Wakacje 2013 spędziłam głównie próbując wyprzedzać staruszki w wyścigach chodnikowych (po czerwcowej wyrostkowej niespodziance), wspominam więc sobie zeszłoroczne letnie słoneczko. W cieniu żywopłotowego labiryntu za Arkadami Kubickiego uchwyciła mnie koleżanka. W moim wieku całe niemal lato w plecy to wielka strata. Bu. Korzystajcie, drogie dziatki, ze słonecznych miesięcy ile się da, pókiście piękni i młodzi!
De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.
kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą xbw. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą xbw. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 14 października 2013
piątek, 3 maja 2013
"Mam sześć lat" - powiedział mój blog
Latka lecą, mój blog się starzeje (a ja wraz z nim). Trzeciego maja 2007 roku zaczęłam pisać i ciągnę ten wózek uparcie.
Sześć lat temu mój kolega Pendragon wyjechał do Irlandii i zaczął opisywać blaski i cienie emigranta na blogu. Tak sobie poczytałam i pozazdrościłam i też sobie bloga założyłam, ojcze chrzestny Pendragonie. Skoro nie mogłam zostać emigrantką ;)
Miałam zamiar skrobnąć jakąś notkę okolicznościową, ale pogoda wespół z porażką dokumentną "mojego" Śląska we wczorajszym PP wytrąciły mnie z doskonałego jeszcze przed meczem nastroju, łamie mnie we wszystkich kościach, chyba po prostu pójdę spać uprzednio poczytawszy, a czyje tomiszcze, dowiecie się wkrótce, oczywiście.
Chyba nie lubię rocznic. Wolę świętowanie/czczenie/pamiętanie rozłożone równomiernie. Rok ma 365/6 dni. Ale czasem napomknąć nie zawadzi.
Kazimierz Wojniakowski
Widok Sejmu w czasie uchwalania Konstytucji 3 maja
1806, Muzeum Narodowe w Warszawie.
czwartek, 2 maja 2013
mały zachwyt nad światem
Przekaz rodzinny głosi, że ledwo odrośniętym od ziemi dziecięciem będąc wygłosiłam pewnego poranka stojąc przy oknie w uśpionym jeszcze domu, pierwszy zachwyt nad światem. Mama akurat przebudziła się i usłyszała moją małą, ledwo wyartykułowaną, przy niewysokich jeszcze umiejętnościach wysławiania, przemowę.
Mała xbw powoli, dostojnie, z powagą, zachwyconą intonacją dziecięcym głosikiem rzekła:
słoneczko feci
ptaszki piewają
kogucik pieje
Bozie fenty
Mała xbw powoli, dostojnie, z powagą, zachwyconą intonacją dziecięcym głosikiem rzekła:
słoneczko feci
ptaszki piewają
kogucik pieje
Bozie fenty
niedziela, 24 marca 2013
niedziela, 10 marca 2013
środa, 23 stycznia 2013
metafora i różności
Na pewno to znacie, niewidomi dotykają słonia. Każdy inną jego część. I oczywiście dochodzą do odmiennych wniosków. Uważają, że słoń jest jak: ściana (po dotknięciu boku słonia), wąż (trąba), drzewo/kolumna (noga słoniowa), wachlarz (ucho), lina (ogon), oszczep (kieł). Bardzo mądra metafora. Niestety znajduje zastosowanie nazbyt często. I nie trzeba być niewidomym, by się strasznie mylić. Zwłaszcza jeśli ktoś nas świadomie i z premedytacją w błąd wprowadza, z różnych powodów i z różnymi intencjami.
Jak bardzo ludzie, którzy znają nas "trochę" mylą się w ocenie nas? Jak wiele stron mamy i ile z siebie i z której strony siebie pokazujemy? Ile warstw mamy, ile z nich jesteśmy w stanie z siebie zdjąć i pokazać światu?
Obalę mit. Wcale tak dużo nie czytam, to tylko złudzenie. Kiedy urodziłam syna mego Ukasza, pobiłam rekord i przeczytałam ponad setkę książek w rok z górką, teraz czytam jakieś 60-80 rocznie, w tym kryminały, ale te najlepsze :) Nieustająco ZAMIERZAM czytać więcej, ale nie wychodzi. Dobiła mnie Krystyna Janda. Dawno temu przeczytałam jej książkę "Tylko się nie pchaj" (Janda opowiada, Bożena Janicka słucha i notuje). Ona w młodości czytała dwie książki dziennie. Takiego tempa nie osiągnę. Ale każdy jest inny i nie powinno się zestawiać siebie z innymi na siłę. Bohater "Rozpaczy" Nabokova mówi: " Od końca 1914 do połowy 1919 roku przeczytałem dokładnie tysiąc osiemnaście książek. Prowadziłem ewidencję." To tylko fikcja, ale myślę, że są jemu podobni w realnym życiu. Nie chodzi o liczbę, którą można się pochwalić, ale o zdobytą tym sposobem rozległą wiedzę. Czysta przyjemność pogadać sobie z kimś oczytanym, czyż nie?
