.

De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 września 2017

Złota Setka Teatru Telewizji


Znalazłam taką listę w necie. Część widziałam (dawno), niektóre pierwowzory czytałam, ostatnio chyba Ibsen i "Hedda Gabler". Ciekawe w jakim tempie uda mi się namierzyć i wyoglądać całość ;) Czas start... Świeżo obejrzane przerobię na zielono. Niech się niniejszy post jak najszybciej zazieleni, he he.

P. Shaffer „Amadeus” cz. I i II (M. Wojtyszko, 1993) 
S. Mrożek „Ambasador” (E. Axer, 1997) 
J. Głowacki „Antygona w Nowym Jorku” (K. Kutz, 1994) 
J. Giraudoux „Apollo z Bellac” (A. Hanuszkiewicz, 1958) 
J. Kesselring „Arszenik i stare koronki” (M. Englert , 1975) 
B. Jasieński „Bal manekinów” (J. Warmiński, 1979) 
M. Frish „Biedermann i podpalacze” (E. Axer, 1964) 
F. Dostojewski „Bracia Karamazow” (J. Krasowski, 1969) 
S. Grochowiak „Chłopcy” (T. Jaworski, 1966) 
E. Rostand „Cyrano de Bergerac” (K. Zaleski, 1981) 
A. Miller „Czarownice z Salem” (Z. Hübner, 1978) 
A. Fredro „Damy i huzary” (O. Lipińska, 1973) 
T. Różewicz „Do piachu...” (K. Kutz, 1990) 
Molier „Don Juan” (L. Wosiewicz, 1995) 
A. Mickiewicz „Dziady” cz.I i II (K. Swinarski, 1983) 
A. Mickiewicz „Dziady” cz.I i II (J. Englert, 1997) 
T. Kantor „Dziś są moje urodziny” (T. Kantor, 1992) 
F. Brukner „Elżbieta Królowa Anglii” (L. Adamik, 1984) 
S. Mrożek „Emigranci” (K. Kutz, 1995) 
A. Strindberg „Eryk XIV” (J. Gruza, 1979) 
W. Gombrowicz „Ferdydurke” (M. Wojtyszko”, 1985) 
R. Harwood „Garderobiany” (M. Wojtyszko, 1991) 
W. Shakespeare „Hamlet” (A. Wajda, 1992) 
H. Ibsen „Hedda Gabler” (J. Świderski, 1974) 
G. Zapolska „Ich czworo” (T. Zygadło, 1977) 
J. W. Goethe „Ifigenia w Taurydzie” (E. Axer, 1965) 
J. Drda „Igraszki z diabłem” (T. Lis, 1979) 
T. Bernhard „Immanuel Kant” (K. Lupa, 1997) 
W. Gombrowicz „Iwona, księżniczka Burgunda” (Z. Hübner, 1987) 
T. Dorst „Ja, Feuerbach” (T. Łomnicki, 1990) 
T. Bernhard „Kalkwerk” (K. Lupa, 1998) 
B. Brecht „Kariera Artura Ui” (J. Gruza, 1973) 
T. Różewicz „Kartoteka” (K. Swinarski, 1967) 
T. Różewicz „Kartoteka” (K. Kieślowski, 1979) 
T. Różewicz „Kartoteka rozrzucona” (K. Kutz, 1998) 
H. von Kleist „Kasia z Heilbronnu” (J. Jarocki, 1995) 
R. Chandler „Kłopoty to moja specjalność” (M. Piwowski, 1978)
P. Barz „Kolacja na cztery ręce” (K. Kutz, 1990)
J. Słowacki „Kordian”cz.I (J. Englert, 1994)
J. Słowacki „Kordian”cz.II (J. Englert, 1994)
S. Mrożek „Krawiec” (M. Kwieciński, 1997)
J. Słowacki „Ksiądz Marek” (K. Nazar, 1998)
S. Grochowiak „Lęki poranne” (T. Zygadło, 1978)
A. de Musset „Lorenzaccio” (A. Holland, L. Adamik, 1978)
A. Gelman „Ławeczka” (M. Wojtyszko, 1988)
B. Brecht, K. Weill „Mahagonny” (K. Zaleski, 1985)
