.

De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 maja 2014

z Różewicza

====================================================================

"Widzi pani, jestem zbyt prymitywny. Wszystkie nieporozumienia między mną i światem wywodzą się z tego, że jestem prymitywny i chcę poważnie traktować życie. Taki byłem, bo teraz to i nie wiem, jaki jestem. Podobnie jak większość ludzi. A już najgorsi są ci, co o tym myślą. Przeklęta gadanina, gdyby ludzkość razem ze mną zamknęła na wieki olbrzymią jadaczkę. Niech te dwa miliardy umilkną na jeden dzień i wszystko odzyska swój blask. Ze słowami jest o wiele gorzej, niż nam się wydaje. Język kłamie myślom, rozumie pani. Pozwoli pani, że zacytuję zagranicznego pisarza, filozofa. Nasi miejscowi w tygodnikach gadają tak zawile i mądrze, to znaczy oczywiście tak głupio i zawile, że nie sposób ich cytować. Uwaga! Cytuję: „Jakaż przepaść pomiędzy impresją a ekspresją! Taki już jest nasz ironiczny los - żywić szekspirowskie uczucia, a mówić o nich językiem sprzedawcy samochodów, wyrostka lub gimnazjalnego profesora"... Koniec cytatu!”

Tadeusz Różewicz - fragment dramatu "Kartoteka", Wydawnictwo Literackie, str. 49-50

====================================================================



"DZIENNIKARZ Czy można wiedzieć, jaki ma pan cel w życiu?
BOHATER Ja już osiągnąłem i teraz raczej trudno mi powiedzieć...
DZIENNIKARZ A czy pan jest zadowolony z tego, że żyje?
BOHATER Tak... nie... tak... właściwie tak.
DZIENNIKARZ A dlaczego?
BOHATER Czy ja wiem...
DZIENNIKARZ A któż to ma wiedzieć?
BOHATER Nie wiem.
DZIENNIKARZ A czego pan chce dokonać jeszcze?
BOHATER Noo... mam różne plany, chciałbym oczywiście... wprawdzie...
DZIENNIKARZ notuje. Namyśla się, rzuca nagle pytanie Jakie są pana poglądy polityczne?
BOHATER Kto ma o piątej rano poglądy polityczne? Oszalał. Chce, żebym miał o świcie poglądy! Trzeba się umyć, ubrać, załatwić, wyczyścić zęby, zmienić koszulę, założyć krawat, wciągnąć spodnie i dopiero poglądy...
DZIENNIKARZ Rozumiem... Czy pan wierzy w zbawienie?
BOHATER Tak... nie... raczej... do pewnego stopnia... śmieszne pytanie.
DZIENNIKARZ Jeśli się nie mylę, pan jest prostym człowiekiem?
BOHATER Tak.
DZIENNIKARZ Pan wie, że w pana rękach leżą losy świata?
BOHATER Do pewnego stopnia.
DZIENNIKARZ Co pan zamierza uczynić, aby zachować pokój na świecie?
BOHATER Nie wiem.
DZIENNIKARZ Czy pan zdaje sobie sprawę z tego, że w wypadku wojny wodorowej zginie ludzkość?
BOHATER prawie wesoło Oczywiście, oczywiście.
DZIENNIKARZ I co pan robi, żeby nie dopuścić do wybuchu?
BOHATER śmieje się Nic.
DZIENNIKARZ Ale przecież pan kocha ludzkość?
BOHATER Oczywiście.
DZIENNIKARZ A dlaczego?
BOHATER Jeszcze nie wiem. Trudno mi odpowiedzieć, jest dopiero piąta rano, niech pan wpadnie koło południa, może już będę wiedział.
DZIENNIKARZ chowa notes do kieszeni Niewiele się tu dowiedziałem.
BOHATER Za późno pan przyszedł".

Tadeusz Różewicz - fragment dramatu "Kartoteka", Wydawnictwo Literackie, str. 38-39

====================================================================


"Kartoteka" powstała w latach 1958-1959, pierwsze wydanie 1960

====================================================================

czwartek, 24 kwietnia 2014

"i będzie można odetchnąć"



