.

De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwecja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwecja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 sierpnia 2014

"Czwarta ofiara" Mari Jungstedt (kryminał)






No i znowu Marysia obsunęła się z jakością. Dotarłam z rozpędu do dziewiątej części serii kryminałów z Andersem Knutasem Mari Jungstedt. Serie czyta się łatwiej, zwłaszcza jeśli pamięć (albo notatki) zachowuje informacje co i jak, kto z kim i dlaczego. Bohaterowie są ciągle ci sami, ciągle tacy sami, jest ich dość sporo, więc Marysia ma problem z dobudowaniem do niektórych jakiejkolwiek akcji (na przykład do Emmy - z bezradności, ni w pięć ni w dziewięć, uśmierca jej byłego męża, byle tylko pociągnąć z sensem wątek). Ma kłopoty, nadal, z ogólnym ogarnięciem. Jeden z bohaterów "Czwartej ofiary" (części dziewiątej) idzie na studia, po studiach wyjeżdża na parę lat, potem wraca, poznaje kobietę, wiąże się z nią, pobierają się, mają dziecko, dziecko idzie do szkoły, a on ma 28 lat. Cud Marysiowy. Nie lubię takiego traktowania czytelnika. Nie jest to literatura w szlachetnym rozumieniu, ale jest to wciągający kryminał do machnięcia w kilka godzin. Na poziomie opowiadanek z pism kobiecych. Akcja prowadzona w dwóch perspektywach czasowych, teraz i szesnaście lat wcześniej, nadal głównie na Gotlandii. Trójka przyjaciół obiecuje sobie zawsze być razem. Ich drogi od wczesnej młodości są pogmatwane, prowadzą przez rodzinę zastępczą, poprawczak i podobne klimaty. Kaliber przewinień trojga nastolatków rośnie wraz z nimi. Włamują się, kradną, a potem ... Knutas ma zagwozdkę, którą oczywiście, przy pomocy innych bohaterów, rozwiązuje. Nic specjalnego, przeciętne czytadełko, ale czasem nie zaszkodzi czymś właśnie takim synapsy przeszorować. Różnorodność. Mari trzepie kolejne części równo, regularnie, rok po roku, w kolejce do tłumaczenia trzy nowe już stoją (Den sista akten, Du går inte ensam i Den man älskar). Pewnie też przeczytam.


Mari Jungstedt
"Czwarta ofiara"
(Det fjärde offret)
rok wydania: 2011
wydanie polskie: 2013, przełożył Wojciech Łygaś

piątek, 28 lutego 2014

48 reniferów


Nabijałam się kiedyś z kurki uciekającej przed moim dużym autem, pamiętacie może Kurzy sprint? Kiedy przeczytałam o reniferach uciekających przed pociągiem, już nie było mi do śmiechu.

Na północy Szwecji stado reniferów szło/biegło sobie spokojnie torami kolejowymi szukając pożywienia, styczeń, mroźno, głodno. Tak zwana Laponia. Rozpędzony pociąg nie dał im zbyt wiele szans, na dodatek reniferzy imperatyw też nie daje wyboru, jeśli uciekać, to tylko do przodu, przed siebie. A droga hamowania pociągu długa. Do krainy wielkiej obfitości chrobotka reniferowego przeniosło się jednorazowo 48 zwierząt.

Dlaczego zagrożony zając kluczy, kica na boki i ratuje się rzeczywiście, a taka kura, taki renifer, gnają ślepo przed siebie, bo inaczej nie potrafią? Instynkt zadziałał zabójczo, bezwzględnie. Kojarzy mi się słowo samozachowawczy, więc dlaczego taki finał? Może to nie instynkt, ale odruch? Słabo rozwinięty układ nerwowy? Strasznie dziwne i skomplikowane mechanizmy.

Czy szwedzki Trafikverket podejmie teraz jakieś działania ochronne? Pewnie tak. Ciekawe, na czym będą polegały.

niedziela, 14 lipca 2013

Liza Marklund - "Granice"




Tytuł oryginału "Du gamla, du fria" to tytuł i początek hymnu Szwecji. Narodowego, bo Szwecja ma dwa hymny, drugi królewski. Znaczy mniej więcej "O, dawna, o wolna".