S.I. Witkiewicz „Matka” (J. Jarocki, 1976)
B. Brecht „Matka Courage” (L. Zamkow, 1974)
J. Słowacki „Mazepa” (G. Holoubek, 1969)
A. Fredro „Mąż i żona” (B. Korzeniewski, 1973)
Molier „Mieszczanin szlachcicem” (J. Gruza, 1969)
S. Mrożek „Miłość na Krymie” (E. Axer, 1998)
Z. Skowroński „Mistrz” (J. Antczak, 1972)
M. Bułhakow „Molier, czyli zmowa świętoszków” (M. Wojtyszko, 1981)
G. Zapolska „Moralność pani Dulskiej” (T. Zygadło, 1992)
Z. Krasiński „Nie-Boska komedia” (Z. Hübner, 1982)
T. Kantor „Niech sczezną artyści” (T. Kantor, 1988)
K. H. Rostworowski „ Niespodzianka” (J. Świderski, 1978)
T. Kantor „Nigdy tu już nie powrócę” (T. Kantor, 1990)
S. Wyspiański„Noc listopadowa” (A. Wajda, 1978)
A. Strindberg „Ojciec” (J. Maciejowski, 1991)
J. Kitowicz „Opis obyczajów, czyli jak zwyczajnie...” (M. Grabowski, 1990)
Ch. Hampton „Opowieści Hollywoodu” (K. Kutz, 1986)
S. Beckett „Ostatnia taśma” (A. Libera, 1989)
W. Shakespeare „Otello” (A. Chrzanowski, 1981)
M. Gogol „Ożenek” (E. Bonacka, 1976)
A. Mickiewicz „Pan Tadeusz” (A. Hanuszkiewicz, 1970)
J. Potocki „Parady” (K. Zaleski, 1978)
A. Czechow „Płatonow”(A. Domalik, 1992)
S. Mrożek „Portret”(K. Dejmek, 1990)
W. Shakespeare „Poskromienie złośnicy” (Z. Hübner, 1971)
F. Kafka „Proces” (A. Holland, L. Adamik, 1980)
B. G. Shaw „Profesja pani Warren” (A. Bardini, 1971)
I. Brešan „Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna” (O. Lipińska, 1985)
T. Różewicz „Pułapka” ( S. Różewicz, 1990)
M. Gogol „Rewizor” (J. Gruza, 1977)
W. Shakespeare „Ryszard III” (F. Falk, 1989)
N. Erdman „Samobójca” (K. Kutz, 1989)
J. Słowacki „Sen srebrny Salomei” (K. Nazar, 1994)
J. Conrad „Spiskowcy” (Z. Hübner, 1987)
G. Salvatore „Stalin” (K. Kutz, 1992)
G. Sapiro „Szalbierz” (T. Wiszniewski, 1990)
T. Williams „Szklana menażeria” (J. Antczak, 1963)
W. Gombrowicz „Ślub” (J. Jarocki, 1992)
A. Fredro „Śluby panieńskie” (A. Łapicki, 1986)
A. Miller „Śmierć komiwojażera” (K. Karabasz, 1980)
Molier „Świętoszek” (Z. Hübner, 1971)
W. Gombrowicz „Trans-Atlantyk” (M. Grabowski, 1991)
U. Betti „Trąd w pałacu sprawiedliwości” (G. Holoubek, 1970)
A. Czechow „Trzy opowiadania” (G. Towstonogow, 1966)
A. Czechow „Trzy siostry” (A. Bardini, 1974)
S. I. Witkiewicz „W małym dworku” (Z. Hübner, 1970)
S. Wyspiański „Warszawianka” (A. Łapicki, 1978)
A. Nowaczyński „Wielki Fryderyk” (J. Gruda, 1981)
T. Kantor „Wielopole, Wielopole” (T. Kantor, 1984)
F. Dürrenmatt „Wizyta starszej pani” (J. Gruza, 1971)
A. Czechow „Wujaszek Wania” (A. Bardini, 1980)
S. Wyspiański „Wyzwolenie” (K. Swinarski, 1980)
F. Dostojewski „Zbrodnia i kara” (A. Wajda, 1987)
A. Fredro „Zemsta” (J. Świderski, 1972)
P. Calderon de la Barca „Życie jest snem” (J. Jarocki, 1987)