"ONA Głupota przybiera rozmiary
     normalne
ON nieskończoność jest krótsza
     od nogi
     Sophii Loren
ONA miłość i nienawiść
     zmniejszyły wymagania
ON biel nie jest już taka biała
     taka rażąco biała
ONA czerń nie jest już taka czarna
     taka naprawdę czarna
ON temperatura jest średnia
ONA wiatry są umiarkowane
ON ucho van Gogha
     wygląda prawie komicznie
ONA jak zielone ucho śledzia
ON metafizyka ma
     nogi jamnika
ONA opoka mięknie
     i opowiada anegdotki
ON znów jest coś
     w rodzaju poezji
OBOJE zakłada się nogę na nogę
ON na akademii koncercie
     w teatrze w samolocie
ONA psy chodzą w kołderkach
     młodzież jest zagadkowa
     pani Zofia radzi zapomnieć
ON pryszcz na nosie stwarza
     problem alienacji
OBOJE zakłada się nogę na nogę
ON apokalipsę
     czytuje się do poduszki
ONA cytuje w "Przekroju"
ON hierarchia walczy
     z prezerwatywami zamiast
ONA walczyć o podniesienie ich jakości
ON o końcu świata
     mówi się pobłażliwie
OBOJE zakłada się nogę na nogę
ONA domy stoją
ON samochody jeżdżą
ONA panowie mają panie
ON panie mają futra
ONA futra mają kołnierze
ON i tak dalej
OBOJE zakłada się nogę na nogę
ON w kościołach mówi się o piekle
     w sposób oględny
ONA zakłady pogrzebowe
     są obficie zaopatrzone
ON w wielki asortyment
     trumien i wieńców
ONA zdarzają się i tu nadużycia
ON ale klienci mają rację
ONA można wstąpić
ON można wystąpić
ONA można się oburzyć
ON niezbyt głęboko
ONA można wypić kawę
OBOJE zakłada się nogę na nogę

     chwila ciszy
ON A wiesz boję się trochę

     boję się że mogę to stracić
ONA co
ON no właśnie to nic
     boję się o to
     że mogę stracić to
     coś niecoś
OBOJE naszą małą stabilizację
ON że mogę stracić to wstawanie
     z łóżka
ONA to kładzenie się do łóżka
ON i to leżenie w łóżku
ONA i pracę i mój stosunek
     do pracy i stosunek
     przełożonego do mnie
ON i nasze wzajemne stosunki
ONA które nie układają się
     najlepiej
ON ale przecież lepiej tak
     niż wcale
ONA boję się troszkę
     że mogę stracić to mieszkanie
ON i obiady które są raz lepsze
     raz gorsze i ciebie
OBOJE i twoje i moje i nasze
ON w pewnym sensie poglądy
ONA troszkę się boję o szafę
ON i o spodnie w szafie o poetykę
ONA i porcelanę i estetykę
     i kieliszki i etykę
ON o nasze ostatnie słowa
     przed zaśnięciem
ONA i te przed ziewnięciem
ON i o sufit nad nami
OBOJE Nasza mała stabilizacja
     może jest snem tylko
ON ale tak naprawdę tak w głębi
     wierzę że wszystko
     jednak się jakoś ułoży
ONA i będzie można
     odetchnąć
ON z drugiej strony
     jednak coś mnie
     nurtuje
ONA od przebudzenia do
     zaśnięcia
ON Nasza mała stabilizacja
     może jest snem tylko"

fragment dramatu "Świadkowie albo Nasza mała stabilizacja", 1964
Tadeusz Różewicz (9 października 1921 - 24 kwietnia 2014)

środa, 26 marca 2014

Sławomir Mrożek - "Tango"


Mrożek umarł. Każdy impuls jest dobry by chwycić miotełkę i odkurzać. Czasy ogólniaka. Najpierw był "Słoń", potem "Woda" i inne. Już nie pamiętam czy "Tango" było lekturą szkolną, czytałam dla przyjemności i dla siebie, nie dla nauczyciela czy szkoły. Teraz wchodzę po raz drugi do tej rzeki, po blisko trzydziestu latach, zazdroszcząc ludziom pamiętającym wszystko co w życiu przeczytali. Jakie to straszne (dla mnie, dla nielicznych, bo na pewno nie dla ogółu) nie mieć własnej biblioteki ze wszystkimi ważnymi dla nas książkami. Dodatkowo to uciążliwe - trzeba mieszkać blisko dobrze zaopatrzonej biblioteki publicznej. Trzeba także posiadać kogoś, najlepiej dobrze umięśnionego, kto na pełnym etacie będzie kursował ze stosami książek w tę i we w tę między miejscem zamieszkania a biblioteką. Więc by zajrzeć do "Tanga" znowu trzeba było włączyć do procesu czytelniczego najbliższą bibliotekę i dostosować się do godzin otwarcia i limitów wypożyczeń. Akrobatyka a nawet ekwilibrystyka. 

