo, życie stało się poezją w czystej, najczystszej postaci. Chaos. W chaosie lepsze funkcjonowanie czasem. Człowiek wstaje rano i cisza, spokój, nic nie dzieje się, porządek, tempa brak. I kłuje ten biały, pastelowy, nowonarodzony spokój. I człowiek zaczyna konstruować chaos, włącza media, słucha, nasłuchuje, kłopocze się tym co usłyszał, popija używki, by emocje silniej bombardowały, dorzuca emocji muzycznych, filmowych, międzyludzkich, dzwoni, telefonuje, internetuje, fejsbukuje, twiteruje. Stara się, dwoi i troi by chaos pomnożyć. By móc w spokojności, z jakąś podkładką pod treść, biadolić, jak to nie ogarnia, jak nie ma czasu, jak ten czas gna pędzi ucieka. Jak ten przemijający czas łapie i złapać nie może. Jak kot na pustyni nieogarniający tej kuwety. Słuchaj bez rozproszenia.

czwartek, 9 czerwca 2016

siedem dni z katarem


Jest, co jest.
Jest, jak jest.
Tak sobie siedzę i myślę.
Każdy żyje tak, jak chce żyć.
Każdy ma to, co chce mieć.

Oglądałam wczoraj film Wieczny student z Ryanem Reynoldsem przekonana, że to ten aktor z hiszpańskiego Trzy metry nad niebem, Mario Casas. W filmie na imprezie drinkowano Jägermeistery. W Berlinie na festiwalu częstowano nas tym specjałem przy wejściu na powitanie, mniam. W Berlinie piliśmy piwo w parku, nie ma zakazu, zaskoczenie. Nie piję piwa, w ogóle jestem ledwo co alkoholowa, ale wśród rozmaitości teraźniejszej nawet ja mogę znaleźć coś co mi smakuje. Nareszcie. Różnorodność dobra. No i w końcu nic co ludzkie nie jest mi obce. Siedzę w dwóch różnych, choć podobnych, skarpetkach, w porannym zamroczeniu sięgałam, świtem bladym wyglądały identycznie. Śniadanie wyjadam prosto z garnuszka, zimne, wczoraj ugotowane. Oglądam Diabły, diabły Doroty Kędzierzawskiej, zachwycona!

czwartek, 25 lutego 2016

komplik


Nie mierz innych swoją miarą. Ale i nie mierz siebie miarą innych...

Pojazdem marki życie nie dojedziesz szczęśliwie do końca trasy bez wspomagania.

Kto wymyślił białe króliki i tym samym tak pogmatwał i pokomplikował mi życie ;)

Tego słucham:


czwartek, 1 maja 2008

i kto to teraz będzie czytał...


Wszyscy, no prawie wszyscy, piszą. A ja się zastanawiam, kto to wszytko przeczyta...

Nie wiedzieć czemu, czasem tu ktoś zagląda, ponad 7 tysiączków odwiedzin stuknęło, więc wnioskuję z tego, że czasem ktoś "przerzuci okiem", to co napisałam, a przynajmniej ogląda załączone obrazki :) Nikt ostatnio nie komentuje, więc trochę się czuję jakbym gadała do obrazu, choć czasem komentarze są kierowane bezpośrednio do Autorki z pominięciem bloga.

No, to by AUTOROM nie było smutno, kontynuuję czyta
nie (w moim wypadku to stosunek wielokrotnie przerywany). I choć niektórzy piszący już nie żyją, to mam nadzieję, że TAM W GÓRZE :) nadzwyczaj im przyjemnie z powodu czytania ich tu na ziemskim padole.

Jeśli co ciekawego wyczytam (taką mam nadzieję), z całą pewnością się z Wami podzielę.

Moje tendencje czytelnicze są obecnie dwojakie, mianowicie czytam to co oglądam (sfilmowane powieści) i  to co polskiego na moich półkach stoi, a jak się da, to łączę. Ostatnio coraz częściej  działam pod hasłem Teraz Polska :) Średnio mam tak co 2-3 lata.

Wkrótce także, taka raczej dłuższa, relacja z mojego coraz bardziej namiętnego oglądactwa filmowego,  blisko setkę filmów bowiem znów od ostatniego wpisu filmowego zobaczyłam...

