.

De omnibus dubitandum est. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Homo sum: humani nil a me alienum puto. Manifesta non eget probatione. Non scholae, sed vitae discimus. Non omnia possumus omnes. Nulla dies sine linea. Nil desperandum. Sapere aude. Nolite timere. Miser, qui numquam miser. Omne ignotum pro magnifico. Cura te ipsum. Si vis pacem para bellum. Concordia res parvae crescunt, discordia vel maximae dilabuntur. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Per scientiam ad salutem aegroti.

kaleką matematyką obliczamy swoją wartość (Emily Dickinson)

wtorek, 22 marca 2016

w.brrr.i.brr.o.brrr.s.brr.n.brr.a?!.a.a.a.psik!!


Udało mi się. Zarazić. I ja też, a co, pozazdrościłam. Kaszelek. Dopadł. Zaledwie. Reszta spoko, na szczęście. Obejrzę kilka filmów więcej niż zazwyczaj. Opatulona na filmowej leżance patrzę i wchłaniam obraz za obrazem. W przerwach wynurzam się po coś do picia, jedzenia, do kuchni albo sklepu, albo i po fundusze jakoweś, by było za co jeść i pić. Byle do świąt, bo po świętach... Spokojnie, wszystko we właściwym czasie. A filmy ostatnio setkami. Oprócz fabuł krótkie metraże, ale i tak potrafię oglądać z powtórkami sporych fragmentów, czasem wielokrotnie powtarzam jakiś niesamowity urywek. Obudził się z drzemki filmomaniak w xbw. Ale z kolei usnął czytelnik. Gorąca herbata z sokiem jabłkowym, jabłko, kiwi i cytryna, żelazny repertuar. I odwieczne pytanie, iść do apteki czy obędzie się bez? Jutro ulegnę zapewne i podrepcę do farmaceutki najbliższej. A póki co, zanurzam się w OBRAZ. Jaki tym razem? Nie powiem, nie napiszę. Ale inicjały PPP.

Umilająco: obrazki z Wiosennych przygód krasnala Hałabały, filmik z 1959 roku do obejrzenia w Ninatece.



piątek, 4 marca 2016

tak blisko tuż tuż


Nie pierwsze te kędziory
Ja wygładzam, i wargi
Poznałam ciemniejsze od twoich.
Wschodziły i gasły gwiazdy
Wschodziły i gasły oczy
Tak blisko przy moich, tuż, tuż.
Wspaniałych przecież pieśni
Słuchałam wśród nocy ciemnej
Na piersi śpiewaka słuchałam.
Skąd taka tkliwość?
Co z nią mam począć, młodziku
Przewrotny, śpiewaku przelotny, wędrowny,
Z rzęsami, czyż nie ma już dłuższych?

Marina Cwietajewa "Skąd ta tkliwość"
Tłumaczenie: Janina Sidorska

środa, 2 marca 2016

w głośniczkach dziś Fintelligens


Upolowałam komórką nowe buty, to znaczy znowu znalazłam na mieście fajne buty na człowieku i je utrwaliłam, ale nadal nie mam kabelka do ściągania zdjęć z mobilu i one wszystkie ciasno upakowane sobie tkwią milcząco w magazynie na karcie. Jakość zapewne tragiczna tych foć komórkowych, ale nie przekonam się, póki nie ściągnę. Gdzie w ogóle taki kabelek pozyskać?

Poszłabym jutro na wykład o akceleratorach, ciekawe, czy Baba J. mnie puści. Jeśli się mocno szarpnę to powinno się udać.

Oglądam filmy, NIE czytam książek. Straszne. Podczytuję książki po kawałku, ale taka forma nie zasługuje na miano CZYTANIE.

W kuchni królują ziemniaki w mundurkach, pozyskane z Kooperatywy, więc pyszne. Obieram je po ugotowaniu i podpiekam w piekarniku, na sucho. Robią za najpyszniejsze ciasteczka świata.

Fińskiego rapu słucham, odkryłam Fintelligens :)




czwartek, 25 lutego 2016

komplik


Nie mierz innych swoją miarą. Ale i nie mierz siebie miarą innych...

Pojazdem marki życie nie dojedziesz szczęśliwie do końca trasy bez wspomagania.