No więc, umarł. Ale pożył solidnie, swój czas zapełnił gęsto konkretną treścią. Jest z czego korzystać, czerpać, karmić się. Nie odstawiać na półkę, w zakurzone zakamarki pamięci.

Jesteśmy bogatym krajem. Bogatym w dzieła literackie. "Tango" to nie tylko utwór sceniczny, to kopalnia kamieni szlachetnych.

Artur, Stomil, Eleonora, Eugenia, Eugeniusz, Edek i Ala, bohaterowie "Tanga", żyją pod jednym dachem, ale nadużyciem byłoby powiedzenie, że w harmonii. Nadeszły nowe czasy, nowoczesności, wyzwolenia ze starych skostniałych form i konwencji. Ludzkości już nic nie krępuje. Wszystko jest dozwolone, nie ma żadnych zasad. Artur, dorodny młody człowiek lat 25, nie chce funkcjonować w zastanym porządku, w którym nie ma żadnego porządku, gdyż on właśnie pożąda porządku, zasad, ustaleń. Wchodzi w konflikt z rodziną, w końcu postanawia działać. Posądzony zostaje o potrzebę tragedii, o formalizm, o egoizm. Artur z kolei oskarża rodzinę o tchórzostwo, brak skromności, inicjatywy, o zaniechanie działania, o ugrzęźnięcie w niewoli farsy. Zwyczajowe i odwieczne ścieranie się pokoleń. Finał smutny.

Hasła, zwłaszcza te wartościowe, tracą w momencie ich wygłoszenia. Stają się automatycznie śmieszne, puste, głupie, sztuczne, nie na miejscu, odpychające. Hasła powinny być wypowiadane bezgłośnie, wewnętrznie, a realizowane po cichu, wtedy utrzymują głoszone wartości.

Sławomir Mrożek
"Tango"
rok wydania: 1964

 

wtorek, 25 marca 2014

Mrożek - "Miłość na Krymie"


Pierwszy akt - rok 1910, drugi akt - 1928, trzeci akt - współczesność. W każdym ci sami bohaterowie, w tym samym wieku lub postarzeni. Klimat "rosyjskości" unosi się wokół postaci, jakby autorem sztuki był ktoś znający kraj. Ale Mrożek był w Rosji tylko jako turysta w 1956 (później chyba też był ale już po napisaniu Miłości na Krymie). Ale Polakowi w pewnym wieku stosunkowo łatwo załapać "rosyjskiego ducha", zwłaszcza jeśli się podeprze pieśniami, literaturą.

Krym. Bohaterami głównymi są Tatiana, Lily, Sjejkin, Zachedrynski, Wolf, Czelcow, Czelcowa i Zubatyj, do bohaterów przemykających należy na przykład Lenin. Ból egzystencji w akurat tym miejscu i czasie, w takich a nie innych realiach politycznych plus damsko-męskie i męsko-damskie nadzieje przeplatane bezpośrednimi nawiązaniami do Czechowa (wiśniowy sad, trzy siostry Prozorow, wujaszek Wania) tworzą zaskakującą mieszankę, rozśmieszającą i zmuszającą do refleksji na kilku płaszczyznach. Na doczepkę mamy Szekspira w niedosłownym tłumaczeniu autorstwa samego Mrożka, w postaci wyjątków z Hamleta, Otella i Snu nocy letniej.

Rozmowy bohaterów, pozornie o niczym, leniwe, nagle okazują się błyskotliwą szermierką słowną z wysoce filozoficznymi wnioskami. Logika pojawia się i znika, metafizyka znika zanim pojawi się na dobre. A zgroza ogarnia częściej niż nastrój wesołości.

Punktowo pojawiają się wzmianki o różnych momentach historycznych (rewolucja, strzał z Aurory...). W akcie trzecim wspomniany jest generał Wrangel (1878-1928), który postrzegał przyszłą Rosję jako dobrowolną federację narodów i uznawał Polskę i Ukrainę za kraje niepodległe.

Powaliły mnie "barokowe adidasy" z opisu sceny aktu trzeciego. I odpowiedź na pytanie, co jest nieomylnym znakiem w ekonomii, że jest dobrze.

Sztukę akurat pokazywała TV, ale usnęłam już w pierwszym akcie (ze zmęczenia, nie z nudów), przy wersji książkowej za to doskonale się bawiłam, a teatr za kilka dni pojawi się w NINATECE, obejrzę i wysłucham nareszcie tych rosyjskich pieśni (Jamszczik, Pietuch...).