A póki co:  Niech się święci 3 Maja :)

Miłej Majówki!



 

niedziela, 6 kwietnia 2008

rozważania na przełomie


Na przełomie czego, dni, tygodni, weekendu i dnia pracy, pór roku, etapów życia?

Czy wygrana w Milionerach jest bardziej prawdopodobna od wygrania w Lotto? To zależy, ile wysiłku i starania  jest się w stanie włożyć w potencjalne zdobycie "manny z niebios". Teoretycznie łatwiej jest gdzieś po drodze zajść do mnożących się na potęgę punktów z automatami i za niemal symboliczne 2 złocisze nabyć nadzieję. Żeby zasiąść na krzesełku obok Huberta i, popijając herbatkę z żółtego kubka, zastartować w odpowiadaniu na kasą ociekające pytania, potrzeba stosunkowo sporo zachodu, jakieś zgłoszenia, eliminacje, regulaminy, pojechać do Krakowa, zorganizować telefonicznych odpowiadaczy, a i tak można odpaść po pierwszym pytaniu i być w plecy znacznie więcej, niż 2 złote.

Jak wielu byłoby milionerów, gdyby tak można było odpowiadać na pytania Huberta (może nawet bez samego Huberta) w zaciszu domowym lub innym relaksującym miejscu, bez potrzeby zachodu i ruszania tyłka do Krakowa, bez publiczności, kamer, stresu... Ot tak, po prostu. Jak w grze komputerowej.

Kiedyś przeprowadzano takim "domowym" sposobem testy na inteligencję. Zastanawiam się, jak bardzo różniłyby się wyniki internautów, gdyby testy były przeprowadzane tradycyjną metodą, stadnie i gromadnie, z pisakiem w dłoni i osobą stojącą "dyskretnie" w pobliżu, niemal jak na maturze czy co najmniej klasówce.

Jakimi motywami kierowała się dziewczyna, która miała właściwie milionową wygraną w kieszeni i, tak naprawdę, pozbawiła się dość niefrasobliwie i młodzieńczo - idealistycznie, dwukrotności tego, z czym wyszła ze studia? Może tak sobie wcześniej postanowiła, może nie chciała kusić losu, może uzgodniła to z rodziną, może ... Pewnie nawet ona sama dobrze nie wie, czemu.

Przypomniał mi się człowiek, chyba też z Milionerów albo z jakiejś innej gry telewizyjnej, który zrezygnował z szansy, mimo znakomitej passy, oświadczając wprost, że tyle ile ma już wystarczy, nie chce więcej, bo za wszystko w życiu trzeba zapłacić, że istnieje swoista równowaga między tym, co dostajemy i tym co musimy oddać. W podtekście była obawa, że za takie wielkie szczęście wysokiej wygranej, może spotkać nas coś złego, choroba, nieszczęście, duża strata, tak w imię wszech panującej równowagi.

Tylko czy istnieje coś takiego jak sprawiedliwość i równowaga? Sprawiedliwość w znaczeniu: po równo dobra i zła, szczęścia i nieszczęścia, zysków i strat w żywocie jednostki.

A co w przypadku, jeśli kogoś duża kwota gotówki "nie rusza", jest dla niego obojętna, jak w przypadku bezdomnego Polaka mieszkającego gdzieś w Anglii, który po śmierci okazał się bardzo zamożny - jakie w takim przypadku będzie "dopełnienie" wzbogacenia, skoro owo wzbogacenie przez wzbogaconego nie jest postrzegane jako "wielkie dobro"?

Jakie są granice tego, co możemy chcieć, co możemy chcieć mieć, posiadać, co chcemy osiągnąć? Czy te granice powinny w ogóle istnieć?