środa, 8 czerwca 2016

End & Ends czyli zbieraninka


Po Teneryfie została ino opalenizna i wspomnienia. Czarny piasek! Następnym razem zabiorę trochę ze sobą na pamiątkę. Trochę? Usypię sobie warstwę na podłodze w salonie, kilkucentymetrową, nawet pod fortepianem. A, tak, nie mam fortepianu, salonu też nie. No i transport tony piasku z Teneryfy byłby za drogi.

Zapamiętałam z filmu Love & Mercy scenę, kiedy Paul Dano jako Brian Wilson siedzi przy fortepianie a u bosych stóp pełno piasku. Ale skoro to film o Beach Boys...

Co by tu napisać, tyle się dzieje. Prędkości kosmiczne. Woda się gotuje. Czerwona herbata z sokiem jabłkowym. Przepyszna. Teraz obok mnie pół litra :) Pralka świeci: End. Wieszam pranie. Kicham, przeziębiona, dlatego w domu. Rozpoczęłam sezon truskawkowy pochłonięciem dwóch kilogramów truskawek, na raty. Jutro kontynuacja, dziś przez katar nie chciało mi się wyjść nawet po truskawki. W kolejce do czytania Dziewczyna z pociągu. Dziś na CBS Europa o 21.00 druga część sfilmowanego Williama Goldinga, To the Ends of the Earth. Pisałam o nim dwa lata temu, wtedy też czytałam. Perełka.

Jakiś czas temu zgłosiłam inicjatywę obywatelską. Po masakrycznym okrojeniu skierowano ją do realizacji! Trochę biurokracji i sadziliśmy późną wiosną drzewa owocowe i łąkę kwietną. Teraz mam w środku miasta coś na kształt "prywatnego" sadu. Jabłonie rosną dzięki mojemu pomysłowi i fartowi przy realizacji. Nieformalny spadek po moim ojcu, zapalonym sadowniku, "genu nie wydłubiesz" :)

W Berlinie byłam niedawno, między innymi na festiwalu  Berlin Music Video Awards. Mieliśmy darmowy wstęp na pierwsze trzy dni. Wspaniała atmosfera, rewelacyjna muzyka, kolejne ciekawe przeżycia i wspomnienia. Zachwyt miastem, dzielnicą Kreuzberg, komunikacją, szerokością. Tylko trzy dni, dwa noclegi, ale wypad intensywny.

W Empiku byłam, w Jankach pod W-wą. Rzuciłam okiem na muzykę. TOP, miejsce trzecie: Gang Albanii. O czasy, o obyczaje. Zostałam niedawno zapoznana z twórczością Popka, znam, słuchałam, zjawisko ciekawe, ale nie miałam pojęcia, że AŻ TAK. W czołówce także O.S.T.R., nie przepadam. Dalej, ale jeszcze w dwudziestce, Łona i Webber z płytą Nawiasem mówiąc. Lubię Błąd. Kawałek o czytelnictwie ;) Słuchanie hip hopu nie przeszkadza mi w słuchaniu Chopina, nic a nic. Biegam do Łazienek w niedziele na koncerty chopinowskie pod pomnik kiedy tylko mogę. Przedostatnio pobiegłam aż dwa razy, koncerty są o 12.00 i o 16.00. Ostatnio nie mogłam, SYN PRZYJECHAŁ. Od września w kontakcie na odległość. Łzy pociekły, owszem. Urósł, jakiś szerszy się zrobił, normalnie dorosły facet... A ja nadal młoda :)

