.

De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)

środa, 30 grudnia 2015

spomiędzy świąt


Idę do biblioteki, na stoliczku leży książka Simone de Beauvoir. Podnoszę, otwieram przypadkowo na stronie 208: "Wakacje Bożego Narodzenia spędziliśmy całkiem inaczej niż dotychczas". Ha! No właśnie, takich świąt jak tegoroczne jeszcze nie miałam. Zwłaszcza dziwnej Wigilii, którą zaczęłam o trzeciej w nocy. O czwartej stałam na przystanku czekając na autobus nocny. Potem pewne małe zlecenie wykonywane na dodatek w zastępstwie, w przerwie jazda metrem z jakimś przypętanym człowiekiem z Mazur, który koniecznie chciał, bym z nim na te Mazury pojechała. Jeździł za mną tym metrem godzinę, ale był tak uroczy, dziwny i sympatyczny, że nie miałam sumienia, by pogonić. Potem dostałam ciasto, uskuteczniłam mały spacer po parku w miłym towarzystwie i pojechałam na kolację z rodziną, która pierwszy raz spędzała na swoich nowych włościach święta w Warszawie. Obsypała mnie manna z nieba obficie, aż mi łzy w oczach stanęły. Pierwszy świąteczny wieczór takoż spędziłam przedziwnie, między innymi grając w karteczki naklejane na czoło, z lampką białego wina, poznając fajnych nowych ludzi. Na śniadanie zjadłam otrzymane dzień wcześniej ciasto, na obiad tort urodzinowy od siostry. Potem trochę spokoju i odpoczynku, leniwe oglądanie normalnych filmów, słuchanie z zapartym tchem gówniarzy z Toronta, trio BBNG. Książki. Przeczytałam "Kurację", na jej podstawie Smarzowski zrobił teatr tv. I chyba będzie ona zamknięciem roku czytelniczego 2015, już nic więcej nie zdążę, nijak.

Żarówki, hasło dnia, pojęcia nie mam, gdzie ich szukać. Jeśli już się w tym roku nie odezwę, to właśnie z ich powodu. A właściwie z powodu ludzi, którzy podwiesili sufit w mojej łazience. O, żarówki, dajcie jakiś znak, bym wiedziała w którą stronę świata wyruszyć na Wasze poszukiwanie.

czwartek, 24 grudnia 2015

Stay high forever! Wesołych Świąt!


Ode mnie dla Was: pokoju, spokoju, równowagi i harmonii materii z duchem w obliczu wszystkich spraw, zwłaszcza tych trudnych, dzielących, jątrzących, obciążających, nie do zniesienia, czasem nie do ogarnięcia. Jedności ponad poglądami, wspólnoty w każdym jej znaczeniu. Uśmiechu, ufności, zaufania, nielękania. Stay high forever! Wesołych Świąt!


sobota, 12 grudnia 2015

dziś bez tytułu


Nadciąga powoli nieubłaganie fin de año. Cykle umowne. Jeden z moich rozpoczął się 7 listopada, pod hasłem przewodnim 47. Dobrze mi z tymi cyferkami, pod warunkiem niespoglądania w lustra. Dopadłam Różewicza i odkleić się nie mogę, co wiersz, to małe trzęsienie świata wokół. W liceum już się zachwycałam, ale bardzo inaczej. Teraz, po dekadach, nawrót spotęgowany. Bitwa z własnym aniołem.

Lubię teatry telewizyjne i teraz pora na Smarzowskiego przyszła. Klucz, Kuracja, Małżowina. Znalazłam jeszcze Grzechy starości Macieja Wojtyszki.

W nocy dokument o Charlesie Bradleyu, muzyku, który pierwszą płytę nagrał w wieku 62 lat, niezła historia, co najmniej tak dobra jak Sugar Man. Kilka dni temu udało mi się nareszcie dokończyć oglądanie Fausta z 1926 roku, świetny, a rola Mefista bezbłędna, Emil Jannings idealny, zachwycający. Odkryłam Olbrychskiego jakiego nie znałam albo już nie pamiętałam w trzecim Dekalogu Kieślowskiego. Tak sobie siedzę i oglądam i żadnej książki nie mogę od początku do końca przeczytać, co mnie trochę martwi. Czy ktoś opracował metodę na równoczesne czytanie i oglądanie? A, i jeszcze słuchanie muzyki, rzecz jasna. Każdy się ratuje, jak może, ja postanowiłam zanurzyć się w mój świat najukochańszy, przekazu artystycznego. Tyle tego, że cztery lata przetrwam bez problemu. Tak, także słuchając Chopina, bo co? Tyle, że między innymi.