Utwory Mrożka to nie romanse i nie kryminały. Nie powinniśmy czytać Mrożka. Powinniśmy go namiętnie studiować. 

- Pan jest w złym humorze.
- Ja tylko myślę logicznie.
- Ale po co aż tak logicznie!
Sławomir Mrożek
"Miłość na Krymie"
rok wydania: 1993

czwartek, 12 grudnia 2013

nędza nie zna przygody



"Lecz nic nie jest bardziej potworne
niż nędza.
Albowiem ta nie zna przygody,
Ród ludzki w rozpaczy pogrąża,
Dodaje
Dzień smutny do smutnych dni.
Bezradnie patrzą matki
na dzieci marniejące."



Friedrich Dürrenmatt - "Wizyta starszej pani" (Der Besuch der alten Dame, 1956)

piątek, 16 listopada 2012

"Dzika kaczka" - Henryk Ibsen




Po jaką lekturę można sięgnąć po przeczytaniu "Wycinki" Bernharda? Moje ręce wyciągnęły się automatycznie po "Dziką kaczkę" Ibsena. Tak, właśnie, Ibsena, nie Strindberga ;) Co prawda czytałam już, ale pół życia temu. Tak dawno, że ślad w pamięci nie pozostał. Dobrze mieć bibliotekę pod ręką. Już wiem o co chodziło z tym lasem, z tym Ekdalem i nawet z Gregersem.

W "Dzikiej kaczce" akcja toczy się w dwóch domach, bogatym, starego hurtownika Werle i ubogim, Hjalmara Ekdala, syna. Mętnie wspomniana jest przeszłość, nie wiadomo kto przyczynił się do "upadku" starego Ekdala i na czym dokładnie polegało jego dawne "wykroczenie". W każdym razie stary Werle, były wspólnik starego Ekdala, pomaga finansowo całej rodzinie Ekdalów, staremu, młodemu, żonie młodego i ich córce. Życie toczy się nudno i spokojnie aż do czasu przybycia Gregersa Werle, syna hurtownika i przyjaciela z dzieciństwa Hjalmara.

Nadciąga, jak zły duch. Ojciec wydaje kolację dla przybyłego po latach z gór syna, a przy stole zasiada trzynaście osób. Gregers rozpoczyna dzieło oczyszczania, ratowania, pomagania, przywracania, uświadamiania, ogarnięty ideą "prawda ponad wszystko". Burzy i rujnuje Ekdalom ich lepiej lub gorzej, ale poukładany  świat, ale przecież chce dobrze, jest dobry, działa w imię wyższych celów oraz ideałów. Nie zważa na ponadczasową oczywistość, że mało kto jest w stanie udźwignąć prawdę i zaakceptować stan faktyczny, spojrzeć na życie takie jakim ono jest i żyć dalej długo i szczęśliwie.


Hjalmar Ekdal - "Powstanie konieczność dotknięcia tych wszystkich skomplikowanych spraw. Muszę się skupić, mieć trochę spokoju, nie mogę w ciągu jednego dnia brać na siebie wszystkich tych ciężarów."

Gina Ekdal - "W dodatku przy takiej potwornej pogodzie jak dzisiaj."

Na strychu biednego domu mieszka dzika kaczka, postrzelona podczas polowania przez starego Werle. Poszła na dno i zaplątała się "w sitowie, w wodorosty, w całe to licho, które tam na dole rośnie", ale wyłowił ją, półżywą, pies myśliwski. Zaopiekowała się kaczką Jadwinia, córka Hjalmara. Kto jeszcze, oprócz kaczki, jest postrzeloną kaczką która poszła na dno? Kto jest psem ratującym kaczkę? Kto strzelał do kaczki? Czym jest dno? Ibsen mnoży dwuznaczności a czytelnik stawiane sobie pytania. Oczywistych odpowiedzi brak, pozostają interpretacje i alternatywy.

"Dzika kaczka" to najbardziej pesymistyczny dramat Ibsena. Nie tylko prawda nie wyzwala, nie tylko bycie idealistą okazuje się być bezsensowne, a nawet szkodliwe. Ginie dziecko. Bo każde bezmyślne działanie wywołuje zgubny skutek. "Las się mści".

Dziwi mnie, że nie ma tłumaczenia Ibsena bezpośrednio z norweskiego, polskie wydania są tłumaczone Z NIEMIECKIEGO. Ale może jest, tylko o tym nie wiem?

Henryk Ibsen
"Dzika kaczka"
(Vilanden) 
rok wydania oryginału: 1884