"Granice" to JUŻ (!) dziewiąta część opowieści o perypetiach dziennikarki Anniki. Czyta się znakomicie, nie mogę wprost doczekać się tomu kolejnego. Skończyłam w nocy a od rana zrobiłam sobie powtórkę w skrócie. Rzadkość. Annika ma już 38 lat, wróciła z Waszyngtonu, gdzie przebywali całą rodziną trzy lata, dzieci podrosły a jej ukochany Thomas, któremu już dawno wybaczyła zdradę i wyprowadzkę do innej, wyjechał na konferencję do Kenii. Został tam porwany i prawdopodobnie wywieziony do Somalii. Annika zbiera kasę na okup i wraz z szefem Thomasa leci do Afryki ratować swojego niewiernego eks. Ten ch...robotek reniferowy poleciał do Kenii wyłącznie po...chrobotać z konferencyjną koleżanką. Lojalna i jeszcze trochę zafascynowana Thomasem Annika robi wszystko, by ojciec jej dzieci wrócił do domu cały i zdrowy. Ciągłe przebywanie z pomagającym jej Haleniusem odmienia dziennikarkę, uwalnia od fascynacji przystojniaczkiem Thomasem. Jimmy Halenius i Annika lecą do Afryki...


W tle historii uproszczony obraz sytuacji na kontynencie afrykańskim, jedynie momentami oddający drastyczne realia, choć całkiem dobrze ukazana sytuacja porwanych.


Doskonała lektura wakacyjna :)


Liza Marklund
"Granice"
(Du gamla, du fria)
rok wydania: 2011
wydanie polskie: 2013

poniedziałek, 18 marca 2013

Maj Sjöwall & Per Wahlöö - "Twardziel z Säffle"














"W ostatnich dziesięciu latach centrum Sztokholmu padło ofiarą gruntownych, radykalnych przeobrażeń. Całe kwartały zrównano z ziemią i zastąpiono innymi. Zmieniła się infrastruktura, system komunikacyjny coraz bardziej się rozrastał, nowe budowle zaspokajały wyłącznie eksploatatorskie zapędy właścicieli, którzy nie mieli żadnych ambicji kreowania osiedli przyjaznych ludziom. W sercu miasta nie zadowolono się wyburzeniem dziewięćdziesięciu procent zabudowy i unicestwieniem dotychczasowej sieci ulic - zniszczono także naturalną topografię terenu. 

Sztokholmczycy ze smutkiem i goryczą patrzyli na rozbiórkę funkcjonalnych, niezastąpionych starych czynszówek, które musiały ustąpić miejsca sterylnym biurowcom, a lokatorzy musieli się wynieść do odległych przedmieść sypialni. Ich urokliwe, tętniące życiem dzielnice, gdzie mieszkali i pracowali, obrócono w gruzy. Centrum stało się trudno przejezdnym, zgiełkliwym placem budowy, na którym powoli, acz nieubłaganie wyrastało nowe city: szerokie hałaśliwe arterie komunikacyjne, błyszczące fasady ze szkła i metalu, martwe betonowe płaszczyzny, chłód i pustka."

Gdzie wojny nie było, tam sami sobie stolice wyburzają...

Przenoszę się mimowolnie do Ratyzbony, w której spędziłam kiedyś uroczy dzień wędrując po zamkniętym dla ruchu ulicznego zabytkowym starutkim centrum miasta, niech żyją mądrzy decydenci jak najdłużej i oby ród ich nie wyginął.

"Twardziel z Säffle" to numer siedem cyklu. Pewnemu policjantowi zamknięto w celi żonę, Finkę, chorą na cukrzycę, sądząc, że jest pijana. Zmarła. Samotnemu ojcu odebrano córkę. Po latach skutkiem tamtych wydarzeń dochodzi do zemsty, a główny bohater Martin Beck zostaje ciężko ranny. Maj Sjöwall i Per Wahlöö coraz ostrzej krytykują państwo dobrobytu.

***
Znalazłam fajne długie słowo w przypisach - Medborgarrättsrörelsen (MRR), Szwedzki Ruch Praw Obywatelskich, powstały w 1974.