W przyszły weekend dzień z krótkim metrażem. W zeszłym roku nie byłam i żałuję, w tym okopię się na stanowisku i oglądam od początku do końca. Nabrałam apetytu na minionym dopiero Warszawskim Festiwalu Filmów Koreańskich, zdążyłam obejrzeć cztery z siedmiu prezentowanych filmów, zachwyt. Za rok rzucam wszystko i idę na cały, jest króciutki, więc tym bardziej warto.

Czy zostaliście kiedyś pobłogosławieni ptasim odchodem? Pamiętam, że zdarzyło mi się tuż przed wejściem na egzamin maturalny, ustny, bodaj z biologii czy niemieckiego. Musiałam zdawać w pożyczonej w trzy minuty od najbliżej stojącej dziewczyny nie maturzystki spódniczce. Zdałam. Kilka dni temu, na Placu Konstytucji, znów mnie ta przyjemność dopadła, jak delikatny strzał z wiatrówki, znak z nieba. Udawałam się jedynie na masaż stóp, więc żadnej paniki z przebieraniem, po prostu starłam chusteczką.

Dziwne życie, fajne życie.

Summary:
  • komu po drodze 2o grudnia warszawskie kino Kultura - krótkometrażówki !!!
  • Różewicza poczytać
  • teatry Smarzowskiego obejrzeć

piątek, 4 grudnia 2015

"pisałem"


Pisałem
chwilę albo godzinę
wieczór noc
ogarniał mnie gniew
drżałem albo niemy
siedziałem obok siebie
oczy zachodziły mi łzami
pisałem już bardzo długo
nagle spostrzegłem
że nie mam w ręku pióra

Tadeusz Różewicz "Pisałem"

Sokół / Hades / Sampler Orchestra

 

wtorek, 1 grudnia 2015

nic nigdy


Nic nigdy nie zostanie
wytłumaczone
nic wyrównane
nic wynagrodzone

nic nigdy

czas niczego nie uleczy
rany nie zabliźnią się
słowo nie wejdzie
na miejsce słowa

groby nie zarosną trawą
umarli umrą
i nie zmartwychwstaną

świat się nie skończy

poezja powlecze się dalej
w stronę Arkadii
albo w stronę drugą



Tadeusz Różewicz - "Wiedza"
z tomu „Na powierzchni poematu i w środku. Nowy wybór poezji”, 1983

Sokół / Hades / Sampler Orchestra


wtorek, 17 listopada 2015

królik narysowany



Stasys Eidrigevičius
ilustracja do książki
"Z powrotem czyli Fatalne skutki niewłaściwych lektur" Zbigniewa Batki

Williams, Tennessee



"Mieszkanie Wingfieldów na tyłach jednego z tych ogromnych, przypominających ule konglomeratów mieszkalnych, mnożących się jak narośle w zamieszkałych przez biedniejszą klasę średnią, zatłoczonych centrach miast i będących dla tej największej i zasadniczo zniewolonej grupy amerykańskiego społeczeństwa hamulcem ich aktywności i indywidualizmu, egzystuje w nich bowiem i funkcjonuje jak jedna wielka zautomatyzowana masa.
Okna mieszkania wychodzą na alejkę, do wnętrza prowadzą schody przeciwpożarowe, których nazwa akurat ma w sobie coś z poezji życia, gdyż we wszystkich tych wielkich domach powoli i nieustępliwie płonie ogień ludzkiej rozpaczy."
Szklana Menażeria