Jeszcze o monodramie, bo świetny widziałam, autorstwa Joanny Pawluśkiewicz w reżyserii Agaty Puszcz. Co modna pani wiedzieć powinna w wykonaniu Katarzyny Kołeczek. Mistrzostwo świata, spłakałam się ze śmiechu. "Ja w ogóle teraz nie mogę zaczynać o tym myśleć, bo wtedy mi się dzieje tak jakbym myślała o kosmosie.."

I teatr jeszcze polecam, wspaniale wyreżyserowany przez Agnieszkę Glińską Pieniądze i przyjaciele, z 2005 roku. Obejrzałam w poniedziałek i trwam w zachwycie!

Widziałam ostatnio masę filmów i klipów, wydeptałam własne ścieżki nad Wisłą, głównie w celu dotlenienia i utrwalenia słońca na skórze, rozwiązałam milion Jolek i Sudoku. I cieszę się, że mnie katar dopadł, bo nareszcie znalazłam chwilę by tu zajrzeć!

piątek, 22 stycznia 2016

wstrząs pinowy


Obejrzałam wczoraj "Pinę" Wima Wendersa i jestem we wstrząsie pinowym. Oglądałam z bardzo dużymi przerwami od 6 rano do około 18.00. Film posiadam od trzech lat i dopiero teraz zebrałam się na odwagę jego obejrzenia. Przeżyłam. Wszystko należy robić we właściwym czasie. Wtedy to co ma zadziałać, zadziała optymalnie.


"Your fragility is also your strenght"

Wychodzę z domu i czasem jest dziwnie, tzn. jest zbyt nijako. Kiedyś wspierałam się Mrożkiem, jego utworami dramatycznymi. Teraz pora dobra na Różewicza. Różewiczem równoważenie bardzo polecam.

W teatrze wyreżyserowanym przez Macieja Wojtyszkę "Grzechy starości" (jego własny tekst) są świetne dialogi, obejrzyjcie koniecznie. Jedna z postaci, Mariusz Bonaszewski jako Charles Baudelaire mówi: "Żeby nie czuć ciężaru czasu należy się upijać i wszystko jedno czym. Może być nawet poezja". Zatem czytajcie Różewicza jako i ja czytam ;)

Natknęłam się dziś na mieście na plakat zapowiadający Frankensteina w lutym w Teatrze Syrena. I kto gra potwora? ERYK LUBOS. Muszę to zobaczyć! Premiera pod koniec lutego, chyba 26. Chciałam załączyć plakat, ale nie ma w sieci, hm. Poczekam, dołączę i będę trąbić, bo to nie może nie być genialne.

Obejrzałam jeszcze "Powrót wabiszczura", bo jakieś trzydzieści lat temu przeczytałam książkę Andrzeja Makowieckiego. Zrealizowany tragicznie, ubożuchny, a może tylko ja miałam jakąś opłakaną kopię, ale treść mocna i widać, że twórcy starali się. Niemczyk rewelacja.

Obejrzałam też Clerks Kevina Smitha, jeszcze raz po latach, im starsza jestem, tym bardziej doceniam i podnoszę ocenę ("Sraj, albo złaź z nocnika"!).

Nie napiszę czego ostatnio słucham, bo nie zdzierżycie. W każdym razie od czasu do czasu dla zrównoważenia tych dźwięków muszę się porządnie wytarzać w śniegu, co oprócz Różewicza równie gorąco polecam.

Czas spowalnia, za co jestem niewymownie wdzięczna, ale i tak niewystarczająco bym ogarnęła wszystko co chcę teraz ogarniać, ogarnąć. Więc może da radę jeszcze ciut ciut?