Maj Sjöwall & Per Wahlöö
Twardziel z Säffle
(Den vedervärdige mannen från Säffle)
rok wydania: 1971
wydanie polskie:
1976 (Człowiek z Säffle)
2011 (Twardziel z Säffle)

środa, 19 grudnia 2012

córka policjanta - Henning Mankell - "Nim nadejdzie mróz"





Jak dobrze znów czytać Mankella, niech żyje i pisze jak najdłużej.

Na początku mamy afrykańską masakrę z lat siedemdziesiątych, guru morduje blisko tysiąc wyznawców, ale jednemu udaje się zbiec. Przedostaje się do Stanów, potem Europy, wraca w rodzinne strony. I sam staje się guru swojej własnej sekty, zostaje "prawdziwym prorokiem". Jego córka Anna jest przyjaciółką z dzieciństwa Lindy Wallander, która odgrywa tym razem rolę głównej postaci książki, jej słynny tata jest w zasadzie w tle. Przyjaciółka pewnego dnia znika, więc Linda, świeżo po szkole policyjnej, tuż przed podjęciem pracy u boku ojca, tknięta złym przeczuciem, włamuje się do mieszkania przyjaciółki, przeszukuje każdy kąt, czyta pamiętnik, zabiera klucze do mieszkania i "pożycza sobie" auto Anny, by jej szukać. Przy okazji pomieszkuje sobie u niej. Oj, nieładnie, panienko, nieładnie. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby mnie ktoś się, tak na podstawie przeświadczenia, "wbił na chatę"...

W trakcie poszukiwań córka policjanta natknie się na dziwne osoby i dziwne zbiegi okoliczności, na przykład matkę Anny, Henriettę, kompozytorkę muzyki, której nikt nie słucha, gromadzącą przeciwne odgłosy, posiadającą na przykład bibliotekę płaczu czy westchnień. Spotyka też nauczyciela muzyki z demencją (jest fragment o Chopinie). W galerii postaci nietypowych znajduje się także  badaczka i obrończyni ścieżek i polnych dróg oraz pewien okresowy outsider, uprawiający cyklicznie celibat medialny, odcinając się od od zewnętrznego świata z jego chaosem informacyjnym bombardującym śmieciowymi newsami.

Fabuła staje się coraz bardziej pokręcona, Linda nie opiera się na faktach ale na intuicji, trudno jej, jako początkującej w zawodzie, przekonać do swoich racji kogokolwiek, a już najbardziej ojca. Ale w końcu wydarzenia potwierdzają trop, którym podąża Linda i udaje się powstrzymać szaleńców, choć zło się wymyka.

"Nim nadejdzie mróz" to jedno wielkie potępienie przemocy stosowanej w imię religijnego wyzwolenia. Mankell pokazuje tu mechanizm wykorzystania do niewłaściwych celów wiary, głębokiej autentycznej religijności, ufności w autorytet. Straszne, przerażające. Jak zwykle szwedzki pisarz porusza problemy największego kalibru. Książka mądra i potrzebna. Szkoda tylko, że znowu wydana z refleksem szachisty korespondencyjnego, DZIESIĘĆ lat po reszcie świata.

Mankell gdzieś do fabuły wplata drobne fragmenty o Larsie Gullinie, saksofoniście, jednym z największych muzyków jazzowych Szwecji. Plus.

Powieść napisana krótkimi, prostymi zdaniami, nawet surowymi, ale z doskonałym efektem, to taka stara sztuczka mankellowska :)

Choć Wallander widziany oczami córki jest inny niż ten nam znany z powieści o nim samym, to i tak dobrze znów o nim choć trochę poczytać :)


Henning Mankell
"Nim nadejdzie mróz"
(Innan frosten)
rok wydania: 2002
wydanie polskie: 2012

poniedziałek, 12 listopada 2012

"Fabrykantka aniołków" - Camilla Läckberg




Zrobiłam szwedzki "myk" ze wschodniej Gotlandii do zachodniej Fjällbacki i z książki Marysi Jungstedt przeskoczyłam do Kamilki Bestsellerowej Läckbergowej. Znowu zmiana "koleżanek". Choć  Eryka i Patrik, bohaterowie "Fabrykantki aniołków" i wcześniejszych siedmiu tomów serii, to sympatyczna para, nie wciągnęłam się w cykl bez opamiętania. Owszem, Camilla pisze bardzo sprawnie i całkiem sensownie "ogarnia" całość, co w dzisiejszych chaotycznych czasach należy do rzadkości. Ale jakoś dla mnie "za mało". Tylko historia, ciekawa, zajmująca, wciągająca, ale jakaś taka "łysa". To nie zarzut, to tylko ja nie do końca kompatybilna. Wzrastają moje wymagania, nieustająco.