Takie tam, niespokojne pragnienie* z tym czytaniem. A przecież stokroć lepiej się powstrzymać niż lgnąć do wszystkiego, czego się pragnie*. Nie można przeskoczyć przez wszystkie własne ograniczenia. I nie dotyczy to tylko czytania.
* Lao Tsy
piątek, 18 stycznia 2013
Mydło i powidło
Mydło i powidło, taki właśnie powinien być tytuł mojego bloga. Jakoś nie mogę się sprofilować i zawęzić. Nijak nie mogę zrozumieć, po co prowadzić kilka blogów tematycznych, skoro można pisać jednego (czy może jeden - ?) i różne wpisy umieszczać w szufladkach różnych. Czy nie jest tak łatwiej i prościej? Uprościć ale tak by nie zubożyć. Piszę o życiu. Piszę o książkach, filmach, muzyce, głównie klasycznej. Zbyt rzadko, niestety, o podróżach. Umieszczam moje własne zdjęcia, w znaczeniu zrobione osobiście przeze mnie. Czasem wkleję jakiś piękny obraz albo poruszający mnie wiersz, czasem podam linka do fragmentu czytanej akurat książki. Niezmiernie rzadko ilustruję wpis "obrazkami z Sieci", a jeśli już, to staram się podać źródło. No i jeszcze te wszystkie tenisy, piłki nożne. Ktoś mógłby zapytać, i pewnie pyta, jak ja mogę równocześnie słuchać Chopina i oglądać meczyk, czytać Bernharda i Wilka na zmianę z kryminałami. Ano jakoś mogę, pojemna jestem. Co więcej, z mojej strony wszystko o czym piszę wygląda jak piękna harmonijna mozaika, nic się z niczym nie kłóci i nie gryzie. Jestem jedna, nie mam osobowości wielorakiej. To kwestia mnogości zainteresowań ;)
Czasami wpis jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej, w komentarzach dopiero następuje schodzenie pod wodę. Albo i nie.
*******
Sprawdziłam.
"Blog ma rodzaj męski nieżywotny, w dopełniaczu blogu, w bierniku blog. Potocznie słowo to funkcjonuje w rodzaju męskozwierzęcym i wówczas ma dopełniacz bloga, równy biernikowi.
A zatem pisze Pani i czyta blog, potocznie bloga. Post pisze Pani na blogu, ale wysyła go na blog, a potocznie na bloga. "
— Mirosław Bańko, PWN
wtorek, 6 listopada 2012
jutro 44
Urodziny mam jutro. Skorpionica. Nie obchodzę zasadniczo. Tak się życie układa, że zawsze się nie układa, by obchodzić. Jak zresztą inszych zwyczajowych obchodów. Regularnie tylko gości u mnie choinka, raz do roku, tego obchodu nie odpuszczam.
czwartek, 14 czerwca 2012
Kibicem byłaś czy świeżo zostałaś?
Kibicem zostałam w 1974, podczas Mundialu. To były moje pierwsze obejrzane i kibicowane mistrzostwa świata w piłce nożnej. Ojciec i starszy brat siedzieli i oglądali, no to i ja z nimi. Braciszek dodatkowo prowadził taki duży gruby zeszyt z wycinkami w gazet i czasopism, zapisywał wyniki, składy, gole, karne, kartki, minuty, wynik do przerwy. Były tam też wszystkie reprezentacje na zdjęciach i miniplakatach. Kolorowe. Czytać umiałam już od trzech lat. Mniej więcej wtedy nauczyłam się też prowadzic samochód. "Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci." Rowerem nauczyłam się jeździć o wiele później. Początek był zachęcający, bo to właśnie wtedy reprezentacja Polski zajęła 3. miejsce pokonując Brazylię. Nic dziwnego, że połknęłam bakcyla dożywotnio. Pamiętam jeszcze, że wygraliśmy z Haiti 7:0.
Piłkę nożną za młodu uprawiałam także czynnie. Kiedy do brata przychodzili koledzy i graliśmy na podwórku, to ja zawsze stałam na bramce. Może stąd mój sentyment do bramkarzy.
W moim życiu wiele długich lat upłynęło bez posiadania i kontaktu z telewizorem, na mecze także nie chodziłam, więc jakoś mi to kibicowanie zanikało i pojawiało się, ostatnio dwa lata temu oglądałam właściwie calutkie mistrzostwa w RPA. Kibicowałam zawzięcie Niemcom i Urugwajowi, dość skutecznie, bo zajęli 3. i 4. miejsce. A Diego Forlan (Urugwaj) to mój ulubiony piłkarz.
