.

De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 maja 2014

niedziela, 27 lipca 2008

chaczapuri - przed degustacją


I znów coś odkryłam, zapowiada się smakowicie, aczkolwiek degustacja dopiero przewidywana. Odkryłam kolejną knajpkę (po fińsku knajpka to kapakka :) z fajnym vege jedzonkiem. W menu dania o nazwach: chaczapuri, lawasz, aczma, większość z adżapsandałem, do tego szoti gratis. A wszystko w normalnych cenach w sieci restauracji Chaczapuri z daniami kuchni gruzińskiej. Sieć planuje ekspansję na większe miasta w kraju, póki co udanie zadebiutowała w Krakowie, jest już we Wrocku i planuje zagnieździć się w Wawie. Jak dla mnie - rewelacja. Smacznego :)




wtorek, 15 lipca 2008

UFOkopiec

Cztery miesiące temu niespodziewanie znalazłam się w Krakowie pod Kopcem Kościuszki. Właśnie dotarły do mnie zdjęcia. Teraz to sobie mogę tylko powspominać...



Zdjęcia by mój kolega Jacek.



piątek, 14 marca 2008

źrenica księżyca...


Coraz lepiej i aż żal wyjeżdżać. Co prawda są tu ulice, gdzie nr-y parzyste i nieparzyste są po tej samej stronie ulicy, ale to szczegół. Z dnia na dzień aklimatyzuję się i wtapiam coraz bardziej, ku mojemu WIELKIEMU zaskoczeniu. Albo to miasto tak ma, że każdemu tu dobrze, albo to ja tak mam, że mi wszędzie dobrze. Albo jeszcze co insze, tylko nie wiem, co by to mogło być.

Wylądowałam gwałtownie i niespodziewanie pod Kopcem Kościuszki. W nocy wyglądał jak gigantyczny statek kosmiczny, z oświetloną kopułą połyskującą zielonkawo... A nad kopcem księżyc pomrugiwał, w otoczce, taka źrenica księżyca...
Zadzwoniłam do Syna, Przyjaciela i Kumpla z pozdrowieniami spod UFOkopca.

W autku podwożącym leciało Paranoid Black Sabbath, pomyślałam, że lubię tu być :)))

Zjadłam w dopóźnaotwartej jadłodajence mojojedzeniowej.
I pożegnaniowo przeciągnęłam swoją osobę po brukach Rynkowych i okołorynkowych.
Niechcący oko zawiesiłam na okładkach za szybą i utknęłam na dłużej w bramie Floriańskiej. Ale czyż nie było warto, no sami powiedzcie:

- Potęga obrzydzenia Esej o wstręcie
- Imperium osmańskie
- Kultura japońska
- Uczeni przed lustrem
- Odkrywanie miast Antropologia obszarów miejskich
- Obecność mózgu w świadomości Empiryczny status zjawisk subiektywnych w świetle psychofizjologii
- Nauczanie języka arabskiego
- Literatura żydowska od epoki biblijnej do haskali

I cała masa innych przeciekawie zapowiadających się na pierwsze luknięcie tytułów...
Nie wiem już, po raz który z kolei stwierdzam, że życie jest stanowczo zbyt krótkie, zapewne nie ma szans na przeczytanie, ale i tak podaję namiary, sobie na przyszłość bądź wszystkim zainteresowanym (ale vonegutowo się tu zrobiło :):



Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
www.wuj.pl

mów mi "wuju".....


poniedziałek, 10 marca 2008

dance dance dance dance dance to the radio


Powoli zaczynam odczuwać wyjazd nie jak zesłanie na Syberię, ale jako fajną sprawę. Wędrując przez Rynek i chłonąc specyficzną atmosferę powoli uśmiech wracał na moje zbolałe oblicze :) Wszędziebolące ciało odboliwało powoli, głowa odpuchała, oddech miarowiał i w ogóle jakoś ku lepszemu iść zaczęło. Wysłałam komórką rozpaczliwe S O S do koleżanki wegetarianki, ta litościwie udostępniła namiary pobliskiej jadłodajni niemięsnej, żarełko włoskie i indyjskie. Posiliłam się należycie oraz przyzwoicie, jedzonko pyszne i owszem, ale pikantne ponad moją miarę, co w tsunami dobrego nastroju nic a nic mi nie przeszkodziło. Do kina mnie ciągnęło. Wybrałam depresyjny film z lekką obawą, że zapewne mnie przygniecie i nadciągające tsunami przegoni nazad w diabły. Ale gdzie tam, nawet samosznurobójstwo 23 letniego Iana Curtisa w kwiecie szarego epileptycznego życia następujące tuż po Herzogowym Stroszku w kultowym Control, zadziałało odwrotnie, niż, jak by się zdawało, powinno. I radosna i lekka z kina wybyłam, mądrzejsza i nasycona przypomnieniem muzyki dawnego Warsaw a późniejszego New Order.


Ciekawa jutra dobrej nocy życzę.




sobota, 27 października 2007

IC



pociąg moim drugim domem :)




Kraków, samo centrum, pustostan, ale jaki piękny...


zdjęcia by xbw