 

poniedziałek, 27 sierpnia 2007

Sens życia wg Gwiezdnych Wojen czyli poproszę życie na próbę



Dopiero po przeżyciu życia wiemy, jakie w ciągu jego trwania popełniliśmy błędy, w jakie ślepe uliczki zabrnęliśmy, co zrobiliśmy kompletnie nie tak. Czasem (często) oceniamy, że calutkie życie było w plecy, że je po prostu zmarnowaliśmy. Wyjście? Życie na próbę. Jeśli istnieje coś takiego jak reinkarnacja, to w zasadzie jest mało przydatna, jako że poprzednich żyć w obecnym nie pamiętamy. Skoro nie można poprosić o próbne kilkanaście czy kilkadziesiąt lat życia, być może usługa taka powinna być dostępna w symulatorze życia na przykład? Interaktywny program a' la Matrix.

Bo przecież cały czas coś tam przeżywamy, losy własne, obcych, znajomych, odbieramy informacje o świecie z mediów, filmów, książek - i jakoś to wszystko spływa po nas jak po, za przeproszeniem, kaczce.... Tak, jakbyśmy nie byli w ogóle zdolni do zapamiętywania i łączenia faktów, o wyciąganiu oczywistych wniosków już nie wspominając. No, to co jest, Doktorku, z Tobą, ze mną, z nami wszystkimi? Obserwuję siebie, obserwuję innych. Strach przed nieznanym, przed niepewnym, żeby tylko gorzej nie było plus GIGANTYCZNA wręcz niewiara w siebie, w swoje możliwości, umiejętności, talenty. Uwierz w swoją moc, Luk :) Czas gigantycznych możliwości przed nami, otwarte granice, wydeptane (wyjeżdżone i wylatane) ścieżki, nie trzeba już z maczetą przez dżunglę drogi wyrąbywać, a za nami zarasta.... Gospodarka do przodu (nie wnikam jakim tempem, grunt, że póki co w zadowalającym). Możliwości nauki języków niemal nieograniczone, dostępne nawet w formie korespondencyjnej w najbardziej zabitym dechami kącie (łącznie z japońskim i nawet FIŃSKIM - odrabia się prace domowe i do kopertki, polecam :). Jest Internet, kablówka, anteny satelitarne.... Ludzie mają w sobie nieograniczony potencjał, czemu z niego nie korzystają? No właśnie, oto je pytanko. Ciężko jest samemu ruszyć z posad bryłę swojego własnego życia. Manna z nieba nie spada, w totolotka znowu nic, na żaden spadek też jakoś liczyć nie można. No to może ktoś z zewnątrz niech mnie ruszy, niech może coś się w końcu stanie. Głos wołającego na puszczy. Receptę podać? No, każdy by tak chciał :) Niemal na co dzień toczę ze sobą okrutne boje, ze swoimi lękami, obawami, ograniczeniami wrodzonymi i nabytymi, żeby jak najlepiej funkcjonować, być i żyć coraz lepiej, sama ze sobą a także dla świata, dla ludzi... I jedyne, co mogę poradzić: najpierw trzeba w ogóle chcieć, potem trzeba wiedzieć czego się chce. Potem to już wystarczy chcieć coraz bardziej, tak szczerze i uczciwie. I starać się w miarę możliwości nie przeszkadzać sobie w realizacji (tak, właśnie, NIE PRZESZKADZAĆ). W końcu sprawy zaczną się dziać:) I jeszcze jedno, ostrzeżenie. Uważaj czego pragniesz, bo możesz to otrzymać:) Rozważ zawczasu potencjalne konsekwencje spełnienia pragnień, bo nigdy nic nie jest za darmo, zawsze coś za coś. I tyle na ten temat.

czwartek, 10 maja 2007

Metamorfozy czyli z listu do S.



Skąd się bierze siłę i mądrość kiedy są potrzebne? Dlaczego nie można usiąść sobie spokojnie, pstryknąć palcami, a te uniżenie, jak kelner, zjawią się jak spod ziemi, gotowe usłużyć? 


Życie wokół mnie zmienia się z kosmiczną prędkością, pozostaje mi tylko pogodzić się, przyzwyczaić. Oswoić się. Uwierzyć. I żyć dalej jak gdyby nigdy nic, normalnie i zwyczajnie.


Dostajesz dar, wygląda pięknie, zaskakuje, cieszy. Ale nie masz pewności czy tonie jest kawał - dowcip - żart, czy to nie jest tylko piękne puste opakowanie z kolorowa wstążką. 