Już na początku powieści dostajemy obuchem, kiedy uświadamiamy sobie, któż to taki owa "fabrykantka", brr. Wystarczy włączyć jakiekolwiek Wiadomości, i na pewno natkniemy się na wieści o naszej własnej rodzimej "fabrykantce". Makabra.

Znika rodzina, po anonimowym telefonie policjanci przybyli na miejsce znajdują roczną dziewczynkę. Sprawa nie zostaje wyjaśniona. Dziewczynka po latach wraca w miejsce zdarzenia i znów się dziać zaczyna dziwnie. Czyta się bardzo dobrze, napięcie wzrasta. Trochę głupi koniec. Najlepiej zacząć serię od początku, od "Księżniczki z lodu". Tak właśnie zrobiłam, czytałam każdą kolejną część tuż po wydaniu po polsku. Ręce mi się do kolejnego tomu nie trzęsą, ale na pewno znajdę "dwa wieczorki" i przeczytam bez odwlekania w czasie,  jak tylko się ukaże.

Camilla Läckberg
"Fabrykantka aniołków"
(Änglamakerskan)

piątek, 26 października 2012

"Podwójna cisza" Mari Jungstedt



"Podwójna cisza" (Den dubbla tystnaden) to siódma z cyklu i chyba najlepsza część historii z Andersem Knutasem. Akcja dzieje się, oprócz Gotlandii, na wyspach Fårö i Stora Karlsö. Na  Fårö wiele lat spędził Ingmar Bergman i właśnie w pobliżu jego domu rozgrywają się dziwne wydarzenia. Nowe wątki pojawiają się niemal do połowy książki. A potem powolutku zaczynają się ze sobą łączyć. Bohaterowie, trzy pary przyjaciół, wybierają się na przegląd filmów Bergmana.  Ktoś znika. Po jakimś czasie znowu ktoś znika, i jeszcze. Anders Knutas zastanawia się, co mogło się stać i czy należy rozpocząć poszukiwania? Główne postaci ciągle przemieszczają się promami pomiędzy Gotlandią,  Fårö i Stora Karlsö (zazdroszczę!). Doświadczony inspektor, z pomocą Karin Jacobsson, rozplątuje gmatwaninę, znajduje winną osobę. Schemat klasyczny, a jednak Marysia tak namotała, że dałam się wkręcić i zakończenie mnie zaskoczyło.

Ze względu na sporą dawkę informacji o Bergmanie i jego filmach, ale też i ze względu na sama akcję, tę akurat część serii mogę śmiało polecić, jako dość wciągający kryminał.


wtorek, 23 października 2012

"Upadły anioł" Mari Jungstedt



Szósta pozycja cyklu "Gotlandzkiego" Marysi ze Szwecji, "Upadły anioł" (Den mörka ängeln). Mimo najszczerszych chęci nie da się zbyt wiele na temat tej książki napisać. Akcja może być, napięcie rośnie, umiera organizator przyjęcia, trucizna w kieliszku. Okazuje się, że pan "kogoś miał", oprócz żony. Owa ona także zostaje otruta. Anders Knutas wraz z Karin Jacobsson szukają truciciela, ale, przede wszystkim, motywu. Dokopują się do nieciekawej przeszłości. W zasadzie książka jest o toksycznym rodzicielstwie i trudnych relacjach rodzinnych. Jest też o powierzaniu tajemnic i późniejszym ich "dźwiganiu" przez osobę "obdarowaną".