Zaczął się MyFrenchFilmFestival, bierzcie i oglądajcie, manna filmowa z nieba spada, grzech zlekceważyć.


byłem kim jesteś
będziesz kim jestem


Jerzy Andrzejewski, Popiół i diament

czwartek, 30 października 2014

próba otwarta


Do teatru mnie zaniosło, jak zwykle, przez przypadek. Telefon, są bilety na próbę otwartą spektaklu w Teatrze Żydowskim, czy idę. No pewnie! Okazało się, że w małej sali dziki tłum, miejsca siedzące zajęte, ale nas jeszcze wpuścili, musieli, mieliśmy przecież bilety. Ale trzeba było stać w końcu sali. Rzutem na taśmę znalazły się jeszcze dla nas dwa krzesełka, ale z pozycji siedzącej tym bardziej nie było widać sceny. Próba była czytana, sztuka w obszernych fragmentach. Coś w rodzaju śmiesznych scenek, skeczy. Więc niezbyt liczyła się wizja, a fonia znakomita. Na początek kolejka do lekarza i coś co można nazwać licytacją schorzeń, chorzy wzajemnie się przekrzykują i prześcigają w wyolbrzymianiu swoich dolegliwości. Potem kilka sytuacji towarzyskich, świetny duet: Apsik i Czopek, trochę momentów śpiewanych. Najbardziej podobało mi się imię kobiece Szuszenbuchra ;) W sumie trochę śmiechu, kilka momentów, które się nieco dłużyły, ale mam nadzieję, że do premiery grudniowej wszystko zostanie dopracowane. Dopiero po powrocie do domu przeczytałam, że to sztuka "Królestwo Wszechwanny” izraelskiego dramaturga Hanocha Levina w reżyserii Pawła Paszty. Premiera 12 grudnia.

sobota, 10 maja 2014

monstrualne rekwizyty



Teatr zwiedziłam od zaplecza. Pod stopami miałam deski największej sceny operowej świata. Teatr Wielki - Opera Narodowa. Ponad godzinna wędrówka i obejrzane może 10 procent gigantycznej budowli. Ależ to fabryka, ilu rzemieślników, miasto w mieście, z hotelem, jadłodajnią i ambulatorium. Wszystko duże, wysokie, korytarze zawalone rekwizytami, windy wielkości wagonu kolejowego (jechałam, będzie mi się teraz śniło po nocach). Trwała próba baletu, więc tylko przez lufcik.


Szkoda, że nie włączyłam lampy przy byku z Carmen. Jest gigantyczny, jednolity, nie do rozmontowania. Stoi sobie nieużywany w kącie od kilku lat.

Z okna sali prób chóru, do którego wspinanie po drabince, można dojrzeć kwadrygę z frontu dachu. 

zdjęcia: xbw

czwartek, 24 kwietnia 2014

świat demaskowany


Matka to po fińsku podróż. Matką jestem od 22 lat. Równiutko. Funkcja rodzica korespondencyjnego - małe ciche bohaterstwo, przez nikogo nie zauważone, przez nikogo nie docenione. Po raz pierwszy jestem matką na dystans, Gniozdurek poszedł w świat.

Świat, który zdejmuje kolejne maski i warstwy otuliny, odziera człowieka z kolejnych złudzeń. My odarci, świat coraz bardziej zdemaskowany. Łuski w oczy wciskamy jak szkła kontaktowe, byle jeszcze trochę przesłonić całą prawdę niepiękną. Zawsze tak było, tylko bez Internetu, łatwiej było trzymać się z daleka od drzewa poznania dobra i zła. Technologie galopują, już prawie nikt nie nadąża, a to dopiero początek. 

Świat żegna Marqueza, Polska żegna Różewicza, Machulski napisał sztukę o Machiavellim. "Machia" będzie wystawiana w kilku teatrach, może uda mi się jakoś pójść, albo choć przeczytać wersję pisaną. Polski teatr nadąża za rzeczywistością, głęboki ukłon.