*******

Tom Potrzebuję wielu przygód. 
Amanda Dla wielu młodych mężczyzn przygodą jest ich praca.
Tom Wielu młodych mężczyzn nie pracuje w hurtowni.
Amanda Mnóstwo młodych mężczyzn pracuje w hurtowniach, biurach i fabrykach.
Tom I dla wszystkich to jest przygoda?
Amanda Dla jednych jest, dla drugich nie jest! Nie każdy ma bzika na punkcie przygód.
Tom Mężczyzna ma instynkt kochanka, instynkt myśliwego i instynkt zdobywcy, a praca w hurtowni nie ma z nimi nic wspólnego!
Amanda Instynkt! Nie mów mi nic o instynkcie! Ludzie uwolnili się od tego! Instynkt jest cecha zwierząt! Dojrzały chrześcijanin ma inne potrzeby!
Tom Jakie potrzeby?
Amanda Wyższe! Potrzeby umysłu i ducha! Tylko zwierzęta muszą zaspokajać instynkty! Twoje dążenia są wyższe niż ich! Niż małp... i świń...
Szklana Menażeria

*******
Przeczytałam pięć dramatów. Uważam że są rewelacyjne. Każdy, kto czyta, powinien. Cała głowa poruszona. Notatek siedemset, więc raczej trzeba mieć na własność. Tłumaczenie brutalne, dosadne, szokujące, mnie nie, ale podejrzewam, że jednak sporą część czytelników. Chcę jeszcze. Nie czytajcie tego. Chyba, że naprawdę musicie ;)

***************************************************

Słodki ptak młodości (Sweet Bird of Youth) 
Noc iguany (The Night of the Iguana) 
Szklana menażeria (The Glass Menagerie)
Kotka na gorącym blaszanym dachu (Cat on a Hot Tin Roof) 
Tramwaj zwany Pożądaniem (A Streetcar Named Desire)



rysunkiem w chorobę



Marta Bilecka-Dudzińska
ilustracje do książeczki
"Bajka na astmę" Agnieszki Tyszki

"...kiedyś później..."

Pan Cogito a myśl czysta

Stara się Pan Cogito
osiągnąć myśl czystą
przynajmniej przed zaśnięciem

lecz samo już staranie
nosi zarodek klęski

więc kiedy dochodzi
do stanu, że myśl jest jak woda
wielka i czysta woda
przy obojętnym brzegu

marszczy się nagle woda
i fala przynosi
blaszane puszki
drewno
kępkę czyichś włosów

prawdę rzekłszy Pan Cogito
nie jest całkiem bez winy
nie mógł oderwać
wewnętrznego oka
od skrzynki na listy
w nozdrzach miał zapach morza

świerszcze łaskotały ucho
i czuł pod żebrem palce nieobecnej

był pospolity jak inni
umeblowane myśli
skóra ręki na poręczy krzesła
bruzda czułości
na policzku

kiedyś
kiedyś później
kiedy ostygnie
osiągnie stan satori

i będzie jak polecają mistrzowie
pusty i
zdumiewający

Zbigniew Herbert

że cię tu nie ma



"Szkoda że cię tu nie ma"
Stasys Eidrigevičius

niedziela, 8 listopada 2015

Raz dwa trzy, jedziesz TY


Raz dwa trzy, jedziesz TY. Ależ skąd, wykluczone, przecież NIE MOGĘ. Ja też "nie mogę", sam sobie zabroniłem. Zawrzało.

Człowiek Demolka rechocze pod nosem: "Jam to, nie chwaląc się, sprawił". Pod osłoną nocnych ciemności pomrukuje z ukontentowaniem "destroy, destroy".

sobota, 7 listopada 2015

zwykłość


Po wielu tygodniach przerwy aktywowałam gotowanie. Zawieszone, bo ciepło było, bo konkurs chopinowski i tylko woda na herbatę, bo krzątanie około kuchenne zagłusza i przeszkadza w słuchaniu. Ciepły posiłek przy coraz niższych temperaturach wskazany. Sprezentowana przez Panią Sąsiadkę biała herbata już mi bokiem wychodzi i postanowiłam wrócić do czerwonej. Jeszcze lipa i malina, ale to gdy chłody spotęgowane albo gardło drapiące.

Gdy grypa - kwiat lipy i syrop z malinką.
Dokładnie otulić pacjenta pierzynką

Jak mawiała ciotka Malwinki, Molesta Zgrzypik, w Tajemnicy szyfru Marabuta Macieja Wojtyszki.