Metamorfoz ciąg dalszy. Długa droga przede mną. Ale to ta jedyna właściwa. Zaufałam, uwierzyłam. Wchodzę, wstępuję, idę. Pewnie, pewnym krokiem,powoli, spokojnie. 


Odpoczynek co krok lub co godzinę lub jak popadnie, kiedy będzie można, kiedy będzie trzeba, kiedy będę zmęczona. "Cichutko, pomaleńku".


Tylko dlaczego ciągle jest mi tak mocno smutno, takim smutkiem bezbrzeżnym, mimo tego permanentnego siłowego przeciągania się na świetlistą stronę życia.


Źródła siły mogą być różne, ale jedne wysychają, inne niespodziewanie wytryskują nam pod stopami, znienacka, pewniki jak kolorowe baloniki, pękają wcześniej lub później.


Ech, życie, życie, jak przez ciebie przejść nie ociekając krwią, kiedy po jednej stronie rosną róże a po drugiej kaktusy.


Skoro dziś błąkam się po jaskiniach, jarach i kotlinach zasnutych szarą lepką i niezbyt przyjemną mgłą, w półmrokach przyświecam sobie słabym płomykiem jakiegoś kaganka czy innej lampy naftowej bądź też przygasającej pochodni, to jak znam siebie, jutro czy pojutrze wszystkie ośmiotysięczniki zaliczę, zdobędę oba bieguny i może jeszcze zdołam zahaczyć o księżyc.



I tym optymistycznym akcentem kończę, a pozdrowienia ogrzewam ogniem krzesanym z krzemieni gdzieś w dalekim stepie.

Generał


Uf,

braknie mi właściwych słów

obraz myśli moich staje się coraz mniej klarowny

mgły nocy i zmęczenia osnuwają moją głowę

zaplątują się we włosy

przenikają przez skórę do wnętrza

zamazują przekaz

synapsy ziewają

adrenalina z noradrenaliną życzą sobie miłych snów

otulając się kołderkami z dendrytów

dobranoc, dobranoc, dobranoc

substancja szara zakończyła już nawet grę w szachy

z substancją białą

wynik remisowy

móżdżek nuci pod nosem kołysankę


cóż ja biedna pocznę teraz bez mojego generała


Stolarz - z listu do O.


STOLARZ !!!!!!!

Najwspanialszy zawód świata

na równi z budowniczym domów

miliony myśli

nie sposób zapisać

nie da rady

nawet choćby zacząć



można spróbować opisać stan

kiedy te myśli tak z prędkością tornada

kością ?

koścista to ja już pewnie nie będę...

ale spróbuję mniej kulista



A ta giełda tych staroci

i kolekcji

fajna była

powiało

i brzytwa i złoty faraon

olśniewający symbol

przemieszczenie i w czasie i rozrzucenie w przestrzeni

i obrazy różnych ludzi

różnistych miejsc

ale ziemskich

i jeszcze

szmer głosów

języki sprzed wieków

brzęk monet

sprzed wieków

szczęk zbroi

tętent końskich kopyt

pokrzykiwania jeźdźców

pokojowe

bo w mojej głowie

antyaborcyjnej



Twister przycicha

ale jak to amerykański dziki wolny

wicher

niepokorny i zaraz znów

raz lekuchno i gasnąco

a potem wichrzy wichrzycielsko

coraz mocniej i mocniej

i nie możesz być pewny nigdy do końca

czy przycicha by zamilknąć czy może

jednak będzie

chciał

spróbować

osiągnąć

prędkość i

rozmiary

i dzikość

i nieziemskość

wichur

i innych

zjawisk

pogodowych

na planetach w kosmosie

a

może nawet rozmiar burzy

słonecznej ?



