.

De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wolfgang Amadeusz Mozart. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wolfgang Amadeusz Mozart. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 marca 2013

najpiękniejsze dźwięki - KV 626


Od lat uważam Requiem Mozarta za najpiękniejszą muzykę, jaka została dotychczas skomponowana. I choć na co dzień wolę fortepian, więc romantyków rosyjskich, Chopina i koncerty fortepianowe, to od czasu do czasu miewam "napad" na najsłynniejszą mszę żałobną d-moll, często, kiedy patrzę na góry, w albumie albo na ekranie, bo w realu dawno nie byłam. A ostatnio Requiem odtwarza się w mojej głowie automatycznie, kiedy czytam relacje z górskich wypraw.

Wielokrotnie chciałam posłuchać na żywo, ale bałam się swojej reakcji. Odważyłam się dopiero w czasie ubiegłorocznej akcji (link1) Warszawskiej Opery Kameralnej (link2) pod Ministerstwem Kultury na Krakowskim Przedmieściu (link 3), de facto pod Pałacem Prezydenckim, jako że budynki stoją vis-à-vis. W letni słoneczny dzień i w kulturalnej atmosferze obywatelskiego nieposłuszeństwa w słusznej sprawie ;)

Nie przeszkadza mi świadomość, że utwór nie jest w całości autorstwa Wolfganga Amadeusza, że sporo dołożył Süssmayr, ponieważ zrobił to według ścisłych wskazówek mistrza. Zawsze też można posłuchać Requiem w wersji okrojonej do fragmentów wyłącznie mozartowskich.

Mozart po KV 626 nie skomponował już niczego, chyba, że w niebiesiech. 

Szukałam najpełniej brzmiącej wersji. Dyryguje John Eliot Gardiner, wykonuje The Monteverdi Choir and The English Baroque Soloists.




I jeszcze, dzięki internetowym "wtykom", od najlepszego mozartologa wśród moich znajomych z forum wersja oryginalna niedokończona: [1/3] - [2/3] - [3/3]


środa, 5 grudnia 2012

221


          "Choć słabł coraz bardziej, obecność rodziny i częste odwiedziny wiernych przyjaciół sprawiały mu ogromną radość. 4 grudnia ponownie zabrał się nawet do pracy nad Requiem, śpiewając fragmenty z przyjaciółmi. Jednemu z nich, swojemu uczniowi nazwiskiem Süssmayr, dał dokładne instrukcje, w jaki sposób należy je dokończyć, ponieważ był pewien, że nie będzie mógł zrobić tego sam.

          Tego dnia coraz bardziej opadał z sił. Umarł w nocy, o dwunastej pięćdziesiąt pięć. Był 5 grudnia 1791 roku. Ostatnią rzeczą, którą zrobił, było oddanie dźwięku bębnów w Requiem. Jego ostatnim tchnieniem była muzyka. W chwilę potem Wolfgang Amadeusz Mozart nie żył."

Peggy Woodford "Mozart"

niedziela, 27 maja 2012

Noc w Operze Kameralnej


Zachciało mi się Mozarta posłuchać. A wczoraj Noc Mozarta była, bezbiletowo, więc się wybrałam. Zawsze miło posłuchać ulubionych arii z Czarodziejskiego fletu, z Don Giovanniego. No w ogóle, że Wolfgang Amadeusz wielkim/największym kompozytorem był, nie ulega. Kibic we mnie nie puścił mnie wcześniej, bo meczyk w TV leciał, Polacy grali, no jak nie obejrzeć. Ale kiedy tylko sędzia odgwizdał koniec, wygrana ze Słowacją 1:0, pognałam w te pędy w stronę Placu Bankowego i Warszawskiej Opery Kameralnej. Kolejka była na kilka godzin stania, niemal pod Bankowy. Pokręciłam się trochę smętnie, czy kto znajomy nie stoi bliżej drzwi popatrzyłam. Wchłonęłam atmosferę, zerknęłam w górę na piękne drzewa obrastające skwerek przyoperowy i zamiast zebrać się do chałupy i obejrzeć X-Factora, no bo przecież nie Eurowizję, bo w tym roku nas nie stać na transmisję, to nabrałam ochoty i przegoniłam podszepty rozsądku. Ustawiłam się w kolejce, która w międzyczasie urosła o jakąś godzinkę-półtorej. Stało się dobrze. Ale o zachodzie słońca dopadło mnie rozdziewające ziewanie. Byłam dzielna jak druhna drużynowa i mimo bolącego kręgosłupa nawet nie jęknęłam. Nagroda przyszła wkrótce, jakiś miły pan podszedł do kolejki i rozdał nam kilka wejściówek na 22.50. Wkrótce moja kolejka dosięgnęła pobliża drzwi i otrzymała wystane upragnione wejściówki, tym razem na 23.25. Dwukrotnie pod rząd zasiadłam więc na sali by wysłuchać, raz z balkonu a raz z pierwszego rzędu fragmentów Wesela Figara i Cosi fan tutte. Rewelacja. Dzikie tłumy, na zewnątrz ale i w środku, mimo wejściówek ludzi było więcej niż miejsc. Atmosfera niezapomniana. Muzyka słodka i piękna, raj muzyczny. Szkoda, że nie miałam już siły zostać do końca, na Eine kleine Nachtmusik i Don Giovanniego, kolejka była już sensowna, Warszawiacy wymiękli, zostali najbardziej zagorzali i wytrzymali.

We wtorek, pojutrze, na Krakowskim Przedmieściu Requiem Mozarta, w środku dnia. Tego już chyba żadne Media nie przeoczą.

poniedziałek, 26 stycznia 2009

K. 620


Der Vogelfänger bin ich ja,
Stets lustig, heißa hopsassa!
Ich Vogelfänger bin bekannt
Bei Alt und Jung im ganzen Land.

Nr. 2 Arie (Papageno)


Der Hölle Rache kocht in meinem Herzen,
Tot und Verzweiflung flammet um mich her!
Fühlt nicht durch dich Sarastro
Todesschmerzen,
So bist du meine Tochter nimmermehr.
Verstossen sei auf ewig,
Verlassen sei auf ewig,
Zertrümmert sei’n auf ewig
Alle Bande der Natur
Wenn nicht durch dich
Sarastro wird erblassen!
Hört, Rachegötter,
Hoert der Mutter Schwur!

Nr. 14 Arie (Königin der Nacht)




Die Zauberflöte
Wolfgang Amadeus Mozart

Moje dwie ulubione arie z baśniowej opery "Czarodziejski flet". Naszło mnie dziś na słuchanie Mozarta. I dobrze, bo jakoś mnie ostatnio zwiało w obszary bezmuzyczne, a tam strasznie, jałowo, głucho...