W odległości mniej więcej dłuższej przekątnej Polski, na wschód, miękko pełznie cicha wojna. Reakcje równie ciche, eteryczne, jak cienie na ścianie (jaskini?).

Idę, poopowiadam sobie bajki. "Coś zróbmy, coś zaróbmy, trochę żywności kupmy!" (Jan Brzechwa)

PA! CZÓŁKO.



"Happy" z Belfastu, szczególnie przywiązałam się do tego właśnie wykonania.

poniedziałek, 31 marca 2014

"Frankenstein" z Londynu



Przeczytałam "Frankensteina", obejrzałam trzy filmy o prawdopodobnych okolicznościach jego powstania "Gothic", "Remando al viento" i "Haunted summer". Do tego przyśnił mi się Benek, co uznałam za wezwanie do obejrzenia spektaklu zarejestrowanego na deskach Royal National Theatre. Uległam :)

Gwiazdy.
Jonny Lee Miller, właściwe imię Jonathan, nazwisko Lee po matce, nazwisko Miller po ojcu. Były mąż Angeliny Jolie. Pamiętam go z Hakerów i Trainspotting (ten blondynek).
Benedict Cumberbatch, no comments.
Danny Boyle, reżyser między innymi Płytkiego grobu, Trainspotting.

Obaj odtwórcy głównych ról grają także Sherlocka Holmesa. Czy to był klucz wyboru właśnie ich do obsady sztuki? Jonny Lee Miller to Sherlock z "Elementary", Benedict to Sherlock z "Sherlocka". W co drugim spektaklu aktorzy zamieniali się rolami grając raz Frankensteina, a raz Monstrum.

Scenariusz spektaklu napisał Nick Dear. Z założenia miał bazować na książkowym oryginale. Akcja scenicznego "Frankensteina" zaczyna się w momencie stworzenia: za woalu wyłania się człekopodobna naga dorosła Istota, oszpecona i odpychająca. Benedykt jako Wiktor zwiewa na jej widok, przerażony, zostawiając pole do popisu dla Lee Millera. A ten odgrywa rolę Monstrum po mistrzowsku. Zwłaszcza pierwsze "dziecięce" doświadczenia i radości, kontakt z roślinnością, deszczem, pierwszy śpiew ptaków (zachwycający moment, śpiew chóru, ptasi świergot i radosna muzyka). Do Potwora z czasem dociera okrutna prawda, że został porzucony, odepchnięty, samotny na zawsze. Podglądając życie pewnej kochającej się rodziny uczy się, na czym polegają stosunki międzyludzkie, pojmuje mowę, poznaje litery i czyta "Raj utracony" Miltona. Pragnie bliskości. Wchodzi w sympatyczną relację z niewidomym staruszkiem z chaty, a kiedy próbuje rozszerzyć znajomość na osoby widzące, zostaje odrzucony. W akcie zemsty (revenge) podpala chatę. W oryginale jest ona pusta, w spektaklu jej mieszkańcy giną w pożarze. Nick Dear dodał kilka momentów komediowych, których w pierwowzorze ani na jotę. Jednym z nich jest odpowiedź Potwora na pytanie Wiktora: - Czytałeś "Raj utracony"?! - Podobał mi się!

W spektaklu londyńskim to Potwór był bardziej ludzki i mniej potworny niż jego stwórca. Wiktor Frankenstein był w stosunku do swojego dzieła zimny i zdystansowany, momentami okrutny, co Benedict odegrał znakomicie (It Speaks!). Monstrum ma wytłumaczenie swojego postępowania. Samotność. I wielką, można by powiedzieć MONSTRUALNĄ, niepowstrzymaną potrzebę miłości i bliskości.

Potwór nie ma nikogo, niczego. Widzi nagle zwykłą rodzinę posiadającą dach nad głową, kominek, ogień, ciepłą strawę, ogród warzywny, wreszcie miłość wzajemną, uśmiechy, życzliwe słowa, muzykę i śpiew. Widzi, że rodzina jest razem, blisko, w kontakcie także dosłownie bezpośrednim. Taka zwykłość, taka normalność - ale nie dla Kreatury. Na dodatek oni tacy piękni, a on w najwyższym stopniu odrażający.