Mari rezygnuje z datowania rozdziałów, na szczęście, bo nadal ma problemy z chronologią i liczeniem. Może pisała "w biegu" i potem nie zdołała ogarnąć całości. Mimo mankamentów czyta się dobrze, w sumie.

wtorek, 16 października 2012

na szwedzkich wyspach - "Słodkie lato" Mari Jungstedt



Mari Jungstedt to kolejna szwedzka pisarka, w której twórczość zagłębiłam się do dna. Głęboko nie było. Ale i pewnie być nie miało. Mari napisała siedmioczęściowy cykl z akcją umiejscowioną na Gotlandii. Inspektorem policji i głównym bohaterem jest w nim Anders Knutas, jego prawą zaufaną ręką Karin Jacobsson, w ściganiu czarnych charakterów wspiera ich dziennikarz Johan Berg na śmierć zakochany w Emmie Winarve. Przebrnęłam przez "systkie siedem". (Przypomniał mi się stary dowcip - Jakie masz piękne zęby! - Systkie tsy?) Jakoś wybitnie wstrząśnięta ani ubogacona nie jestem. To co "wyniosłam" z całości to wstępna znajomość Gotlandii i okolic, geograficzna i troszkę historyczna, no i bakcyl zaciekawienia tematem, ochota na dowiedzenie się czegoś więcej o tym ponoć najpiękniejszym rejonie Szwecji.

Po kolei o książkach nie napiszę, początkowe części czytałam już jakiś czas temu a mam sklerozę i wiele nie pamiętam.

Ostatnio przeczytałam "Słodkie lato" (I denna ljuva sommartid), numer 5/7. Co do akcji, to ktoś, naturalnie, zostaje zamordowany, ktoś inny wylatuje w kamieniołomie w powietrze, zemsta nie umiera nigdy, policja dopada uciekinierów, (UWAGA! zdradzam treść!!!!) ale morderczyni zaczyna rodzić i policjantka w ramach solidarności matek rodzących pomaga jej i pozwala uciec. Tak właśnie. W sumie ciekawy problem moralny, ale przedstawiony w sposób mocno naciągany i byle jak.

Dziennikarz Johan próbuje uporać się z fochami ukochanej, a ja, szczerze mówiąc, mam dość kobiecych problemów z hormonami. Bo przecież on powinien w życiu głownie przejmować się tym "co ona czuje" i że on "za dużo czasu poświęca pracy" i w ogóle to ona "jeszcze nie jest gotowa", a on "nic nie rozumie". O święci Pańscy!

Dla niezainteresowanych Skandynawią, dla których opisy wysp nie są "wartością dodaną", tak jak są dla mnie, to książczyna jest raczej, sama w sobie, marna. Autorka ma na przykład problem z dzianiem się rzeczy w czasie, lekko gubi chronologię. Ale. Za to. Dowiedziałam się o istnieniu "bezludnej" wyspy Gotska Sandön (dwie godziny promem z Gotlandii), która jest rezerwatem przyrody i znajdują się na niej tylko domki dla turystów, których bagaże przewozi wyspowy TRAKTOR. Na kilkudniowy pobyt w domku lub pod namiotem pasjonaci dzikości muszą zabierać dużo zapasów, zwłaszcza jedzenie i picie, bo na wyspie króluje natura. Mari Jungstedt opisuje też Furillen, wysepkę połączoną z Gotlandią mostem. Aż sięgnęłam do mojego dwunastoletniego Pascala przewodnika, ale oprócz dość dobrze opisanej Gotlandii, nie ma w nim za dużo informacji o sąsiadujących pomniejszych skrawkach lądu.

Zdziwiło mnie trochę traktowanie Finów na równi z Polakami i mieszkańcami byłych republik nadbałtyckich, jako tych gorszych, przeważnie zatrudnianych na czarno.

Denerwują (mnie) używane w książce nazwiska: Knutas, Bovide, Winarve.

I wszyscy, jak to w Szwecji, non stop szamią ciasteczka i bułeczki cynamonowe, do kawy, oczywiście.

W miarę przewracania kolejnych kartek, kiedy już się całkiem pogodziłam, że to nie żadne arcydzieło, czytanie szło coraz lepiej. Ale żadnego gorącego polecania nie będzie.