Czy to jeszcze Edwardostedowy

"łoskot wiecznie głodnego

morza

w skroniach"?

czy już dalej popędziło ?

wyrwało się spod kontroli

i jeszcze łapiesz

a to niesforne dziwadło umyka

i udaje że

to na poważnie

że nie okiełznasz

że uciekło na zawsze wyzwolone

spod kontroli

Ale MY

z ilorazem IQ

wiemy

teatrzyk

dla dzieci

scena teatru Lalka

dla młodego widza

jeszcze nie aktora

bo potem to już każdy

w teatrze życia codziennego

a teraz to już masówka od najwcześniejszych

ledwo ledwo od ziemi lat



Być innym to zaszczyt

I NIE WOLNO (!!!!!!!)  myśleć inaczej







hamulec czyli uwolnić lekkość bytu


Co w nas hamuje postęp, rozwój, racjonalne działanie,
osiąganie sukcesów, szczęścia, dobrobytu.
Taki mocno zaciśnięty hamulec ręczny.
Tak mocno że nie jedzie.
To nasze własne wiezienie, nasze małe prywatne,
taki karcer do którego wpakowujemy się by siebie ukarać.
Boimy się, karzemy się, zaciskamy hamulce, 
przekręcamy pokrętło oporu na maksa.
To mówi moje ego obserwujące.
Ono mówi, informuje, oświadcza, uświadamia.
A hamulce dalej trzymają, jak szczeki hamulcowe
zepsute, nienaoliwione, zastałe, nie ruszone,
skorodowane, rdzą przeżarte, zaspawane.
Tam gdzie nie ma ruchu - tam kurz
tak grubą warstwą pokrywa, że skleja na ament.
Trzeba ruszać nie tylko mięśnie, nie tylko chodzić, biegać, 
nachylać się, skręcać na boki, jeździć rowerem,
robić gimnastykę oczu, języka, ćwiczyć pisanie, często czytać,
ćwiczyć pamięć, ćwiczyć zadania matematyczne -
ale tez ćwiczyć spuszczanie hamulca ręcznego,
ćwiczyć pokrętło oporu i odkrywać w sobie
i rozruszać od czasu do czasu wszystkie te pokrętła i dźwignie, 
bo nie ruszane - zapomną jak to jest się ruszać,
przekręcać, zmieniać swoje położenie.
Jednak trzeba działać delikatnie, własne wnętrze to terra incognita.
Delikatnie, z umiarem, żeby nie rozregulować.
Bo rozstrojone nie działa. Choć zawsze już to lepsze,
bo można w końcu dostroić.
Jak się znajdzie albo trafi na dobrego stroiciela. 

Był zaklinacz koni.
Może być i
stroiciel ludzi.
Każdy sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem i stroicielem swoim. Amen.

Sam sobie sterem żeglarzem okrętem
stroicielem swoim
psychologiem psychiatrą psychoanalitykiem
ot co
oto sztuka
żeby samego siebie rozłożyć na czynniki pierwsze
na geny i drobniej
na cząstki atomy i drobniej
w pył się rozłożyć i popiół
zjeść się przeżuć i strawić
i wydalić
i doszukać
dokopać dojść dotrzeć
w olśnieniu potknąć o przyczynę
i skutek i przyczynę i skutek
całą reakcję łańcuchową
odsypać z piasku przeszłości
odwalić ciężar tego co było
i uwolnić lekkość bytu

*****


Muzyka Film Lektury

Jak to się wszystko łączy i przenika. Życie jak sen, sny prawie jak życie, życie huśtawką,

huśtające sny, zakręcone, falujące życie

Ku czemu

"Fakultet snów", znów i znów

Muzyczne fascynacje

Fascynująca muzyka

Skrzydlate dźwięki, wirujące jak płatki śniegu podczas zamieci

Ku lepszemu

ku polepszeniu

Ku dobru

Wędrówka w stronę dobra w stronę piękna

Ścieżka kręta ale czyż to nie jest ślepa uliczka?

Co tam uliczka, aleja, TRASA, DUKT, DZIEDZINIEC,

i gdzie ? dokąd ? do wrót piekła, donikąd, "czy ...

zostanie na dnie popiołu gwiaździsty dyjament

wiekuistego "SZALEŃSTWA" zaranie"

No bo gdzież tu jakie ZWYCIĘSTWO???