Ileś tam lat temu kolega zaprosił mnie do teatru na balet i uparł się zawieźć i przywieźć mnie taksówką. Były to mocno minione czasy najwyższych obcasów i takich tam najróżniejszych ekstremalnych kobiecych akcesoriów. Po spektaklu wsiadam pod teatrem do taksówki, taka "całkiem kobieca" od stóp do głów i natarczywie pytam taksówkarza o wynik meczu, już nie pamiętam, jakiego. Jego mina - bezcenna.
Teraz, z Vademecum kibica pod ręką, oglądam wszystkie mecze Euro, na takim "zastępczym" sprzęcie, małym monitorku komputerowym, niewiele widać, ale zawsze to coś. Mecze Polaków i Niemców oglądam z zoomem, to znaczy przybliżam się do ekranu do około jednego metra, wtedy z grubsza widzę co się dzieje na boisku. Marzy mi się plazma, ale i tak się cieszę, że mam czas i mogę go poświęcić na to wielkie sportowe święto. Słucham dużo komentarzy, uzupełniają to czego nie dojrzałam :)
Góra od lewej: Sebastian Boenisch, Robert Lewandowski, Damien Perquis, Wojciech Szczęsny, Eugen Polanski, Jakub Błaszczykowski.
Dół od lewej: Łukasz Piszczek, Marcin Wasilewski, Ludovic Obraniak, Rafał Murawski, Maciej Rybus.
zdjęcie z Wikipedii
wtorek, 15 maja 2007
O xbw trochę obszerniej
¿Dlaczego akurat xbw? Może ktoś jeszcze pamięta ze szkoły, XBW, Książę Biskup Warmiński, Ignacy Krasicki, 1735-1801, ten piszący satyry i bajki. Napisał Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki (pierwsza polska powieść), także poematy heroikomiczne: Myszeidos, Monachomachia, czyli wojna mnichów i Antymonachomachia. A moje inicjały to BW i wszystko jasne. Mówcie mi Księżno (Xsiężno?) :)
To może uchylę trochę rąbka tajemnicy, z kim tutaj macie do czynienia. Jestem różna :) Zainteresowań mam od groma i ciut ciut, i czasem myślę, że to źle, a czasem myślę, że to bardzo źle. No bo tak, czytać lubię, i to wszystko, od książek dla dzieci poprzez ciekawe blogi :) po Finnegans Wake... Filmy oglądać też lubię, na szczęście nie wszystkie, te dobre tylko, ale tu też mam pecha, bo wbrew pozorom tego też sporawo „się” namnożyło. Muzyki słuchać lubię, no bo kto nie lubi,choć najbardziej to lubię ciszę i głosy delfinów. No i tu kolejne kłody pod nogi, bo od „Do You Know Where You're Coming From” Jamiroquai po III d-moll fortepianowy Rachmaninowa w wykonaniu, np. Evgenya Kissina, dźwięków niesamowitych chmary niezliczone w eterze.... A wierszy pięknych, np. Emily Dickinson jaka mnogość. A języków pięknie-tajemniczo-kusząco brzmiących ile na świecie... Ostatnio oczarował mnie jeden zwłaszcza, paskudny uwodziciel, a imię jego suomi,choć niektórzy zwą go także finnish, i to do tego stopnia, że randkuję regularnie dwa razy w tygodniu po 2 godziny. FFF, film, fiński, filozofia. No kiedyś miałam taką przygodę, że sobie ten kierunek trochę postudiowałam, czego skutkiem od czasu do czasu w wypowiedziach wtrącam, np. zdanko „w bycie bytu dokonuje się nicościowanie nicości” lub wspominam coś o brzytwie Ockhama lub innym daimonionie. A tak, to obok po lewej stronie to obrazy Spitzwega, no obrazy też lubię niestety, no i gotyk, góry, drzewa, samoloty, łodzie podwodne, rakiety kosmiczne, alfabet grecki....
Dobra,wystarczy na razie. A czego w takim razie nie lubię? Noo, sporo będzie, noszenia zegarka, mleka, adidasów, drzwi obrotowych, prezentów, głupoty promowanej pod szczytnymi hasłami, strachu niezwalczanego..., nie chce mi się dalej ciągnąć, tyle tego.
Ostatnio nie lubię tego, że ten blog jeszcze nie wygląda tak, jak według mnie powinien, ale przecież wszystkie (prawie) początki bywają trudne. Więc żegnam o wybaczenie pokornie prosząc i poprawę obiecując.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