Sztuka przejmująca, Monstrum - wzruszające, całość zachwycająca. Wspaniała oprawa spektaklu, scenografia, efekty, oświetlenie, obrotowa scena. Chcę więcej takich akcji, z nagrywaniem TAM live i odtwarzaniem u nas w kinach. Bo na wypady do teatru do Londynu, póki co, nie mam co liczyć. Oj, zawyżyli chłopaki, zawyżyli, i co ja teraz, biedna, pocznę ;)

Zniknęłam. Żeby wrócić musiałam posłuchać Modern Talking. Grawitacja zadziałała, na szczęście.
"Atlantis is calling, S.O.S. for love"

FRAGMENTY 1
FRAGMENTY 1.
FRAGMENTY 2

poniedziałek, 10 lutego 2014

Next-Ex Machulskiego w teatrze TV


Jedna z lepszych komedii jakie oglądałam, radość w czystej postaci i garść mądrości do kompletu.
W TVP - Next-Ex, teatr Juliusza Machulskiego.

*******

- ... i ciągle mi przerywasz!
- Bo mówisz za długą frazą!
- Kultura nakazuje czekać, aż kobieta skończy zdanie.
- Nawet przy równouprawnieniu?
- Tym bardziej!
- Nawet jak to jest zdanie współrzędnie złożone?...
- Gdybyś był lepiej wychowany...
- ... zajmujące dwie strony formatu A-cztery?
- Gdybyś miał kindersztubę...
- To bym miał skręt kiszek co dwa tygodnie! Najdłuższe zdania zaczynasz, kiedy właśnie idę do ubikacji się załatwić!

*******

- Czyta pan po francusku?
- Głównie gazety, bo francuskich autorów, jak już powiedziałem, niezbyt lubię.
- Skoro pan nie czyta, to nie może pan lubić, oczywiście...
- Nie, dlaczego? Ostatnio przeczytałem ze trzy powieści Houellebecqa, ale wszystkie moim zdaniem do du... do niczego.
- Trzy powieści?
- Tak. Panu się podobała może któraś?
- No, może ta jedna... tytuł mi wyleciał... O kim wspomniałeś? Wellbeck? Nie przepadam.
- Wolę pisarzy anglosaskich.
- Ja też. Heller? Vonnegut?
- O! To klasyka. Lubię trochę młodszych, Martina Amisa, Toma Wolfe, a szczególnie pisarkę A.M. Homes.
- Holmes?
- Homes. "Muzyka dla podpalaczy", "Ta książka uratuje ci życie".
- Tak sądzisz? To taka dobra książka?
- To tytuł. "This Book Will Save Your Life".
- Jakoś przegapiłem. Kto to tłumaczył?
- To nie było tłumaczone. Zamówiłem sobie przez Internet. Gdybym czekał na tłumaczenia wszystkich nowości... Lubię czytać w oryginale. Z polskim daleko się nie zajedzie.
- A co mógłbyś mi polecić z literatury iberyjskiej?
- Przede wszystkim Javier Marias - to geniusz! Dziś najlepszy pisarz europejski. A z Kolumbii polecam...
- Wiem, wiem! Oczywiście Marqueza. Kto go nie zna?
- Marquez? To przeszłość. Dziś raczej to Fernando Vallejo.
- Chyba muszę sobie to wszystko zapisać... I oczywiście ich też czytasz w oryginale?
- Claro quo si! Como no?
- Słucham?
- Jasne, że tak! Jakżeby nie?