Kto wymyślił białe króliki i tym samym tak pogmatwał i pokomplikował mi życie ;)

Tego słucham:


wtorek, 23 lutego 2016

Flo :)


na ciemnej dziwnej szemranej ulicy


Po Instytucie Benjamenta przerzuciło mnie automatycznie na Ulicę Krokodyli. Chyba najlepsza animacja braci Quay, choć reszty nie widziałam, jeszcze. Według Terry'ego Gilliama z Monty Pythona, jedna z dziesięciu najlepszych na świecie. Na podstawie opowiadania Brunona Schulza o tym samym tytule. Opowiadanie przeczytałam od razu wczoraj, sześć mega gęstych stron. I tak oto przepadłam, teraz nie spocznę póki nie przeczytam wszystkiego co napisał, a pisał w takim natężeniu, w olbrzymiej kondensacji, że przekopywanie się przez Brunona potrwa. Nie to, żeby trudne, wcale nie. Ale magnetyzujące, chce się każde zdanie po wielokroć.

A film jest krótki, czerń i biel, plakat Starowieyskiego, szarość, ponurość i mięcho, konkretnie wątróbka, dokładnie za dwadzieścia osiem pensów.

Z rozmowy z twórcami:

"Staramy się powoływać do życia stany umysłu"

"Schulz rzeczywiście dociera do mistycznej gęstości materii. Wprowadza czytelnika w arbitralność swojej krainy językowej. Raptem kilka dni temu ktoś powiedział nam, że język Schulza jest tak bogaty, że można czytać tylko jedną stronę dziennie. Dla nas lektura każdej stronicy to jak wypicie butelki pięcioputtonowego węgierskiego tokaju"

CAŁOŚĆ WYWIADU TUTAJ.







Ulica Krokodyli
Street of Crocodiles
Wielka Brytania 1986
Reżyseria: Timothy Quay, Stephen Quay
Scenariusz: Timothy Quay, Stephen Quay
Na podstawie opowiadania Brunona Schulza "Ulica Krokodyli"

w dziwnym instytucie





Instytut Benjamenta, jedna z dwóch fabuł braci Quay, reszta to animacje. Książka krzyczy od lat, żeby ją przeczytać, film nieśmiało się dopominał. Może najlepszy moment właśnie nastał, bo uległam, obejrzałam. Przystąpiłam zblazowana, z dystansem, nastawiona na nudne wydumane dłużyzny. Przebudziłam się przy pierwszych kadrach, a przy małpce podskoczyłam pod sufit. Jasne, dłużyzny, ale cudne, zachwycające, tekst przykuwający do każdego słowa prawie, nie było ujęcia, kadru, żebym nie drżała oniemiała. Ten film to obowiązek każdego, kto pretenduje do miana kinomana. Jedna piękna kobieta, wielu facetów wyglądających niemal jak klony. Odludne ponure zapomniane przez resztę świata miejsce. Dziwne brzmienie języka, napisy na tabliczkach, jelenie. Czerń i biel. Niesamowitość trwająca godzinę czterdzieści cztery. Porzućcie wszystko, oprócz małych dzieci i pięknych kruchych przedmiotów i obejrzyjcie, teraz.





Instytut Benjamenta
Institute Benjamenta, or This Dream People Call Human Life
Japonia, Niemcy, Wielka Brytania 1995
Reżyseria: Timothy Quay, Stephen Quay
Scenariusz: Timothy Quay, Stephen Quay, Alan Passes
Na podstawie powieści RobertaWalsera "Jakob von Gunten"