I jeszcze - nauczyłam się nowego słowa, "sztauer" (robotnik portowy), co trochę później przydało mi się do akurat rozwiązywanej krzyżówki.

środa, 3 października 2012

"Dożywocie" Lizy Marklund




Czytelniczo przenoszę się z fińskiego Espoo, ze świata Marii Kallio wykreowanego przez Leenę Lehtolainen, do Sztokholmu i świata Anniki Bengtzon utworzonego w wyobraźni Lizy Marklund. Trochę szkoda "kolegowania się" z silną, stanowczą, wysportowaną, pewną siebie, znającą swoją wartość, przebojową Marysią z Finlandii. Teraz pora (przejściowa) na "nową koleżankę", Annikę, niepewną, kompletnie zagubioną, wiecznie drżącą. Nieustająco mam ochotę babką potrząsnąć i wrzasnąć, by się wreszcie pozbierała i nie dała tak po sobie wszystkim "jeździć". Mam wrażenie, że ona tak dłużej nie wytrzyma i się żywcem zamęczy. No bo ile czasu można tkwić na granicy wszelkiej wytrzymałości? Annice przydarza się tak ilość nieszczęść, że cierpliwość i sympatia czytelnika (choć z pewnością częściej czytelniczki) osiąga wartości krytyczne. Bo kiedy, na przykład płoną jej wszystkie dokumenty, to nie idzie tego zgłosić, nie bierze zaświadczenia, nie wszczyna procedury odnowienia kwitów, tylko awanturę w banku (wypłaćcie mi moje pieniądze, bo ich potrzebuję), i to nie w Pcimiu Górnym, gdzie wszyscy się znają, ale w wielkim anonimowym Sztokholmie. Pierwszy kopniak dla Anniki, nie powiem w co. No dobra, w kostkę. Kiedy kasjerka odmawia, Annika wpada we wściekłość, czytelnicy też, z modlitwą na ustach do świętego od książek (serio?, nie ma takiego?) o cierpliwość w znoszeniu humorów głównej bohaterki. Annika wojująca.

Z drugiej strony, to ludzie wokół niej są jacyś zdehumanizowani, obojętni, wrogo nastawieni, obcy. Albo autorkę poniosła wyobraźnia albo jest spora różnica między naszymi krajami. Nie wyobrażam sobie, by u nas mogłaby ją spotkać taka niechęć. Choć jeszcze z innej strony (ile tych stron właściwie jest?), Annika jest jak jeż, bez kija nie podchodź. I pojawia się odwieczny pytanie, co tak naprawdę jest skutkiem czego.

Zdaję sobie sprawę, że na świecie masa kobiet ma problemy annikopodobne, w różnym natężeniu i konfiguracji, na przykład "relacje z mamusią". Jeśli nie można z różnych powodów liczyć na własną matkę, podstawę wszelkich podstaw i opok, to w zasadzie nie za bardzo można wznieść swoje życie jako konstrukcję niezachwianą, stabilną. Tak właśnie jest z Anniką.

Głównym tematem napisanego w 2007 roku "Dożywocia" (Livstid) są właściwie problemy głównej bohaterki z resztą świata. Kobitka wrzeszczy, wścieka się, odrzuca wszystkich wokół siebie, z czytelnikami włącznie. Współczucie topnieje i kiedy prawie mamy ochotę wyrzucić książkę przez okno, Annika stopniowo przechodzi przez próg życia i wstępuje w nową jego fazę, zaczyna nowy etap, jakby trochę przejrzała na oczy, wydoroślała, dojrzała. Zaczyna patrzeć na ludzi wokół trochę innym wzrokiem, zaczyna dostrzegać relacje międzyludzkie i siebie jako ich aktywną współautorkę. A czytelnik oddycha z ulgą i odkłada powieść w miejsce jej właściwe.

"Dożywocie" to też wątek kryminalny, ktoś ginie, ktoś znika, ktoś zostaje skazany i nie wiadomo czy słusznie bo nie ma dowodów (no jak można skazać kogoś za zamordowanie osoby zaginionej?!), kilka osób słyszy wyrok, trwają prace "na górze" nad kwestią długości wyroków w Szwecji. Są też refleksje nad rolą i funkcją mediów we współczesnym skomputeryzowanym świecie, nad zastąpieniem treści aktualnością (Annika jest dziennikarką pracującą w redakcji gazety). Nieważne o jak nieistotnej błahostce się informuje, grunt, żeby to był NEWS.