wtorek, 13 listopada 2012

"Bóg mordu" - Yasmina Reza





Usłyszałam, że w warszawskim Teatrze 6. Piętro wystawiają sztukę nową. Obejrzałam zapowiedź i postanowiłam, oczywiście, najpierw przeczytać. Przy okazji dowiedziałam się, że Roman Polański nakręcił wg "Boga mordu" swój ostatni film "Rzeź" (Carnage). Rzecz jest niewinna, wbrew tytułowi. W przyjemnym mieszkanku cywilizowanej rodziny spotykają się dwa małżeństwa w średnim wieku, uprzejmie rozmawiają na temat dzieci, które się ze sobą starły w zwykłej chłopięcej bójce. Krew się nie leje i nikt nikogo nie morduje. Ale napięcie niebezpiecznie rośnie, atmosfera zaczyna buzować jak mentos w coli. Podczas próby dojścia do porozumienia pojawia się problem niemożności dojścia do porozumienia, w każdym razie porozumienia wszystkich ze wszystkimi. Dwie kobiety i dwóch mężczyzn zmieniają front, tworzą "sekundowe" koalicje, raz są przeciw sobie, za chwilę znów się niespodziewanie jednoczą. Reza pokazuje próbę odnalezienia się współczesnego człowieka w cywilizacji, w świecie tylko pozornie poukładanym, a tak naprawdę napędzanym przez prymitywne pierwotne mechanizmy głęboko zakorzenione w każdym z nas, niezależnie od kontynentu, pochodzenia, wykształcenia. I jak nasza ucywilizowana moralność, poddawana ciągle stałej obróbce przez współczesne standardy etyczne może sobie poradzić i pogodzić to co pierwotne z tym, co dopuszczalne? Czy można wygonić w nocy chomika z domu? Czy zwierzątko sobie poradzi? Takie malutkie przykładziki zaledwie Yasmina podaje, ale potrącenie przez nią tematu z całą pewnością spowoduje u czytelnika lawinę myślową wielokierunkową. I na tym właśnie polega wielkość tej skromniutkiej cieniutkiej książeczki. Nie dziwię się, że Polański właśnie ją zapragną sfilmować. Bo sztuka "Bóg mordu" uświadamia nam, jak bardzo "nieosadzeni" jesteśmy. Jak bardzo narażeni na "wytrącenie". W każdej chwili, z byle powodu. Wystarczy błahostka. Jak bardzo chaotycznie żyjemy. Jak bardzo jesteśmy sami. I może jeszcze uświadamia nam, że nasze wszelkie starania i tak prowadzą nas do punktu wyjścia. 

I że trzeba uważać na rum.

Yasmina Reza
"Bóg mordu"
(Le Dieu du carnage)

środa, 6 czerwca 2012

Nex-Ex i stany


Juliusz Machulski ma się dobrze. Obejrzałam niedawno jego komedię "Next-Ex", niestety w teatrze tv, sztuka ok, obsada nieco mniej ok. Czemuż, ach, czemuż, obsadzono aktorów grających w popularnych serialach? Miałam wrażenie, że oglądam kolejny z odcinków Julii, M jak Miłość czy Na dobre i na złe. Albo inaczej, czemu aktorzy teatralni muszą być równocześnie aktorami serialowymi... :(

Tekst Machulskiego dość fajny, niestety zakończenie przewidywalne. Szkoda, że nie obejrzałam w teatrze, jakiś czas temu grano ją w Łodzi. Najbardziej utkwił mi w pamięci test na znajomość stanów amerykańskich, jaki ojciec przeprowadził na jednym z byłych chłopaków córki. Młodzieniec, nota bene, studiujący amerykanistykę, potrafił tych stanów wymienić 26. Kilka lat temu chodziłam na wykłady z kultury amerykańskiej, pewna siebie wzięłam ołóweczek i karteczkę i zaczęłam swój własny test. Utknęłam na 22. Pamięć mam dobrą, ale krótką. Przed chwilą test powtórzyłam, już lepiej, z biegu około 40, a po przypomnieniu niemal wszystkie. Macie ochotę na test ze znajomości stanów Stanów? :)