nei


Słucham muzyki, dźwięków, ostatnio dużo i bardzo dużo. Żałuję, kiedy nie mam możliwości zabrania jej ze sobą, kiedy wychodzę. Chyba wczuję się w omnia mea mecum porto i wykombinuję coś, by wychodzić z muzyką. Ale, że bez inwestycji się nie obejdzie, więc sprawa na koniec kolejki, jednak. Manna z nieba mi spada różnymi kawałkami, zwłaszcza taki jeden wielki kawałek o gabarytach wieloryba wylądował. I pojawiły się głośniczki do komputera, żebym mogła słuchać bez słuchawek. I pojawiło się mnóstwo muzyki w komputerze zachwycającej. A wcześniej przez całe lata nie słuchałam muzyki wcale albo prawie wcale. Jakaś dziwna nietolerancja trwająca w czasie. Wtedy słuchałam głosów delfinów i taśm z nauką różnych języków, może z dziesięciu różnych. Fiński, szwedzki, włoski, arabski, niemiecki, angielski, hiszpański, portugalski, francuski, węgierski, norweski. I chyba czasem nawet z rozpędu rosyjski. Nie uczyłam się, tylko słuchałam, zamiast muzyki. Najczęściej fińskiego. Skutkiem powyższego zdarza mi się użyć jakiegoś słowa w mowie codziennej i nie mam pojęcia, jaki to język, a często nie znam znaczenia. Ostatnio wypłynęło słówko nei, nie. Zaczęłam się zastanawiać, jaki to język, żeby wymowa i pisownia się zgadzała i wyszło że włoski, litewski i esperanto. Więc jeśli spotkacie kogoś, kto mówi nei zamiast nie, to prawdopodobnie będę ja ;)

W Poskromieniu złośnicy Elizabeth Taylor mówi kilka razy nei, jako, że akcja dzieje się w Padwie.

Wybrałam się obstawić, jeden jedyny i zapewne ostatni raz, wyniki meczów naszej czołowej ligi piłkarskiej, dla większych emocji przy śledzeniu wyników, ale porażka od pierwszego meczyku, więc na przyszłość sobie daruję i poobstawiam co najwyżej sama dla siebie na papierze dla ewentualnej satysfakcji, bo liga jest nieprzewidywalna. Na dodatek dostałam burę za sam fakt udania się do "punktu". Anioły i wieloryby pilnują ;)

Nie chce mi się wychodzić z domu, mam głośniczki i mogę oglądać filmy bez uwiązania do kompa, co czynię na potęgę. A co za tym idzie znowu nie czytam za dużo. Bibliotekarka zaprzyjaźniona tylko mi przedłuża te, na które nikt nie czeka, a jeśli ktoś czeka, oddaję nieprzeczytane lub czytam w ostatnie dwa dni.

W ogóle dziś mało mi się chce, produkcja słów też idzie opornie. Muszę iść wieczorkiem na nagranie, muszę kupić coś do jedzenia, muszę wpaść do apteki. Dobrze czasem coś musieć.

W nawiązaniu do powyższego: lenistwo jest dobrą metodą na odchudzanie. Nie mieć w domu niczego do jedzenia, ewentualnie coś obrzydliwie zdrowego i lekkostrawnego, co można wtrząchać do oporu, a ślad nie zostanie. Plus czerwona herbata, w której działanie nikt nie wierzy, kiedy opowiadam. A ja ją litrami, uwielbiam, czasem z sokiem jabłkowym. Dieta zaczyna się podczas robienia zakupów. Dobra, lecę po twarożek, może z rzodkiewką? Oczywiście, że bez pieczywa. Glutenowi na pohybel. Niech żyją soczewice, kasze gryczana i jaglana, ryże i WARZYWKA. No i owoce owoce owoce w każdej ilości. Znalazłam fajny sklep z bułkami bezglutenowymi, pychotka, kukurydziane. Ktoś chce namiar?

poniedziałek, 22 lutego 2016

szekspirowskie poskromienie



The Taming of the Shrew, staroć z 1967 roku. Za Zeffirellim nie przepadam, ale ta produkcja należy do ulubionych, bo Szekspir, bo wiecznie i coraz bardziej aktualny, bo śmiesznie i życiowo. Rozpływam się przy tej wersji Poskromienia złośnicy.

"Will you, nill you, I will marry you" ;)


sobota, 20 lutego 2016

Szymborska była kobietą


Spojrzał, dodał mi urody,
a ja wzięłam ją jak swoją.
Szczęśliwa, połknęłam gwiazdę.

Pozwoliłam się wymyślić
na podobieństwo odbicia
w jego oczach. Tańczę, tańczę
w zatrzęsieniu nagłych skrzydeł.

Stół jest stołem, wino winem
w kieliszku, co jest kieliszkiem
i stoi stojąc na stole.
A ja jestem urojona,
urojona nie do wiary,
urojona aż do krwi.

Mówię mu co chce: o mrówkach
umierających z miłości
pod gwiazdozbiorem dmuchawca.
Przysięgam, że biała róża,
pokropiona winem, śpiewa.