Nie muszę już codziennie słuchać Chopina, nie muszę już nawet słuchać muzyki klasycznej. Ale chętnie słucham sobie skrzypiec, od których mnie całe życie skutecznie odrzucało. W serialu Dziewczyny ze Lwowa jest fajny wątek o skrzypaczce Ulianie, urozmaicony autentyczną muzyką skrzypcową. Więc jest Bach, Czajkowski, Wieniawski w dość sporych jak na polski serial dawkach. Chopina usłyszałam ostatnio w serialu tureckim o Szecherezadzie (Tysiąc i jedna noc).

Idę wczoraj jeść obiadek, wchodzę do pomieszczenia zaludnionego i słyszę rozmowę dwóch młodych ludzi. Coś o konkursie chopinowskim. Idę do Pani Sąsiadki, a ona Chopina słucha. Wsiadam do autobusu, a tam chłopak opowiada kolegom o Krakatau. Pisałam o tym wybuchu rok temu tutaj, oglądałam też film. Niedawno obejrzałam, jak zwykle, garść krótkometrażówek i etiud filmowych. Najbardziej polecam Chomika, spłakałam się ze śmiechu. Zwłaszcza przy piosence Gawędy. Dobre były też Opowieści z chłodni. Wszyscy mówią o nowym Bondzie, a nikt nie posługuje się tytułem. Może dlatego, że Bonda nie oglądałam i oglądać nie zamierzam, żadnego, znam tytuł, mianowicie Spectre. W Hameryce będą kręcić film, którego nigdy nie obejrzę. Ekranizacja "kontynuacji" trylogii Stiega Larssona. Obiecałam, że nie przeczytam tej sztucznej książki, dorzucam obietnicę nieobejrzenia filmu. I wszelkich następnych w serii, obawiam się, licznych. Przykre. Umacnia mnie w postanowieniu odtwórca roli Mikaela Blomkvista, czyli Bonda z ostatnich filmów.


"Hej, hej, hej! Hej, hej, hej!
Dobry dzień! Dobry dzień!
Jak niedobry, jak niedobry, to go zmień"

A, zapomniałabym. Mam dziś urodziny.

wykład, wykład !!!



czwartek, 5 listopada 2015

Wiłkomirska i skrzypce



Ćwiczyłam. Jeszcze przed wyzwoleniem ojciec zamykał okiennicę i kazał ćwiczyć. Wojna, powstanie, płonąca Warszawa, szok, trauma - wszystko jedno. Musiałam grać. Przyszło wyzwolenie, a zaczął się koszmar. Do Łodzi wjechała zwycięska armia radziecka i zaczęły się kradzieże, gwałty. Gwałcono dziewczynki w moim wieku i kobiety w wieku mojej matki. Któregoś wieczoru - jak zwykle - grałam na skrzypcach. Okiennica była zamknięta. Usłyszeliśmy, że ktoś w nią wali. Mocno. Natarczywie. Mama otworzyła. Do mieszkania wpadł styczniowy mróz. W drzwiach stał bardzo przystojny oficer z kozacką włochatą czapą na głowie. Po zamglonych oczach od razu spostrzegliśmy, że jest pijany. Obok stał drugi żołnierz, pewnie jego adiutant. Był jeszcze bardziej pijany. Zapytał: "kto zdies na skripkie igrajet?". Popatrzył na moją mamę, ładną kobietę, popatrzył na mnie. Ojciec odpowiedział piękną ruszczyzną: "Moja córka gra pięknie, może chce pan posłuchać?". No i ten oficer usiadł i wydał mi rozkaz: "Graj". Ojciec szepnął: "Serenadę melancholijną", i siadł do pianina. Wzięłam do ręki skrzypce. Tirira, tirira... Grałam mu przepiękną melodię Czajkowskiego. Tirira - grałam coraz smutniej. Po jakimś czasie oficer zdjął czapkę, a po chwili zerwał ją z głowy towarzysza. Ta serenada trwa jakieś osiem minut. Jest bardzo nostalgiczna, sama się prawie popłakałam. Zrobiło się potwornie smutno. Kiedy skończyłam, Rosjanin powiedział: "Nu, i poszli, spasiba". Wyszli. To wszystko było jak cud. Nikomu z nas nic się nie stało. Uratowała nas muzyka. Ten chłopak mógł być na wojnie tak długo, że zrobiło mu się tęskno za matką Rosją. Poczułam nad sobą opatrzność. I czuję do dzisiaj.