Całość stanowczo zajmująca i bardzo ciekawa, pochłaniająca bez reszty, nie radzę zaczynać wieczorem.

Kolejne tomy napisane przez Lizę czytam regularnie w miarę pojawiania się w formie przetłumaczonej na język polski. TUTAJ o początku cyklu.

"Dożywocie" to trochę przewodnik po Sztokholmie, podobnie jak poprzednie części. Znów biorę mój prawdziwy książkowy przewodnik po szwedzkiej stolicy i wertuję przy okazji pojawiania się kolejnych miejsc. Proces czytelniczy wydłużony ale za to urozmaicony. Powieść zaczyna się w "Söder" i już wiem, że chodzi o "Södermalm". Większość "północnych" książek czytam obłożona mapami i przewodnikami, kilkoma, takie tam niegroźne "odchylenie". Mój starutki atlas geograficzny, dopóki nie wróciłam po latach do taśmowego rozwiązywania krzyżówek, pozostawał stale rozłożony na stronie Skandynawii.

Wkrótce trochę więcej o moich "północnych" lekturach.

czwartek, 23 sierpnia 2012

znowu czytam - Olle Lönnaeus - "Pokuta"





Na dobry początek i rozruch po dwumiesięcznej ponad przerwie - książka akurat. "Pokuta" (Det som ska sonas). Szwedzki autor Olle Lönnaeus. Nie powaliła na kolana, nie zachwyciła, a wciągnęła leciutko, ale na tyle, by nie porzucić. Porównanie do Stiega Larssona to nieporozumienie. Książka jest przeciętna, autor też. Budzi sympatię ale letnią. Nie jest to kryminał prosty jak budowa cepa, ale też nie jest jakąś perełką architektoniczną. Natknęłam się w bibliotece i zabrałam z ciekawości, nie żałuję ale też i za specjalnie nie polecam. Syn Polki, wychowywany przez szwedzkie małżeństwo na południu Szwecji w Tomelilla, wraca do miasteczka po 30 latach na prośbę policji. Przybranych rodziców ktoś zamordował, został spadek do podziału między przysposobionego i rodzonego syna. Przy okazji Konrad, bo tak na imię głównemu bohaterowi, postanawia dowiedzieć się, co się stało z jego biologiczną matką. I spotyka się po latach z przyjacielem z dzieciństwa. Jakoś takie to wszystko płytkie, w sumie materiał na jakieś opowiadanie, ale po co aż rozciągać taki drobiażdżek w powieść? Niby zahaczony został temat Szwedów stojących w czasie II wojny światowej po niewłaściwej stronie, ale to już Mankell w "Powrocie nauczyciela tańca" zrobił jak trzeba, a tu tylko jakaś próba nieudolna. W ogóle czytając Lönnaeusa tęskniłam do Mankella i do Larssona, wzorów niedoścignionych, póki co. 



niedziela, 8 kwietnia 2012

Na północ, na północ!


Terenia gorąco poleca książkę o Afryce, że taka fajna i na pewno mi się spodoba, wciągnie, zainteresuje, świetni bohaterowie, do tego chyba kryminał. Terenia się zna, więc może i bym przeczytała, na pewno byle czego nie poleca. No ale nie, Afryka? Ja i Afryka? Nie, dziękuję pięknie, zostanę w klimatach północnych. Żadnej Afryki, upałów, suszy, słońca bezlitosnego i ciemnoskórych gdzie okiem sięgnąć. Czytając przenoszę się w miejsce akcji całym mózgiem, ja tam po prostu jestem, czuję i widzę i reaguję. Skandynawia, północ, mrozy, śniegi, lasy iglaste i języki skandynawskie. Za nic się nie dam z tych klimatów wyrwać, tam mi dobrze. Ostatnio grasowałam (w literackim świecie pisanym na papierze) w okolicach Kiruny. Trochę wolno szło, bo co chwilę tonęłam w mapie albo przewodniku. Dowiedziałam się o wielu ciekawych sprawach. Uniwersytet z wykładowym językiem saami (lapońskim), muzeum komarów, jedyne na świecie, duchowny zabraniający stawiania kwiatów na parapecie. A dziś zaczęłam nową książkę i przeniosłam się do prowincji Härjedalen. Podobno leży tam jedna z najpiękniejszych szwedzkich wiosek Klövsjö. Główne miasto Sveg (wym. Swejg).