Śmieję się, przechylam głowę
ostrożnie, jakbym sprawdzała
wynalazek. Tańczę, tańczę
w zdumionej skórze,
w objęciu, które mnie stwarza.

Ewa z żebra, Venus z piany,
Minerwa z głowy Jowisza
były bardziej rzeczywiste.

Kiedy on nie patrzy na mnie,
szukam swojego odbicia
na ścianie. I widzę tylko
gwóźdź, z którego zdjęto obraz.


Wisława Szymborska "Przy winie"

francuskie filmy





Festival obejrzany, choć nie w całości. Zostało kilka fabuł i dwa dokumenty na "kiedyś". Screeny z filmów L'affaire SK1 i Errance. Mam nadzieję, że za rok też będzie można wziąć udział.


focie, ale butom?


No a niby czemu nie? Znalazłam fajne buty na człowieku. Poprosiłam, zgodził się i są focie. Handmade, Kraków, lat 12. Szkoda, że firemka produkująca już nie istnieje :( Żal. I od razu fejm w miasto i teraz kolejka butów do fotografowania mi się tu ustawia. No ok, powoli, nie pchać się, wszystkie zdążycie.




niedziela, 14 lutego 2016

piguła ździś


Od jakiegoś czasu nie dodaję wstawek meczowych. Kto odetchnął, ten ma problem, bo znów zaczynam. Właśnie Lech dokopał Termalice w emocjonującej końcówce 5:2 a zaraz zarutko Legia z Jagiellonią. Chodzę do pracy, słucham hip-hopu, oglądam filmy, w tym MyFrenchFilmFestival, czytam Szekspira. Równoważenie Szekspirem najlepsze ze wszystkiego. Odkryłam zalety przyschniętego ryżu, skutki uboczne nieposiadania lodówki. Pycha!Przysypał mnie stos książek i grad filmowych tytułów do obejrzenia, jak mi dobrze, chyba wezmę urlop... Rozszerzenie soon...

"łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby"


Musi być do wyboru, 
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspersa i pisma kobiece.
Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.
młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską.


Wisława Szymborska, Portret kobiecy

środa, 10 lutego 2016

prędzej szybciej dalej więcej głośniej


Prędzej jeść pić czytać żyć
kochać prędzej
dalej jechać lecieć
więcej szybciej mówić
szybciej żegnać odchodzić zostawiać
więcej słuchać patrzeć
oglądać dotykać wąchać
oglądać posiadać smakować
kochać być tu i tam
i gdzie jeszcze
śmiać się głośniej pchać
biec oddychać
Szybciej
więcej
prędzej dalej wyżej niżej głębiej
szybciej szerzej żyć
jeść pić spać
kochać
żyć dłużej

Tadeusz Różewicz, fragment wiersza "Za przewodnikiem"

MARTA FREY http://www.facebook.com/marrafri








niedziela, 24 stycznia 2016

"Ślubno mowa"


Był w jednej wsi taki chłop, co bywoł w Hameryce i myśloł, ze syćkie rozumy zjod. Mioł się za nomądrzejsego cłeka we swojej wsi.

Raz mu się tak zdarzyło, ze przyśli go pytać młodzi, co się brali, na ślub i na wesele. Jako go pytajom, tak on do nik radzi:

- Dobrze! Jo na tyn was ślub przyde, ale po ślubie piyrsy do wos mowe bede trzymoł.

Ślub sie odbył, młodzi ze ślubu wychodzom, a on se postawił stół przed bramom, hipnon na to podwyzsenie i zacon tyn mowe tak:

- Zajaśniałaś panno młodo jak świyca...

Ale nie był ani taki mądry, ani wymowny, tak mu sie mowa w tym miejscu urwała i ni móg dalej rusyć. Tak stęko i kwęko, a myśli se, jako by tu tyn mowe skońcyć. Nic, ino od nowa jom trza zacząć... I chycił na roz drugi:

- Zajaśniałaś, panno młodo, jak świyca...

Urwało sie. Zaś chłop stęko i kwęko, jaze mu wpadła setno myśl do głowy: do trzeciego razu sztuka!

Pewny, ze mu za trzecim razem pódzie, na cały głos zawołoł: 

- Zajaśniałaś, panno młodo, jak świyca! - Urwało sie.

Wtórysi z weselników pogniewany takim godaniem odpedzioł: 

- No, to jom pocałuj w liktorz!