Remigiusz Grzela "Hotel Europa", z rozmowy z Wandą Wiłkomirską

Bursa, 1957


  Na dnie piekła
  ludzie gotują kiszą kapustę
  i płodzą dzieci
mówią: piekielnie się zmęczyłem
lub: piekielny dzień miałem wczoraj
Mówią: muszę się wyrwać z tego piekła
i obmyślają ucieczkę na inny odcinek
po nowe nieznane przykrości
ostatecznie nikt im nie każe robić tego wszystkiego
a są zbyt doświadczeni
by wierzyć w możliwość przekroczenia kręgu
mogliby jak ci starcy
hodowani dość często w mieszkaniach
(przeciętnie na dwie klatki schodowe jeden starzec)
karmieni grysikiem
i podmywani gdy zajdzie potrzeba
trwać nieruchomo w proroczym geście
z dłońmi uniesionymi ku górze 
ale po co
dokładne wydeptywanie dna piekła
uparte dążenie
z pełną świadomością jego bezcelowości
ach ileż to daje satysfakcji.


1957
Andrzej Bursa
Dno piekła

sobota, 31 października 2015

Andrzej Bursa - "Zabicie ciotki"





Krótkometrażówkę zobaczyłam i od razu do biblioteki po pierwowzór. Czytałam już kiedyś? Zapewne tak, ale dziesięciolecia temu, więc oczywiście noch ein mall, tym bardziej, że to powieść krótka. A może nie czytałam?

Z przedmowy wydawnictwa IGNIS: Andrzej Bursa (1932-1957)... poeta kamikadze... poeta buntu, martwej perspektywy, czarnej poezji... liryka i brutalność... ekstremalny wyraz artystyczny... specyficzne poczucie humoru... Kraków... filologia słowiańska... "Piwnica pod Baranami"... Cricot 2... Kantor... dziennikarz...

Biedak zmarł na serce w wieku 25 lat. Szkoda wielka przeogromna. "Zabicie ciotki" już po jego śmierci wyciągnięto z szuflady w formie nagryzmolonych rękopisów. Trochę czasu zajęło zredagowanie, zapewne tekstu niepełnego. I wyszła jedyna powieść Bursy. Czytam teraz jego wiersze i żałuję, że już nic więcej.



- Pytał więc pan - podjął mój rozmówca - czy słyszałem głos Boży? Wydaje mi się, że nie można stawiać sprawy w ten sposób. Nie jestem dewotką miewającą objawienia. Wola Boża dociera do człowieka bez metafizycznego sztafażu. Po prostu objawia się ona przez pewne postanowienia i myśli naszego mózgu. Przez kierowane wypadkami naszego życia.
str. 57


Wiedziałem, że kobieta nie potrafi zaspokoić i zastąpić wszystkich tęsknot miotających mną, wiedziałem, że stabilizacja mojej miłości z Teresą byłaby morderstwem tej miłości. Ale oto pod wpływem dziewczyny zacząłem jak gdyby odzyskiwać wiarę w życie. Wiedziałem, że jest to złuda, i próbowałem sobie to tłumaczyć. Zbyt wiele lat łudziłem się marzeniami o podróżach, przygodach i nadzwyczajnych losach, jakie mnie czekają. (Zbyt wiele razy byłem za te marzenia miażdżony codziennymi sprzętami naszego mieszkania, salą wykładową, całą tą machiną potworności, w jakie byłem wprzęgnięty bez możliwości uwolnienia się). Jednak gdy byłem z Teresą, czułem się uspokojony i wierzyłem, wbrew logice, że czekają mnie jeszcze sprawy niezwykłe.
str. 73-74


- Zresztą nie wiesz, nie wiesz - zacząłem mówić bardziej chaotycznie - mówiąc to wszystko, staram się być powściągliwy, aby... - zgubiłem wątek słów i myśli - Teresa. Rozumiesz? Tysiące dni, tysiące godzin, podczas których nic się nie dzieje. Podstawowy pokarm mego dzieciństwa i wczesnej młodości. Marzenia okazują swoją zwiewność, co więcej, okazują się być trucizną utrudniającą zdrową wegetację. Czyż po to karmienie opowieściami i czynach królów, rycerzy i innych gierojów, żeby wegetować? Dlaczego zostałem skazany na wegetację? Kogo za to winić, kogo?
str. 90