czwartek, 19 stycznia 2012

Åke Edwardson - "Taniec z aniołem"




 



No nie można w tym kraju zacząć czytania serii od początku, chyba, że jest się poliglotą i to takim rozszerzonym. Marudzę i narzekam, ale z pewnością nie bez racji. No bo dlaczego serię dziesięciu powieści o Eriku Winterze zaczęto od przetłumaczenia części piątej, po jakimś czasie ukazały się trzy pierwsze, a wkrótce (koniec stycznia) ukaże się część czwarta, ale przecież nie pobiegnę do księgarni, muszę czekać na proces przetwórczy książki na produkt biblioteczny, a to potrwa :(

Początek cyklu, "Taniec z aniołem", poza nurtem głównego kryminalnego wątku, owionął mnie niczym podmuch pierwszego dnia lata. Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego, ale bardzo silnie na mnie zadziałał, jakąś taką poezją, ulotnością tego co pomiędzy słowami. Po prostu, Edwardson ciekawym oraz interesującym pisarzem jest i to nie tylko od kryminałów, ma potencjał. Może to z powodu miejsc akcji, Londynu i Małego Londynu czyli Göteborga, może z powodu klimatu muzycznego, głównie jazzowego, a może przyczyną była osoba głównego bohatera? Jag vet inte. Życzyłabym sobie w każdym razie jak najszybszego dostępu do całości serii i chyba jednak szybciej będzie nauczyć się tego szwedzkiego. A może i nie, skoro nadal chodzę na kurs fińskiego. To znaczy mam kontynuować chodzenie od lutego.

Åke Edwardson
"Taniec z aniołem"
(Dans med en ängel)
rok wydania: 1997
wydanie polskie: 2010




piątek, 3 czerwca 2011

za kołem podbiegunowym - Åsa Larsson - "Burza z krańców ziemi"





Wyszukałam sobie kolejną autorkę "północną" do czytania i jestem zachwycona. Åsa Larsson jest jeszcze jedną bardzo po mojemu piszącą kobietką i już rozpoczynam wędrówkę w poszukiwaniu jej drugiej książki niedawno wydanej w Polsce. Bardzo odpowiada mi klimat Kiruny i okolic i cieszę się, że mogę ot tak sobie wskoczyć do powieści i trochę w tych śniegach i mrozach posiedzieć i pozwiedzać. Åsa w "Burzy z krańców ziemi" ("Salstorm") przenosi akcję ze Sztokholmu do Kiruny, pokazuje zamknięty świat lokalnej społeczności i dość pokręcone środowisko wyznawców lokalnej wspólnoty religijnej. Główna bohaterka, też prawniczka (no proszę), wychowana w śniegach północy, z konieczności "przesiedlona" w cywilizowane rejony pozostaje dzika i tęskni za utraconym światem, a ja tęsknię wraz z nią :) No i psinka zwana Tjapp, pełna radości i zrozumienia - już nie wiem po raz który wywołała moją wieloletnią tęsknotę za zwierzakiem w domu. Åsa bardzo ciekawie pisze, poetycko, ale oszczędnie, używa pięknych, zaskakujących sformułowań do opisania najprostszych i najzwyklejszych drobnych wydarzeń i czynności, czym nie rozbraja. Tego mi brakowało we wszystkich chyba dotychczas czytanych powieściach współczesnych z północy. Ale ostatnio mam szczęście, wyszukałam niesamowitą powieść młodej Finki, takoż pięknie napisaną, ale że jestem dopiero w trakcie, to o niej wkrótce.

Åsa Larsson

"Burza z krańców ziemi"
(Solstorm)
rok wydania: 2003
wydanie polskie: 2008