Co, ja górą? ja zwyciężam?

nie, ja tylko ciągle i ciągle,

tak bez ustanku bez wytchnienia

tylko walczę i walczę

ale nie zwyciężam

więc co, ciągle ponoszę porażki?

przegrywam?

no bo przecież nie mogę wygrywać nie wiedząc o tym, nie czując potęgi zwycięstwa,

chwała zwycięzcom!!! zwycięstwo wiktoria skrzydeł dodaje, uskrzydla

nie czuję bym zwyciężała

ja tyko niezauważalnie (niemal) pogrążam się ruchem wirowym jak woda ściekająca

taka co najpierw kapie powoli z zepsutego kranu

a potem coraz to silniej wydobywa się

aż wytryśnie strumieniem i

potem już tylko ścieka

ruchem wirowym

i pogrąża się w mulistym rynsztoku

a potem jakoś tak znowu jest deszczem, ożywczą rosą,

napojem dla spragnionych

początkiem?

Romantyczność



Kiedy i jak poznaliśmy się - nie pamiętam. Nie ważne, nie chcę, by to było istotne. Pojawił się. Tak bardzo potrzebowałam by był, tak bardzo pragnęłam. I stało się. Może za sprawą duchów? A jeśli duchów - to tych dobrych czy złych? Pora była najwyższa, czas by skoczyć w przepaść lub zapaść się psychicznie do wnętrza siebie, schować przed okrucieństwem rzeczywistego życia. Był prawie taki jak ze snów i marzeń w których pojawiał się często ale zawsze bez twarzy, bezpostaciowo. Kiedy zaistniał fizycznie i cieleśnie w moim pobliżu, wyczułam tę obecność,tak jakby nastąpiło zetknięcie się aury jego i mojej. Wtedy połączyliśmy się, niezauważalnie niemal, pozazmysłowo. Pierwsze spotkanie dało całość doznań ale w kondensacji. Przedsmak i zarazem wszystko. Pojawiła się pewna pewność, już nie przypuszczenie pewności. Mój spokój połączył się z jego spokojem i rozległ się potężny huk - reakcja nastąpiła, zabrzmiała niebiańsko - ziemska cisza. Zaistnieliśmy jako jeden byt. 
Każdy jego gest był łagodny, nawet jeśli takim się nie wydawał. Patrzyłam oczyma i widziałam człowieka, trzydziestoparoletniego mężczyznę.Zamykałam oczy i widziałam opiekuńczą dłoń wszechświata. Rozmawialiśmy.Ale od pierwszego słowa rozmowa nie była typowa. My już wiedzieliśmy,czuliśmy. Magnetyzm zawładnął naszymi fizycznymi postaciami. Ale czy to magnetyzm, jeśli przyciąga się coś co pierwotnie jednym zaistniało i wiecznie winno trwać jako jedno. Zastanawia mnie, kiedy, kiedy rozpoczęło się owo wspólne bycie. Czy zapisane od zarania wszechświata w naszych przyszłych losach, czy może prapoczątek wydarzył się te kilka miesięcy temu ? Słowa przeplatane milczeniem na zmianę z milczeniem przeplatanym słowami. Jedyne w swoim rodzaju zrozumienie. Mieszkał na poddaszu, olbrzymia płaszczyzna pomieszczenia dziennego, dalej słodkie zakamarki wnęk, pakamer oraz korytarzy prowadzących do przystani mniejszych pokoików. Nie było nowocześnie, nie było artystycznie. Ale było. Nie lubię nowoczesności ani artystyczności. Cenię przytulność i domowość. Żadnego sterylnego, na kant zaprasowanego mebla. Ale też bez antyków, drogocennych bibelotów. Trwaliśmy sobie pośród tej rozkosznej zaciszności, najbardziej rajskiego raju, tej oazy niebiańskości wpośród bezmiarów ziemskiej pustyni.