Wydawnictwo IGNIS 1999
 projekt okładki: Michał Bursa

piątek, 23 października 2015

chopinowski październik


Cisza. Co to jest cisza? Po trzech tygodniach konkursu chopinowskiego wszędzie brzmi muzyka. Jeśli brak zewnętrznego źródła, słyszę ją w głowie. Słuchałam w tv, w radiu, przez komórkę ze słuchawkami, odtworzenia na komputerze, w najprzeróżniejszym otoczeniu, w autobusach miejskich, na ulicach, przystankach, tramwajach, na trawnikach, ławkach, w sklepach. Niemal nie robiłam zakupów, bo w podziemiach mojego sklepu traciłam zasięg. Zresztą po co jeść, muzyka to też forma energii i karmi. I to jeszcze jak! Tylko raz udało mi się dostać do filharmonii by posłuchać uczestników w II etapie. Byli to Rachel Naomi Kudo, USA; Kate Liu, USA; Eric Lu, USA; Łukasz Mikołajczyk; Alexia Mouza, Grecja/Wenezuela. Przy Kate Liu oniemiałam z zachwytu. Ale Eric Lu był rozbrajający. Ta dwójka wbiła mi się dożywotnio do serca. Przeżyłam przez te trzy tygodnie tak wiele momentów zachwytu różnorakiego, że aż niewiarygodne, ile człowiek może wytrzymać. Urosłam jakoś, zrobiłam się przezroczysta. Ilość procesów chemicznych w organizmie przez ten czas - niepoliczalna. Zrobiłam się lżejsza, jakaś bardziej skoczna, rzutka i mobilna. A u podstaw tego wszystkiego muzyka Fryderyka. Wszystko wokół nabiera szlachetności, wszyscy jakoś wypięknieli. Mam ochotę przytulać niemal wszystkich po kolei. Myślałam, że po konkursie mi przejdzie, ale jakoś nie chce. Musze się powstrzymywać przed uściskiwaniem znajomych ;) Najdrobniejsza rzecz jest spotęgowana i czuję się jak na jakimś mocnym dragu o długofalowym działaniu. Rozmawiałam z ludźmi i każda rozmowa była ciekawa. Zwłaszcza, kiedy ja o konkursie a oni zainteresowani podejmowali temat. Nie dało się właściwie oglądać filmów, więc znowu przerwa, ale już powoli zapełniam lukę. Udało mi się przecież jakoś wcisnąć "Ścieżki chwały" Kubricka, dokument "Niebieskie kwiaty" i już na bieżąco, bo wczoraj oglądałam cudną krótkometrażówkę animowaną Tomasza Bagińskiego "Kinematograf".

Ludzie. Cała masa, choć nieliczni, ale zmultiplikowani przez rolę, jaką odgrywają w moim życiu. Ci z którymi wespół słuchaliśmy konkursu. I nieznajomi z FB, którym ja czasem coś zalajkowałam, czasem ktoś mnie. I nieznajomi, ale przecież znajomi na wskroś, rodzina z muzycznego forum. I ci, z którymi mogłam spotkać się osobiście by radość dzielić w realu. Lub choć przez telefon czy e-mail. Aż szkoda, że nie mogłam się dzielić jeszcze tu, na blogu. Ale dzielę się teraz, od teraz. Mam nadzieję, że uda mi się już uprzedzać wielkie radosne muzyczne wydarzenia i dzielić się tu z Wami na bieżąco. Bo konkursy będą, bo koncerty będą, festiwale i to jakoś takie samolubne się tym wielkim dobrem towarzyszącym ciekawym wydarzeniom nie wymieniać.

I Requiem Mozarta było w Bazylice św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu, w 166. rocznicę śmierci Chopina, i poszłam i spłakałam się, ale wystałam do końca. I miałam zjazd klasowy i millions and millions różnego kalibru wydarzeń. Odsapnę troszku, zdystansuję się i wracam z kolejnym postem, soon. Już nie będzie tak długich przerw. Howg.