Kiedy siadaliśmy - obok nas zasiadali bogowie. Kiedy wstawaliśmy - wszystko wokół także poruszało się jakby oddając hołd, wyrażając szacunek, nam, temu tworowi świeżemu co prawda ale też wiecznemu, odwiecznemu. Nie zastanawiałam się czy to możliwe,nie wątpiłam. Osiągnęłam szczyt. Rozejrzałam się wokół podziwiając przestrzeń w dole, odpoczęłam po potwornym trudzie wspinaczki, zamyśliłam się, zachwyciłam się. I natychmiast rozpoczęłam wspinaczkę na kolejne wzniesienia, pagórki, te strome i te łagodne. Nie tylko dlatego, że taka już moja natura by walczyć bezustannie, ale dlatego, że życie takie jest, na tym polega właśnie. Każdy z ludzi jest jak turysta w górach, z towarzyszami lub bez, z większym lub mniejszym plecakiem. I te szczyty należy zdobywać, wtedy życie toczy się naturalną koleją, płynie zgodnie ze swoją naturą, jak potok, na początku burzliwy i szumiący, cieniutki, potem coraz to cichszy i spokojniejszy, i coraz rozleglejszy. Przy nim odpoczęłam. Utulił mnie i głaskał jak matka dziecinę maleńką, słabą i bezbronną. Dał mi siłę.Skończyły się moje powierzchowne kłopoty, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. On zaspokoił wszystkie moje egzystencjalne potrzeby. Ale męki duchowe trwały. Trwają nadal. Mam to szczęście, może dar. Dziękuję za to że mogę cierpieć. Miser, qui nunquam miser. Przytulam się do niego i parzy mnie ten dotyk. To nadmiar jego fizyczności. Świadomość że istnieje jest błogosławieństwem i udręką zarazem. Rozkosz do bólu, aż do granic możliwego doznania. Szczęście. Zdobywam wzgórza na razie, wznoszę się powoli, rozglądam, wędruję w dół, przez dolinę. Uczę się. Zdobywam wiedzę, analizuję ją,przetwarzam. Całość łączę, zawsze łączę. Dążę do uzyskania oglądu całości. Przeszłość i przyszłość, muzyka, byty, matematyka, polityka - chcę ujrzeć jeden obraz, na pustej ścianie, w skromnej ramce. W obrazie tym będzie wszystko, autorem dzieła sztuki jestem ja. Jedynym odbiorcą sztuki jestem także ja. Drążę bez zagłębiania się, bez dokopywania.Cierpliwie i spokojnie, w procesie powolnym jak erozja. Obok jest on,ten drugi człowiek. mój. Mój. MÓJ. Mówię - słucha. Mówi - uczę się. Rozbrzmiewa muzyka - słuchamy. Miłość. Niemożliwe stało się. Gram trochę. To początek. Już nie zdążę doprowadzić tej umiejętności do pobliża perfekcji. Co ze mną będzie dalej - nie wiem. Rozpoczęłam. Czym jest to? Kontynuując dotrę zapewne do wniosków lub będzie mi się wydawało, że dotarłam. Czy umierając widzimy już ten obraz całości?

Dawno temu napisałam :

kiedy jesteś sam

tak bardzo sam

że już bardziej być nie możesz

popatrz : masz przecież dwie dłonie

złącz je

weźmiesz za rękę przyjaciela

To już przeszłość. Obok mnie jego ręka, silna ale delikatna. Czasem jego dłoń ujmuje moją. Zgłębia dotykiem. Kiedy indziej to ja pragnę muśnięcia lub uścisku. Jak zetknięcie dłoni genialnego pianisty z klawiaturą fortepianu. 
On - nie istnieje realnie. Może gdzieś - kiedyś. Ale nawet jako wytwór mojej wyobraźni pomaga, wspiera, dodaje odwagi by zasnąć, by obudzić się i wstać, a potem chodzić - I NAWET WYJŚĆ, rozpocząć kolejną wspinaczkę - tułaczkę w poszukiwaniu jego realnego odzwierciedlenia. Czy to mądre czy głupie – nie ważne. Czy to już ta droga? Dziwne,opadam z sił a tyle jeszcze we mnie "tego czegoś". Czym to jest, skąd się bierze i dlaczego ja to mam? Już nie szaleje, teraz jest spokojne.Zwierzątko usnęło, ale oddycha, żyje. Na pewno będzie chciało znów pobuszować trochę, poniuchać i poszperać, jak zwykle. Sen, dla zmęczenia ukojenie. Dla pobudzenia nieznośna konieczność. Dziwne. Doznaję spokojnego pobudzenia. Sen. Tak.